Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pół żartem, pół serią

Co wyjdzie z połączenia charakternego psa, pyskatej dziennikarki i flegmatycznego detektywa? Zgrabna komedia kryminalna.

Szósty tom cyklu „Kryminał pod psem” – „Trup w sanatorium” to historia wakacyjna. Bohaterowie Marty Matyszczak jadą na wczasy scementować swój rodzący się powoli związek. Jednak zamiast beztrosko spędzać czas wśród sielskich krajobrazów nadbałtyckich plaż, trafiają w sam środek śledztwa. W ośrodku, w którym wynajęli pokój, ktoś utopił jedną z kuracjuszek podczas kąpieli w solance. Niestety, prowadzący dochodzenie policjant zupełnie nie radzi sobie ze sprawą, więc Róża, Szymon i Gucio, chcąc nie chcąc, dają się porwać wydarzeniom.

Bitwa na kebaby

Marta Matyszczak to autorka, która świat w swoich książkach konstruuje bardzo konsekwentnie. Nie brak tu przenikliwych i dowcipnych obserwacji rzeczywistości. Bardzo pomagają w tym wykreowani przez nią bohaterowie serii. Róża Kwiatkowska to dziennikarka. „Dość powiedzieć, że tak wyszczekany jak Kwiatkowska nie jestem nawet ja” – twierdzi pies Gucio. Chorzowska żurnalistka pełna ikry, czasem dająca się zbytnio ponieść emocjom, sama w sobie niesie ogromny ładunek komediowy.

Trudno się nie śmiać, kiedy wbrew logice postanawia odeprzeć atak kolosa z siłowni jego własnym kebabem. Jak skończy się ta bitwa – nie zdradzimy, ale wbrew temu, co można podejrzewać, jest przede wszystkim wesoło. W wielu „aferach” jej cichym sojusznikiem jest Gucio, czyli kundelek, podopieczny Szymona Solańskiego. Jego psi komentarz do rzeczywistości jest zwykle bardzo trafny, a zmysł obserwacji nieraz pomaga jego właścicielowi. Świetnym kontrapunktem w tym trio jest właściciel Gucia i prywatny detektyw. Szymon Solański był policjantem, jednak teraz rozwiązuje zagadki kryminalne na własną rękę. Jest nieco flegmatyczny, przez co może wydawać się mało bystry. Ale to tylko pozory.

Firanki kiełbasiane

W swojej serii autorka udowadnia, że komedia kryminalna to bardzo wdzięczny, choć trudny gatunek. Szczęśliwie udaje jej się uniknąć sytuacji, w której opowieść osunęłaby się w serię gagów i omyłek. To wartko płynąca akcja, ale także ciekawy zabieg stylistyczny, jakim jest cofnięcie się do wydarzeń z 1977 r., pozwala na pokazanie rzeczywistości w krzywym zwierciadle. Pewne zachowania – kiedyś całkiem zrozumiałe – dziś budzą tylko śmiech. Bo jak inaczej reagować na wycieczki polskich turystów do NRD, które robią zdjęcia witryn sklepów mięsnych? „Kiełbasy wisiały na witrynie w rządku, przywodząc na myśl różowawe żaluzje. Felek wyjął zenit i cyknął pamiątkową fotkę” – pisze autorka i uzasadnia, że działanie było spowodowane brakiem wiary u bliskich, którzy późnej mieli usłyszeć relację z wizyty u zachodnich sąsiadów.

Klimat Cwajki

W „Trupie w sanatorium” autorka przenosi akcję z rodzinnego Chorzowa do Świnoujścia. To kolejne miasto, z którym wiążą ją więzi emocjonalne. – W każdej książce staram się wybierać miejsca, które są mi w jakiś sposób bliskie. Tym razem Świnoujście, ponieważ w dzieciństwie często jeździliśmy tam na wakacje z rodzicami. To były wczasy pracownicze w przybytku, który się nazywał Tryton i zresztą nadal istnieje, teraz tam jest sanatorium. Poza tym w latach 70. mama jeździła do Świnoujścia jako KO-wiec – opowiada Marta Matyszczak. I przyznaje, że to właśnie mama okazała się w przypadku tego tomu kopalnią informacji.

– Opowiadała mi, jak wyglądało to życie w sezonie letnim. Zamęczałam ją pytaniami. Dlatego po pewnym czasie, kiedy dzwoniłam, żeby o coś dopytać, i zaczynałam rozmowę: „Dzień dobry, czy to mój osobisty informator?”, odpowiadała: „Nie”. Chyba miała ochotę się rozłączyć, ale na szczęście nie robiła tego – śmieje się autorka. Tę emocjonalną więź z przed- stawianymi lokalizacjami czuje się w opisach. Marta Matyszczak nie idzie wzorem innych kolegów po fachu, nie zajmuje się szczegółowym oddawaniem topografii. Jej wydarzenia – owszem – mają podane dokładne lokalizacje, ale ważniejszy jest klimat panujący w tej okolicy.

– W Chorzowie zmieniłam numer budynku przy ul. 11 Listopada, który jest miejscem akcji i w którym mieszkają bohaterowie. Ale i tak dotarły do mnie informacje, że tamtejsi lokatorzy wiedzą o moich powieściach i je czytali. Nie wiem, czy to nie była groźba. Kto kiedyś był na Cwajce, wie, o czym mówię... – śmieje się pisarka. Marta Matyszczak, „Trup w sanatorium”, Wydawnictwo Dolnośląskie, ss. 320

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL