GN 45/2019 Archiwum

30 minut dla Boga

Dlaczego finanse Świętej Rodziny mogą być poważnym problemem i czego powinni uczyć się przedszkolni katecheci, wyjaśnia ks. dr hab. Roman Buchta, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Metropolitalnej w Katowicach.

Marta Sudnik-Paluch: To, co usłyszymy na religii w przedszkolu, bardzo często rzutuje na naszą wiarę w życiu dorosłym. Pamiętam opowieść koleżanki, która w przedszkolu słuchała tak sugestywnych katechez o diable, że wizualizowała go sobie w osobie niegrzecznego kolegi. I ten obraz towarzyszy jej do dziś.

Ks. Roman Buchta: Ja także do dzisiaj pamiętam moje pierwsze lekcje religii z siostrą służebniczką, która potrafiła przy pomocy samodzielnie wykonanego obrazka wyczarować cały świat Ewangelii – Pana Jezusa, złowione ryby i piękną Galileę. Nie epatowała diabłem, ale opowiadała o uzdrowieniach, o cudownym połowie ryb i o tym, że Pan Jezus jest dobry. I my jako dzieci lgnęliśmy do tych opowiadań. W katechezie przedszkolnej ważne jest, żeby nie akcentować treści, które są zbyt trudne dla dzieci. Na religii mamy budować obraz Pana Boga miłosiernego, a nie straszyć piekłem. Nie unikamy oczywiście i tego tematu, podobnie jak męki Pana Jezusa, ale to wszystko musi być przedstawione właściwie. Nie koncentrujemy się na drastycznych szczegółach.

To musimy się rozprawić z innym wspomnieniem dzisiejszych rodziców, czyli obrazkami. Księdza zdaniem to dalej najlepsza podstawa do nauki przedszkolaków?

Dziecko nie powinno tylko kolorować obrazka. Jeżeli najpierw usłyszy opowiadanie o Jezusie, a wszystko to będzie wsparte serdeczną rozmową, to w trakcie kolorowania będzie jeszcze raz przeżywało ten przekaz, który się z obrazkiem wiąże. Będzie kontemplować to wydarzenie, np. ludzie byli głodni i Pan Jezus dał im jeść. Dziecko maluje chleby, a jednocześnie towarzyszy temu prośba o to, by nikomu chleba nie zabrakło. Myślę, że takie „staroświeckie”, choć lepiej powiedzieć tradycyjne pomoce dydaktyczne są równie dobre, a czasem nawet lepsze niż nowoczesne wynalazki, które nam towarzyszą na co dzień. Kanałów z filmami animowanymi jest tak dużo, że już sama zmiana formy przekazu może stanowić dla dziecka atrakcję.

Łatwiej zatem dotrzeć do przedszkolaka niż do ucznia liceum?

Posłużę się przykładem ks. dr. Krzysztofa Mielnickiego z Drohiczyna. Mówiąc o współczesnej katechezie, przywołał przykład swojego wujka Władka, który, gdy jedzie na ryby, to nie bierze na przynętę tego, co sam lubi, ale to, co lubią ryby. Więc gdy idę do przedszkolaka, to używam takiego języka, jakim on się posługuje.

Ale nie można założyć, że do małych dzieci łatwiej coś powiedzieć?

Trzeba się dobrze przygotować, żeby nie spłycić, nie zagubić w tych opowieściach kerygmy. Każda z opowieści, zwłaszcza z przypowieści Chrystusa, ma jakiś wymiar moralny. I jeżeli nie zwrócimy dzieciom na to uwagi, to one same tego nie odkryją. Chodzi przecież o to, żeby przedszkolaki wiedziały, jak się to przekłada na ich życie, a nie tylko znały poszczególne historie z Ewangelii. Mamy na celu formację postaw. Nie wystarczy, żeby dziecko wiedziało, jak się modlić, żeby umiało się modlić, ono musi przede wszystkim chcieć to robić.

I chcieć stawiać pytania. Nawet najdziwniejsze.

Których nie wolno bagatelizować, bo dla dziecka w tym momencie mogą mieć znaczenie fundamentalne.

Pamiętam, jak moje dziecko zaskoczyło mnie w trakcie Mszy św. podczas zbierania ofiary pytaniem: „A na co w ogóle idą te pieniądze?”.

To jest bliskie moim dziecięcym problemom. Pamiętam, że zawsze zastanawiało mnie, że w mojej szopce betlejemskiej byli trzej królowie i jeden przyniósł wielką skrzynię ze złotem. A za dwa tygodnie w Ewangelii była mowa, że Święta Rodzina była tak biedna, że mogła złożyć w ofierze jedynie dwa gołąbki. I nie pojmowałem, jak to możliwe, że przez dwa tygodnie „rozeszła się” cała skrzynia złota. Taki z pozoru mały problem to dobra okazja do rozmowy i wyjaśnienia. Kto pracuje z dziećmi, wie, ile radości to daje. Zresztą sami powinniśmy przecież być jak dzieci w naszym zaufaniu i entuzjazmie.

To wszystko jednak musi być oparte na katechezie.

Ksiądz Franciszek Blachnicki mawiał: „Dzieci nie są wierzące dzięki katechezie, ale mimo katechezy”. Dlatego, że mają fundament w domu. Byłoby oczywiście wspaniale, gdyby każde z dzieci takie podstawy w domu zdobywało. To rodzice są pierwszymi wychowawcami i katechetami. Wszelkie inne formy, czy w szkole, czy w przedszkolu, powinny ten przekaz wzmocnić i usystematyzować. Wszystko jednak musi odbywać się na zasadzie współpracy z rodzicami.

Czyli przedszkolna katecheza powinna opierać się na najprostszym, takim rodzinnym doświadczeniu Boga?

Katecheza przedszkolna ma mieć charakter inicjacyjny. Ma służyć tworzeniu pierwszych osobistych relacji z Bogiem. Tutaj nie może być wykładów. Raczej chodzi o podejmowanie tematów, które wiążą się z przeżywanym okresem liturgicznym. Celem jest kształtowanie w dzieciach obrazu Pana Boga. Wszystko powinno bardzo mocno odnosić się do praktyki życia chrześcijańskiego. Dziecko ma wiedzieć, że oprócz świata widzialnego jest jeszcze rzeczywistość niewidzialna. Chodzi o to, aby otwierać je na poszukiwanie Boga w pięknie przyrody i całego świata. To podstawy, które wymagają nie tyle wielkiej teologii, ile codziennego świadectwa wiary. Właściwie każda wierząca mama, gdyby się nieco dokształciła w kwestiach dydaktyki i metodyki katechezy przedszkolnej, mogłaby takie zajęcia owocnie poprowadzić.

I stąd propozycja, by nauczyciele brali udział w specjalnych studiach podyplomowych katechezy przedszkolnej?

Mamy poważne braki kadrowe wśród katechetów, zwłaszcza przedszkolnych. To dosyć specyficzne zajęcia – są bardzo krótkie, trwają tylko 30 minut, a wymagają dużego zaangażowania ze strony nauczycieli. Często katecheci prowadzą zajęcia w kilku przedszkolach. Dlatego zawarto porozumienie pomiędzy Komisją Wychowania Katolickiego KEP i Ministerstwem Edukacji. Na jego mocy stworzono możliwość otwarcia dwusemestralnych studiów katechezy przedszkolnej. Są one kierowane do nauczycieli, którzy pracują już w przedszkolu, mają przygotowanie pedagogiczne. Po skończeniu dwusemestralnych studiów zyskują kwalifikacje do uczenia religii w przedszkolu. To dobre rozwiązanie, bo ten sam nauczyciel może po prostu w wyznaczonym w planie momencie poprowadzić zajęcia z religii. Do tej pory studia ukończyły już dwie grupy słuchaczy.

Czego uczą się przyszli katecheci przedszkolni?

Zajęcia obejmują zagadnienia z Pisma Świętego, liturgiki, dogmatyki, teologii moralnej. Ważne są wykłady i ćwiczenia z metodyki oraz dydaktyki nauczania religii. W programie studiów przewidziano 180 godzin zajęć. Panie, które ukończyły już studia, stwierdzają zgodnie, że dzięki nim miały okazję dowiedzieć się wielu rzeczy ważnych dla ich własnego rozwoju duchowego.

marta.paluch@gosc.pl

Chłonąć jak gąbka

Beata Kowaliczek
katechetka w świętochłowickich przedszkolach – Jednym z moich marzeń były studia teologiczne, ale wiedziałam, że trudno byłoby mi pogodzić pracę z zajęciami na uczelni. Gdy otwarto studia podyplomowe z katechetyki, byłam pewna, że chcę być pierwszym rocznikiem, który je ukończy. Dla mnie był to czas swego rodzaju rekolekcji, gdzie wiele się nauczyłam. Mogłam swobodnie wypowiadać się i dzielić doświadczeniem swojej pracy i życia. Poszerzyłam swoją wiedzę z zakresu teologii. Na zajęcia, choć odbywały się co tydzień i nie należały do najłatwiejszych, przychodziłam z chęcią i zaciekawieniem. Chłonęłam każdy wykład niczym gąbka. Wybrałam ten kierunek bardzo świadomie. Chciałam móc uczyć dzieci o Bogu, zarażać Bożą miłością i radością. Uczyłam się, w jaki sposób dostosowywać prawdy teologiczne do wieku dzieci. Można by powiedzieć, że to tylko 30 minut zajęć. Jednak to bardzo intensywne pół godziny, na które trzeba się przygotować i przyjść z dużą ilością energii i optymizmu. Przez ten czas należy skupić uwagę najmłodszych tak, by byli zaciekawieni i zainteresowani. Staram się prowadzić katechezę w taki sposób, aby dzieci, wracając do domu, mogły o coś dopytać rodziców czy same opowiedzieć jakąś ciekawostkę, bądź wyjść z inicjatywą wspólnej rodzinnej modlitwy, aby od najmłodszych lat stawały się ewangelizatorami. Najważniejszą osobą na katechezie jest Pan Bóg i to On najlepiej ją prowadzi. Katecheza w przedszkolu nie należy do prostych, często dzieci po prostu chcą się wygadać i trzeba pilnować, by nie odejść zbytnio od tematu głównego. Praca z najmłodszymi daje wiele satysfakcji. Dzieci przyjmują prawdy wiary jako coś oczywistego. Dla nich to normalne, że Maryi objawił się anioł i poczęła z Ducha Świętego. Zaskakują mnie czasem reakcje dzieci po zajęciach. Pewnego razu podczas katechezy poruszaliśmy temat modlitwy, uczyliśmy się prawidłowych postaw itp. Później, w czasie zabawy bodajże w wojnę przed wyruszeniem do walki chłopcy złożyli ręce i chórem zmówili modlitwę. Innym razem umawiali się na wspólną Mszę Świętą. Wzruszyło mnie też, kiedy jeden tłumaczył drugiemu, czym jest grzech.

Marcelina Szymczyk
katechetka w chorzowskim przedszkolu – Praca z dziećmi w wieku przedszkolnym daje dużą satysfakcję, choć nie jest wcale tak łatwa, jak mogłoby się wydawać. Katecheza prowadzona w przedszkolu to ciągłe wyzwania. Szczególnie kiedy dzieci mają czas na zadawanie pytań. „Czy w niebie są baseny?”, „Czy Pan Bóg ma ładne ubrania?”, „Czy Maryja chodziła do fryzjera?” albo bardzo popularne: „Czy mój pies/kot/żółw/chomik... poszedł do nieba?”. To tylko kilka z miliona pytań, jakie nurtują najmłodszych. Nie akceptują oni odpowiedzi „tak”, „nie”, dlatego trzeba rozważnie dobierać słowa, aby dzieci wiedziały, że nie chodzi tu o jakąś abstrakcyjną rzeczywistość, ale o żyjącego Boga, który je kocha. Największą trudnością jest fakt, że wiele z nich nie doświadcza wiary w swojej rodzinie. Często słyszą o Jezusie, o Kościele, o religii dopiero w przedszkolu. Oznacza to, że to my – przedszkolni katecheci – jesteśmy pierwszymi nauczycielami. Jest to duża odpowiedzialność. Natomiast owoce, które można zobaczyć po dwóch, trzech latach, są warte wielu wysiłków.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama