Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wpuścisz ich?

Ciężarna Maryja od 124 lat szuka schronienia w Podlesiu, dzisiejszej dzielnicy Katowic. Od niedawna katowiczanom włączającym się w ten wyjątkowy obrzęd towarzyszy nowy obraz.

Namalował go Grzegorz Bialik, artysta z Podlesia. Maryja na jego obrazie najwyraźniej jest już „na ostatnich nogach”. Wraz z podtrzymującym ją mężem, świętym Józefem, wyglądają jakby stali w drzwiach naszego domu. Wydaje się, że Matka Boża – śliczna dziewczyna w stanie błogosławionym – pytająco patrzy nam w oczy. Wpuścisz ich?

Przez zaspy

To Matka Boża Szukająca Gospody. W tym obrazie autor zawarł też inne ciekawe szczegóły. Zdaje się, że światło, które oświetla całą scenę, wydobywa się z wnętrza łona Matki Bożej, że pochodzi od Dziecka, które tam jest i czeka na narodzenie. W ciemności za wędrowcami lśni gwiazda.

Wizerunek służy mieszkańcom Podlesia w wyjątkowym nabożeństwie. Tworzą oni grupy po siedem osób lub rodzin i pomiędzy 17 a 23 grudnia codziennie przekazują sobie ten obraz z domu do domu. I oczywiście modlą się przed nim.

Aż 124 lata temu nabożeństwo to zostało wprowadzone przez proboszcza z Mikołowa i tamtejsze siostry boromeuszki. Chodziło o zachęcenie do modlitwy tych parafian, którzy do kościoła w Mikołowie mieli bardzo daleko. Okazało się jednak, że kiedy przed niespełna stu laty mieszkańcy Podlesia zbudowali własny kościół, wcale z przyjmowania Matki Bożej Szukającej Gospody nie zrezygnowali.

Do dzisiaj istnieje grupa złożona z kobiet, które są już – uwaga – czwartym pokoleniem modlących się w ten sposób. – Nasze kółko przetrwało przez wszystkie wojny, powstania i stan wojenny – mówi Zuzanna Lopatta z Podlesia. W tym kółku była już jej prababcia Józefa Marniok.

Jedna z kobiet z tej grupy wspomina, jak w stanie wojennym nabożeństwo Gospody w którymś z domów w Podlesiu przeciągnęło się. Trzeba było wracać już po godzinie milicyjnej. Elegancko ubrane panie brnęły więc przez łąki, na których zalegały ogromne zaspy. Wyszły na główną drogę już blisko domu, ale okazało się, że właśnie tam, na zakręcie, stał... milicjant. Całe oblepione śniegiem natychmiast do niego podeszły i jako pierwsze zagadały. – Był tak zaskoczony, że zainteresowało go bardziej, dlaczego tak wyglądamy, a nie co tu robimy po godzinie milicyjnej – śmieje się.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama