Nowy numer 32/2020 Archiwum

To są moi ludzie

Miały być rekolekcje w Ziemi Świętej, ale okazało się, że Boży plan na urlop jest zupełnie inny.

Ksiądz Zenon Bonecki do Afryki na misje ruszył w 2010 roku. Po dekadzie pracy w Zambii na początek 2020 r. zaplanował dłuższy, kilkumiesięczny urlop. Plan: wyjazd na narty, odpoczynek, a potem trzy miesiące rekolekcji organizowanych dla anglojęzycznych misjonarzy przez ojców białych w Ziemi Świętej.

– Byłem w Polsce, kiedy okazało się, że izraelskie Ministerstwo Zdrowia zaapelowało o odwołanie wszystkich działań. Ojcowie poinformowali nas, uczestników, że nie możemy się pojawić z uwagi na światową sytuację. Był początek marca, zewsząd atakowały apokaliptyczne obrazy z Włoch. Nie bardzo wiedziałem, jaką w tej sytuacji decyzję podjąć. Nie było już możliwości powrotu. Pomyślałem, że może uda mi się dołączyć do rekolekcji tutaj, w Polsce – wspomina ks. Zenon.

Warszawa–Katowice

Rozwój wypadków był niespodziewany – u misjonarza pojawiły się problemy zdrowotne i trafił do szpitala. W czasie jego rekonwalescencji Polska zamknęła granice.

– Zostałem w Warszawie, w Centrum Formacji Misyjnej. Nie mogłem się przenieść na Śląsk, ale kiedy tylko pojawiła się taka opcja, ruszyłem do domu rodzinnego. To było tuż po święcie Miłosierdzia Bożego, kiedy obostrzenia w kraju zaczęły być powoli znoszone – wyjaśnia. Ksiądz Zenon Bonecki na co dzień w Zambii pracuje na terenie Prowincji Centralnej, w diecezji Kabwe w parafii Miłosierdzia Bożego. Na jej terenie funkcjonuje ok. 30 wspólnot, które regularnie odwiedza misjonarz. Od najbliższej dzieli go 10–12 km drogi, najdalsze oznaczają ok. 85 km do pokonania. Nie ma tam dróg, jakimi na co dzień poruszają się kierowcy w Europie, to trasy, które w naszym wyobrażeniu odpowiadają utwardzonym ścieżkom. Te warunki, połączone z ogromem codziennej pracy, sprawiają, że czasem znalezienie kilku chwil na relaks jest karkołomnym zadaniem.

– Dlatego bardzo szybko doceniłem zalety sytuacji, w jakiej się znalazłem. W czasie izolacji miałem zdecydowanie więcej czasu na modlitwę osobistą i lekturę duchową. Codziennie uczestniczyłem w Eucharystii – mówi ks. Bonecki. Misjonarz był również w stałym kontakcie ze swoimi parafianami. – Ci, którzy mają dostęp do telefonu i internetu, pisali do mnie, pytali, kiedy wrócę. O sytuacji związanej z pandemią w Zambii na bieżąco informował mnie ks. Marek Paszek na WhatsAppie – wymienia ks. Zenon. – Oczywiście, że tęskniłem. Najmocniej odczułem ten brak, kiedy jeden z młodych księży, który jeszcze jako kleryk odbył staż misyjny w naszej parafii, przesłał film. Taki teledysk z migawkami z pobytu w Zambii. Obejrzałem go i poczułem, że tam jest moje miejsce, moi ludzie, do których chcę wrócić – nie kryje wzruszenia.

Dezynfekcja i dystans

Ksiądz Zenon Bonecki od początki zakładał, że powrót do parafii nie będzie łatwy. Odwołane loty, zamknięte granice to podstawowe problemy do rozwiązania. – Poinformowałem biskupa, że do 15 czerwca raczej nie uda mi się wrócić i że zrobię to, jak tylko to będzie możliwe – mówi.

Zambia, podobnie jak cały świat, także zmaga się z COVID-19. – Dość szybko, bo jeszcze w marcu prezydent wydał dekret mówiący o tym, że placówki kulturalne mają zostać zamknięte. To w świetle tamtejszego prawa odnosiło się także do wspólnot religijnych. Teraz powoli życie wraca do normy, ale konieczne było uzyskanie państwowych certyfikatów. Oznaczało to, że każda wspólnota musi zapewnić możliwość dezynfekcji rąk przed wejściem. Dodatkowo miejsca siedzące muszą być tak rozlokowane, by uczestnicy nabożeństw mogli zachować dystans społeczny. To wszystko sprawdzali zambijscy urzędnicy, zanim zezwolili na ponowne otwarcie. Nie było jednak wprowadzonego limitu uczestników, tak jak w pewnym momencie miało to miejsce w Polsce – tłumaczy ks. Zenon. Czas pandemii był dla misjonarza czasem powrotu do rodziny. – Od momentu rozpoczęcia formacji w seminarium, czyli od 1994 r., nie pamiętam, żebym tak długo był w domu. Zdarzały się dwu- lub trzytygodniowe urlopy. To były naprawdę dobre chwile i taka lekcja pokory. Nikt tak nie weryfikuje naszych poglądów na własną świętość jak najbliżsi – śmieje się.

– Ale mówiąc zupełnie poważnie, mogłem spędzić naprawdę owocny czas, pracując wspólnie z braćmi w obejściu domu czy chodząc na górskie wycieczki z rodziną. Rozmowy to bogactwo, które ze sobą zabieram. Generalnie zawsze staram się być, żyć tu i teraz. Byłem w całości tutaj, ale czuję, że pora już wracać – mówi ks. Zenon Bonecki. Na swoje miejsce w samolocie czekał od ostatnich dni czerwca. Na początku lipca ruszył z Warszawy w drogę powrotną do Zambii.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama