Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Te momenty zabiorę do domu

– Na początku to była masakra – śmieje się kleryk Katiso Emmanuel April OMI. To oblat z Republiki Południowej Afryki, który na Koszutkę przyjechał na staż.

Kiedy wylądował w Polsce, nie znał ani jednego słowa w naszym języku. A języków zna sześć. – W ogóle się nie spodziewałem, że wyjadę tak daleko.

Kiedy prowincjał mnie o tym poinformował, byłem zszokowany. Wydawało mi się, że najbardziej odległym miejscem może być Zambia – wspomina. – Przyleciałem tutaj w ostatnich dniach stycznia i kiedy usłyszałem wokół siebie język polski, zdałem sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę.

Ma 25 lat i pochodzi z Johannesburga. Po maturze wstąpił do prenowicjatu w prowincji KwaZulu-Natal. – Dwa lata tam byłem, później rok w nowicjacie w rodzinnych stronach. Następny krok to seminarium misjonarzy oblatów. Tam studiowałem przez trzy lata filozofię. Teraz jestem na stażu – tłumaczy.

Pobyt w katowickiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa to jego ostatnie tygodnie w naszym kraju. Po powrocie do RPA będzie kontynuować formację w seminarium. Do święceń zostały mu jeszcze cztery lata przygotowań.

Stare i z klimatem

Pierwszym słowem, jakie zapamiętał Emmanuel, było „błogosławiony”. To teraz jego ulubiony wyraz. – Jedną z pierwszych modlitw, które usłyszałem w języku polskim, było „Zdrowaś, Maryjo”. Oczywiście nic nie zrozumiałem, ale zapamiętałem to jedno słowo, które powtórzyło się dwa razy. Zapytałem od razu, co to znaczy. Samej modlitwy uczyłem się dwa tygodnie. Nie było to łatwe zadanie – zdradza. Co ciekawe, problemem nie była artykulacja. – My także mamy dużo „szeleszczących” wyrazów – mówi i na dowód bezbłędnie wymawia „sz”, „cz” i „rz”. A potem na jednym oddechu Pozdrowienie Anielskie. – Ale te umiejętności przyszły z czasem, najpierw wiele razy musiałem po prostu to przeczytać – dodaje.

Czas spędzony do tej pory w Polsce Emmanuel określa jako inspirujący. – Bardzo ważnym odkryciem dla mnie była modlitwa właściwie w każdej sytuacji, którą pokazali mi tutejsi oblaci. W trakcie spaceru czy jazdy samochodem towarzyszyły nam koronka czy Różaniec. A podróżowaliśmy bardzo dużo i tego czasu nie brakowało – dodaje.

Ojcowie oblaci pokazali mu m.in. Kodeń, Kokotek, Kraków i Warszawę. – Bardzo podobają mi się w Polsce kościoły. Są takie stare, mają niepowtarzalny klimat. W RPA też są ładne, ale najstarsze świątynie pochodzą z XIX wieku. Wasze powstawały w czasach, kiedy sztuką było wznieść tak wysokie budowle. To rewelacja! Dla mnie to dowód na to, że Bóg żyje, a mózg, rozum, który tworzy tak piękne rzeczy, do Niego należy – wyjaśnia z entuzjazmem. – Także to, że tutaj zobaczyłem naczynia liturgiczne sprzed kilkuset lat, było wspaniałe. Wasi przodkowie tak dawno temu sprawowali Eucharystię... Od tylu lat te naczynia kryły w sobie Ciało i Krew Chrystusa! To wielki skarb mieć taką tradycję, takie zaplecze wiary – uważa.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama