Nowy numer 48/2020 Archiwum

Erytrejka w Katowicach

Mieszkająca w Szwecji ciemnoskóra Hareg spodziewała się dziecka. Szwedzkie służby socjalne zapowiedziały, że zaraz po porodzie je odbiorą. 30-latka przyjechała więc do Polski i tu urodziła małego Filipa.

Teraz mama i jej synek przebywają w Katowicach. Opowiemy wam ich historię.

Kobieta pochodzi z Erytrei. To państwo, z którego dociera do Europy chyba najwięcej uchodźców, bo panuje w nim bardzo twardo rządząca dyktatura.

Rodzina Hareg była zamożna. Ojciec pracował w banku. – Kochałam go. Pamiętam z dzieciństwa, jak w jedno ze świąt kościelnych wziął mnie na barana i zaniósł na wielki festyn, gdzie ludzie tańczyli przy ogniskach – wspomina, a jej twarz rozjaśnia piękny uśmiech.

Była najmłodszą w rodzinie córeczką tatusia. Niestety, gdy miała 8 lat, tata trafił do więzienia. Oskarżenie miało związek ze sprawami finansowymi. Hareg uważa, że tak naprawdę ojciec był niewygodnej opcji politycznej. Wyszedł po pięciu latach. Zmarł, kiedy dziewczyna miała 19 lat.

Płakałam trzy noce

W wieku 21 lat Hareg legalnie wyjechała z Erytrei na studia do Szwecji. Zamieszkała z mamą w Sztokholmie i przez cztery lata studiowała informatykę. Niestety, później pojawił się poważny problem: dziewczyna przeszła psychiczny kryzys. Musiała podjąć leczenie psychiatryczne. Brała leki i nie była już w stanie skończyć studiów.

Nie zniknęło w niej jednak pragnienie kochania i bycia kochaną. Pojawił się chłopak, Max, rodowity Szwed. Poznała go w ośrodku terapeutycznym i zakochała się w nim. Zaszła w ciążę.

Wiele innych osób w tak trudnej sytuacji zabiłoby nienarodzone dziecko, ale nie Hareg. Od opiekunów hostelu dla pacjentów usłyszała jednak, że swojego dziecka nie zobaczy. Od razu po porodzie miało zostać jej odebrane.

Do kogo więc miało trafić? Różnie z tym w Skandynawii bywa. Nieraz jest to para homoseksualistów albo ludzie wyznający inną religię, ateiści.

W przypadku głośnej sprawy Rosjanina, który porwał w Szwecji własne córki i uciekł z nimi do Polski, rodzina zastępcza była muzułmańska. W tamtej sprawie zresztą też w tle była choroba psychiczna, na którą zapadła żona Rosjanina. Odbieranie dzieci w krajach dawnych wikingów jest dzisiaj bardzo częste i nieraz pochopne. Stoi za tym filozofia podejrzliwości wobec rodziny, a wręcz przeświadczenie, że dziecko jest własnością państwa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama