Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ryba żyje bez wody

Do porodu zostały zaledwie trzy tygodnie, kiedy Ola przypadkiem przeczytała SMS wysłany przez męża: „Mam jeszcze 10 000 zł długu”. Kiedy Paweł wrócił do domu, przyznał się, że to nie wszystko…

Matura, studia, ślub, ciekawa praca… Dobrze ułożone życie – wspominają. – Męża poznałam w kościele, a skoro tak, to powinien być idealny! – zaczyna swą opowieść Ola i spogląda na Pawła z szelmowskim uśmiechem. − Pan Bóg? Oczywiście! Niedzielna Eucharystia, Msze o uzdrowienie, gdy nie mogli doczekać się dziecka, nawet krąg biblijny. – Ale ja tak naprawdę wierzyłam w swoją samowystarczalność, ufałam sobie, a Pan Bóg miał być tylko gwarancją powodzenia – zauważa Ola.

– Dużo czasu w pracy spędzałem przed komputerem. Kiedy potrzebowałem chwili odpoczynku, odpalałem jakąś gierkę. Na początku to były tylko przerywniki, ale szybko przekroczyłem niezauważalną linię – włącza się Paweł. – Zacząłem grać na pieniądze. Rodzaj gry nie był istotny, to mogły być zakłady, poker, cokolwiek. Najpierw grałem, żeby wygrać albo odegrać stracone pieniądze. Potem… potem grałem już tylko po to, żeby grać.

Hazard wciągał Pawła coraz bardziej. A algorytmy internetowych kasyn tworzone są w taki sposób, że nie da się w nich wygrywać. Kiedy brakowało pieniędzy, brał pożyczki. Długi rosły.

– Hazard niszczy, zjada od środka. Spałem po trzy godziny dziennie. Tłumaczyłem, że muszę w nocy pracować, a tak naprawdę grałem, nawet po kilkanaście godzin. Chudłem, byłem jak zombie – wspomina Paweł, zaznaczając, że dziś nie pamięta wielu rzeczy, które wydarzyły się w okresie największego uzależnienia. O niektórych wie tylko z opowiadań Oli.

Jedno wielkie kłamstwo

W pewnym momencie suma długów Pawła była tak duża, że musiałby pracować przez dwa lata, żeby je spłacić. Ola, pracując w kancelarii komorniczej, z dłużnikami miała styczność każdego dnia, ale nie miała pojęcia o zaciągniętych przez męża kredytach. Od początku małżeństwa to Paweł zajmował się rachunkami, to on pilnował opłat. Kiedy do domu przychodziły monity za nieopłacony czynsz, tłumaczył, że pewnie pomylił numer konta. Lawirował, kręcił, kombinował, jak tylko hazardzista potrafi. – Dwóch rzeczy jedynie nie zawaliłem: pierwsza to była praca, a druga… adopcja serca. Wpłacaliśmy pieniądze na konkretne dziecko w Afryce. I nawet przy najpotężniejszych długach ten jeden przelew robiłem terminowo. Wiedziałem, że od tych pieniędzy zależy czyjeś życie.

Na własnym życiu powoli przestawało Pawłowi zależeć. Coraz częściej myślał, żeby ze sobą skończyć. A kiedy przegrał największe dotąd pieniądze i miał wszystkiego dość… okazało się, że Ola jest w upragnionej ciąży. – Zmobilizowało mnie to na tyle, że przestałem myśleć o samobójstwie. Ale grać nie przestałem.

Przez dwa lata nałogu Paweł tylko raz poprosił w cichej modlitwie o uzdrowienie. Ale im więcej było gry, tym mniej miejsca dla Pana Boga. – Chodziłem do spowiedzi, ale nie mówiłem szczerze, jak ze mną jest. Stopniowo przestawałem wierzyć, że On istnieje.

Ola widziała, że dzieje się coś złego. – Nie cieszył się ciążą, był nieobecny. Było mi go żal, że musi tyle pracować. Ale hazardzistę trudno rozpoznać – nie zatacza się, nie śmierdzi. Zupełnie nie przyszło mi do głowy, że może być uzależniony.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama