Nowy numer 2/2021 Archiwum

Co ja będę robić?

Spotkania są dla nich okazją do dobrego spędzenia czasu i odpowiedzi na ważne pytania. Nieistotne, czy mają 6, 10 czy więcej niż 60 lat.

Ośrodek Christoforos w Tychach to dla dzieci, młodzieży i seniorów enklawa, w której znajdują drugi dom. Dlatego wielu z ulgą przyjęło decyzję o organizacji zajęć wakacyjnych. – Byliśmy w gotowości i czekaliśmy tylko na zgodę odpowiednich władz. W czwartek dostaliśmy pozytywną odpowiedź, a w poniedziałek byli już seniorzy i dzieci – mówi ks. Józef Szklorz, dyrektor instytucji i proboszcz parafii bł. Karoliny Kózkówny, przy której ośrodek działa. – Im dłużej trwało to przymusowe zamknięcie, tym bardziej człowiek chciał się wyrwać – mówi seniorka Monika, która w zajęciach uczestniczy już 17 lat. – Bardzo tęskniłam za wspólnie spędzonym czasem.

Przybij łokcia

Ośrodek otwarto z zachowaniem wszystkich norm sanitarnych. Każdy, kto wchodzi, musi zdezynfekować ręce, mierzona jest temperatura i w miarę możliwości zachowywany jest dystans społeczny. Dzieci podzielone są na stałe, niewielkie grupy. – Zauważyliśmy, że ten „rytuał” mierzenia temperatury powoli stał się takim zwyczajowym elementem powitania. Młodzież ma czas, żeby sobie „przybić łokcia” – śmieje się Magdalena Jackowska, kierowniczka świetlicy. – Trochę obaw było. Każdy z nas przychodził z innego środowiska, trochę się baliśmy, a jednocześnie bardzo chcieliśmy tu być – mówi seniorka Krysia. – Tu nie chodzi nawet o zajęcia, ale o spotkanie drugiego człowieka. Nawiązaliśmy wiele przyjaźni – dodaje. – Pierwsze chwile po powrocie nazwałyśmy nową rzeczywistością. Do wszystkiego podeszłyśmy z dużą dozą ostrożności. Po tych pięciu tygodniach jesteśmy już przekonane, że można utrzymać reżim sanitarny, tylko trzeba chcieć – podkreśla Magdalena.

Zajęcia dla trzech grup dzieci podzielone były na tygodnie tematyczne. Były poświęcone na przykład zagadkom detektywistycznym, życiu na farmie czy wynalazcom. Oprócz tego udało się zorganizować trzy wyjazdy, m.in. do Ogrodzieńca. – Największym przeżyciem było dla nas chyba dojenie krowy podczas wycieczki do Rud. Ona co prawda była sztuczna, ale mleko było prawdziwe – śmieje się Marta. – Każdy dzień tutaj to dla nas bardzo kreatywnie spędzony czas – dodaje Marysia.

Oprócz tego w każdy piątek dzieci uczestniczą w seansach filmowych. – Dostajemy prawdziwe bilety. Warto je dokładnie obejrzeć, bo jeżeli trafi się taki z dodatkowym znaczkiem, to dostaje się smakołyk – tłumaczą z zaaferowaniem chłopcy.

Wszyscy uczestnicy półkolonii byli objęci opieką ośrodka Christoforos w czasie trwania roku szkolnego. Lockdown sprawił, że nie mogli się spotkać i spędzać ze sobą czasu. – Tęskniliśmy bardziej niż za szkołą – mówią zgodnym chórem. – Nas decyzja o izolacji bardzo niemile zaskoczyła. Jeszcze przed nią seniorzy rozeszli się do domów i każdy miał z tyłu głowy myśl, że być może będziemy musieli przez kilka dni siedzieć w domach. Nikt jednak nie spodziewał się, że nie zdążymy się nawet pożegnać i że to potrwa tak długo – mówi Marzena Popiel, opiekunka świetlicy seniorów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama