Nowy numer 42/2019 Archiwum

Głosił wśród Indian

Po II wojnie światowej w Wenezueli pracowało siedemnastu polskich salezjanów. Teraz został tylko on... W krajach Ameryki Południowej posługuje już od 46 lat.

Ksiądz Stanisław Brudek SDB urodził się w położonej nieopodal Pszczyny Wiśle Wielkiej, gdzie jego rodzice prowadzili gospodarstwo. Był najmłodszym spośród trzech braci. Żyli skromnie, wychowywani przez mamę, ponieważ tata zginął na wojnie.

Teologia i piłka

W wieku 14 lat młody Staś musiał wraz z rodziną opuścić wioskę, w której budowano zaporę. Mama z pomocą synów postawiła nowy dom w położonych kilkanaście kilometrów dalej Goczałkowicach. Stanisław nie mieszkał w nim jednak długo, skończył podstawówkę i rozpoczął edukację w szkole zawodowej z internatem u salezjanów w Oświęcimiu. To właśnie wtedy poznał zgromadzenie św. Jana Bosko. – Podobało mi się tam, bo uczyli teologii i dobrze grali w piłkę – wspomina ksiądz Brudek i dodaje, że były to jeszcze czasy przed soborem, a mecze rozgrywało się w sutannach.

– Myślałem o misjach, kiedy nie byłem jeszcze księdzem – wspomina. Na jego prymicyjnych obrazkach z 1969 r. widnieje zawołanie: „Idźcie i głoście”. Minęły cztery lata od święceń, kiedy do Oświęcimia przyjechał biskup z Wenezueli i poprosił, żeby pojechać na misje. – Zgłosiłem się, a moi przełożeni zgodzili się na wyjazd – wspomina salezjanin.

Do Wenezueli razem z kilkoma braćmi popłynął statkiem. Podróż z Bolonii trwała dwa tygodnie. Po drodze zobaczył Barcelonę i Teneryfę, ale przede wszystkim uczył się od podstaw języka hiszpańskiego. – Wenezuela była wtedy rajem na ziemi – wspomina misjonarz i tłumaczy, że był to bardzo bogaty kraj, w którym wszystko można było kupić za małe pieniądze. – Wtedy nauczyciel zarabiał tysiąc dolarów na miesiąc, teraz najlepsza pensja wynosi czterdzieści dolarów – wyjaśnia.

Wśród Indian

Pierwszą placówką księdza Stanisława było Caracas, stolica Wenezueli, w której mieszka pięć milionów ludzi. Salezjanin przez siedem lat pracował w szkole liczącej trzy tysiące uczniów. – W porozumiewaniu się często pomagały mi... ręce – opowiada i dodaje, że na początku trudno było mu żyć w kulturze innej niż europejska. – Musiałem nauczyć się poruszać po drodze, nie zważając na przepisy, tylko na drugiego człowieka – tłumaczy misjonarz.

Po siedmiu latach w Caracas ksiądz Brudek zamieszkał wśród rdzennych Indian Yanomami w Puerto Ayacucho. – Było to plemię, w którym istniał zwyczaj kupowania żon. Mężczyźni mieli po kilka kobiet. Ich kultura jest zupełnie inna i bardzo trudno ją zmienić – tłumaczy, choć dodaje, że tubylcy przyjmowali chrzest i czytali Pismo Święte. – W jednym z szałasów miałem kościółek, codziennie odprawiałem tam Mszę św. – wspomina salezjanin.

Po misjach w Puerto kolejną placówką księdza Stanisława była holenderska kolonia na Karaibach – Curaçao. Tam, w Buena Vista z pomocą Polaków wybudował centrum dla młodzieży. – Pieniędzy wystarczało jedynie na przeżycie, ale wiedziałem, że trzeba zawalczyć o młodzież, która trafiała w ręce różnych sekt – opowiada. Wyjaśnia, że celem zgromadzenia św. Jana Bosko jest zaopiekowanie się uczniami i przygotowanie ich do samodzielnego życia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL