Nowy numer 4/2021 Archiwum

Proszę zdezynfekować folię

Kaplica matki i dziecka, boczna nawa, salka przy kościele. Dwa krzesła albo klęcznik – koniecznie w odpowiedniej odległości. Jak wygląda spowiedź w czasie pandemii?

Ojciec Anny zmarł kilka tygodni temu. Do spowiedzi przed jego pogrzebem przystąpiła w salce katechetycznej. – Nigdy wcześniej nie spowiadałam się, siedząc naprzeciwko księdza. Nie było to dla mnie łatwe doświadczenie, czułam się… obnażona – Anna długo szuka właściwego słowa. Dla Mariusza z kolei spowiadanie się poza konfesjonałem jest od kilku lat czymś zupełnie naturalnym. – Jest czas na rozmowę, nie ma presji kolejki, która powoduje, że wyznanie zamienia się w szybkie wyliczenie grzechów, a kapłan ma niewiele czasu na wygłoszenie nauki.

Dla mnie tak przeżyta spowiedź jest pełniejsza – wyjaśnia. Kolejki do konfesjonałów ciągnące się przez pół kościoła, kapłani spowiadający nieraz do późnych godzin nocnych – w tym roku takich przedświątecznych obrazków zabrakło. Kiedy wierni mogli wreszcie wrócić do kościołów, konieczne stało się zapewnienie im bezpiecznych warunków korzystania z sakramentu pokuty.

Po szóste: noś maseczkę

W pierwszych tygodniach po zniesieniu obostrzeń spowiedź odbywała się wyłącznie poza konfesjonałem. Kapłani żartowali, że pojawił się szósty warunek dobrej spowiedzi: noś maseczkę, ale do kwestii bezpieczeństwa podchodzili poważnie. Do sprawowania sakramentu wybierano pomieszczenia pozwalające na zachowanie bezpiecznej odległości, a osłanianie twarzy przez kapłana i penitenta było obowiązkowe. Okazało się jednak, że nie wszyscy odnajdują się w tej formie. – Początkowo spowiadaliśmy w kaplicy matki i dziecka, ale przychodziło mniej ludzi, niż oczekiwaliśmy. Wieść gminna niosła, że dla parafian spowiedź poza konfesjonałem jest trudnym doświadczeniem – wyjaśnia ks. Damian Jarnot z parafii św. Brata Alberta w Rybniku-Kamieniu. Podobnie było w Katowicach. – Wiem, że niektórzy nie chcieli skorzystać z możliwości przyjęcia sakramentu w salce i czekali na otwarte konfesjonały – potwierdza o. Bartosz Madejski OMI z oblackiej parafii na Koszutce.

Pokonać opór

– Dla ludzi spowiedź twarzą w twarz z kapłanem bywa początkowo bardzo stresująca, ale kiedy już przełamią swoje obawy, często wychodzą z poczuciem ogromnej ulgi, a spotkanie z Jezusem jest chyba dla nich głębsze – ocenia ks. Adrian Chojnicki z parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Chwałowicach. Kilka tygodni temu na swoim kanale na YouTubie nagrał film, w którym opowiada o korzyściach płynących z takiego przeżywania sakramentu. Widzi jednak, że wyznawanie szczególnie wstydliwych grzechów jest dla penitentów trudniejsze. – W konfesjonale łatwiej się ukryć, zachować poczucie anonimowości – dodaje. Z tym spostrzeżeniem zgadza się Anna. – Czułam wielki opór, szczególnie trudny był dla mnie kontakt wzrokowy. Błądziłam wzrokiem po ścianach, żeby tylko nie patrzeć na siedzącego na wprost księdza – wspomina. Zmuszona sytuacją przełamała lęk, ale nie chciałaby więcej korzystać z takiej formy sakramentu. Dla Mariusza pierwsze spowiedzi bez bariery, jaką daje konfesjonał, też były trudne, ale stopniowo dyskomfort znikał. – Kiedy po rozgrzeszeniu wychodziliśmy z kapłanem z rozmównicy i on traktował mnie zupełnie normalnie, zrozumiałem, że ksiądz jest tylko pośrednikiem w spotkaniu z Bogiem – tłumaczy. Ojciec Bartosz Madejski apeluje, żeby nie oceniać, która spowiedź jest lepsza, a która gorsza. – Plusem jest, że ludzie dowiedzieli się o istnieniu takiej formy sprawowania tego sakramentu, mogą wybrać, czy lepiej czują się w konfesjonale, czy podczas rozmowy twarzą w twarz – wyjaśnia oblat.

Okna i dłonie

Kiedy kapłani z Kamienia przywrócili możliwość spowiedzi w konfesjonale, dostrzegli, że wierni chętnie z niej korzystają. Pierwszopiątkowy zwyczaj spowiadania do 22.00 rozszerzyli więc na każdy piątek. – Ludzi jest dużo, często przyjeżdżają z innych parafii, bo odpowiadają im godziny wieczorne. Przychodzą młodzi albo całe rodziny – cieszy się ks. Damian. Oczywiście także w konfesjonale ważne jest zachowanie higieny, dlatego na penitentów czekają przygotowane płyny do dezynfekcji. Bywa, że wynikają z tego zabawne sytuacje. – Na koniec, już po słowach „idź w pokoju”, dodajemy: „prosimy zdezynfekować folię na konfesjonale” – objaśnia o. Bartosz. – Kobiety robią to dokładnie, jakby myły okna: starannie przecierają kratkę i podpórkę pod ręce. Natomiast mężczyźni czasem po naszej prośbie są na tyle zdezorientowani, że spryskują płynem swoje dłonie i odchodzą – śmieje się kapłan i dodaje, że wyjątkiem od tej reguły są księża, którzy często spowiadają się w oblackiej parafii. – Oni najdokładniej czyszczą konfesjonał!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama