Nowy numer 13/2020 Archiwum

Przyjaciele z lepianki

"Mama jest w śpiączce" - napisało na Facebooku jedno z siedmiorga dzieci Florence. Z ugandyjskiej wioski wiadomość dotarła do dalekiego Rybnika. Gabrysia i jej wspólnota KANA nie wahały się ani chwili - natychmiast zaczęły organizować pomoc. Po kilku tygodniach nadeszła wiadomość: "Kochani Przyjaciele: Żyję!".

Napuściła pełną wannę wody z pianą, zapaliła świece, postawiła na brzegu filiżankę z kawą. „Jesteś teraz królową Afryki” – powiedziała do Florence. Kąpiel trwała prawie dwie godziny... Później taka sama radość czekała na Ronniego. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy pielgrzymi ruszali w drogę na centralne obchody do Krakowa. Walizki Ronniego i Florence ledwo udało się wepchnąć do autobusu. Przy pożegnaniu wszyscy płakali. – Przez te kilka dni zobaczyłam, jak wielu jest ludzi dobrej woli, gotowych podzielić się tym, co mają. Sami nie dalibyśmy rady obdarować ich tak wspaniałymi prezentami, ale kiedy dużo ludzi da choć troszkę, to dzieje się ogromne dobro. Nie mogłam tego tak zostawić! – opowiada Gabrysia.

Z fasolą do seminarium

Gabrysia jest liderką Wspólnoty Odnowy Życia Chrześcijańskiego KANA przy rybnickiej bazylice. I to do członków swojej wspólnoty uderzyła najpierw. Zaczęli zbierać niewielkie kwoty i co jakiś czas wysyłali do trzech afrykańskich rodzin konkretną sumę. Potrzeby nowych przyjaciół są ogromne. Ugandyjskie szkolnictwo jest płatne – państwowe szkoły istnieją, ale poziom nauczania jest tak niski, że nie daje żadnej możliwości zdobycia wykształcenia. Aby dzieci mogły coś osiągnąć, trzeba zapłacić. A pragnienia młodych ludzi są bardzo konkretne.

Mary, przybrana córka Matthiasa, marzyła o zostaniu pielęgniarką. Dzięki pomocy rybniczan udało jej się dostać do szkoły, w której dziś zdobywa upragniony zawód. Synowie Matthiasa i Florence odkrywają w sobie powołanie do życia kapłańskiego. Chcieli uczyć się w Niższym Seminarium Duchownym, ale wymagana tam „wyprawka” była dla ich rodziców nie do przeskoczenia. Na liście obok anglojęzycznej Biblii czy kołdry i piżamy były nawet worki fasoli i soczewicy. I tym razem KANA nie zawiodła. Dziś członkowie wspólnoty z radością patrzą na zdjęcie dwóch poważnych młodzieńców w nietypowych, bo czerwonych sutannach.

„Ratuj ją!”

– Mamo, syn Florki pisał w nocy na Facebooku, że mama jest w komie. To chyba jakaś miejscowość? – zastanawiała się głośno Magda. – Koma? Przecież to chyba śpiączka! Florence jest chora! – Gabrysia szybko zrozumiała powagę sytuacji. A ta wydawała się tragiczna: kobietę dopadła najcięższa postać malarii i do tego tyfus. Jej szanse na przeżycie były mizerne. „Ona ma siódemkę dzieci! Co się z nimi stanie?” – pomyślała Gabrysia i rzuciła się do boju o życie afrykańskiej przyjaciółki.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama