Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ksiądz Tomasz u króla Lwa

Na pogrzeb ks. Wiosny, zmarłego w wieku 50 lat proboszcza sanktuarium w Katowicach--Bogucicach, przyjechał biskup z Saratowa i 10 duchownych, którzy pracowali z nim w południowej Rosji.

Ksiądz Tomasz Wiosna został pochowany w rodzinnych Marklowicach koło Wodzisławia Śląskiego. Żegnały go matka, siostra i wielu przyjaciół. Byli wśród nich goście z Rosji, gdzie ksiądz duszpasterzował przez 16 lat.

Czas jest krótki

Pogrzebowej Mszy św. przewodniczył rocznikowy kolega ks. Tomasza, bp Adam Wodarczyk. Jako neoprezbiterzy pracowali razem w parafii św. Jadwigi w Chorzowie u wybitnego księdza Henryka Markwicy, moderatora oazy. Ksiądz Tomek jako jedyny z wikarych czuwał przy ks. Markwicy w szpitalu po jego wypadku samochodowym i był przy jego śmierci. – Myślę, że przez to jeszcze bardziej zrozumiał, że trzeba każdy dzień przeżywać intensywnie, bo czas jest krótki – mówił bp Adam.

Biskup Wodarczyk wspominał, że ks. Tomasz Wiosna był wtedy m.in. katechetą w Słowaku – znakomitym chorzowskim liceum. To była wymagająca praca, bo uczniowie byli nie tylko inteligentni, ale nieraz też zbuntowani przeciwko Panu Bogu.

– Ksiądz Tomasz swoją dobrocią, serdecznością, a także niezwykłą zdolnością żartu sprawiał, że nawet ci nieprzekonani czy zbuntowani przychodzili go posłuchać i się z nim pospierać. Byli zdumieni tym, że młody ksiądz się nie gorszy nieraz ich zaskakującymi problemami, ale traktuje ich jak partnerów w rozmowie i prowadzi z nimi dialog. Potrafi odpowiedzieć na pytania, trudności, które nurtowały ich serca – wspominał.

Biskup Adam mówił o kreatywności zmarłego. Ksiądz Tomasz był odpowiedzialny za niedzielne Msze św. rodzinne w chorzowskiej Jadwidze. Przez cały tydzień zbierał rekwizyty, przygotowywał scenki. – Dzieci i ich rodzice przychodzili z pytaniem, co dzisiaj ks. Tomasz wymyśli. W jaki sposób pomoże nam głęboko dotknąć słowa Bożego. Jednocześnie robił to bardzo prosto, by nawet kilkuletnie dziecko zrozumiało – mówił biskup Adam.

Simba!

Biskup opowiedział o niezapomnianych rekolekcjach z królem Lwem przed 24 laty. – Potrafił na bazie filmu, który wtedy oglądało chyba każde dziecko, poprowadzić piękną opowieść o Panu Bogu. Myślę, że nie tylko dzieci, ale i dorośli, do jakich się zaliczałem, zapamiętali to – stwierdził bp Wodarczyk.

▼	Biskup Adam Wodarczyk i najbliżsi zmarłego nad jego trumną na cmentarzu w Marklowicach.   ▼ Biskup Adam Wodarczyk i najbliżsi zmarłego nad jego trumną na cmentarzu w Marklowicach.
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Po pogrzebie w rozmowie z „Gościem Katowickim” do króla Lwa u św. Jadwigi w Chorzowie nawiązało jeszcze dwóch innych księży, którzy uczestniczyli w tych rekolekcjach. – Ksiądz Tomasz kupił wtedy taką wielką maskotkę króla Lwa i nagle wyciągnął ją spod ambony. W kościele zabrzmiał okrzyk: „Simba!”. A potem były piękne rekolekcje, które pozostały w pamięci. Jak on potrafił wykorzystać czas i rzeczywistość, którą żyły dzieci! – mówił ks. Witold Kania. Film „Król Lew” wyświetlano bowiem wtedy w kinach.

Czytaj dalej na następnej stronie

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama