Nowy numer 42/2019 Archiwum

Fura możliwości

– Każdemu należy się coś słodkiego – mówi pan Marian, kręcąc cukrową watę. Sam jest przykładem tego, że życie, nawet z barierami, nie musi mieć gorzkiego smaku.

To mój ziomek, dusza człowiek o wielkim sercu, chop ze Śląska – tak o Marianie Rzesiowskim na jednym z portali do zbiórek charytatywnych napisała jego przyjaciółka Katarzyna Bierzanowska. Akcja „Fura dla Mariana – żeby chop gipko gnał na szpacyr” w krótkim czasie sprawiła, że udało się uzbierać ponad 6 tys. zł i kupić nowy wózek. Dzięki temu pszczynianin nadal może prowadzić aktywne życie.

Drugie nogi

Mariana Rzesiowskiego spotkać można w pszczyńskim parku. Od kilku lat w ciepłe dni dla mieszkańców i turystów kręci watę cukrową i praży popcorn.

– Dziesięć lat temu miałem wypadek w pracy. Spadłem z wysokości, mam przerwany rdzeń kręgowy. Od tego momentu jeżdżę na wózku inwalidzkim – opowiada. Uważa, że ten mały biznes pomógł mu odnaleźć się w nowej rzeczywistości. – Po wypadku potrzebowałem dwóch, trzech lat, żeby się pozbierać. Denerwowałem się, że moje nogi nie działają, nie mogę robić wielu rzeczy i jestem zależny od innych – wspomina. Pierwszym krokiem do zmiany było zrobienie prawa jazdy, potem znajomy namawiał go do założenia firmy. – Zamiast myśleć o tym, że nie mogę chodzić, zacząłem zastanawiać się, jak się rozwinąć – podsumowuje początki swojej działalności i dodaje, że kręcić watę nauczył się metodą prób i błędów, oglądając filmiki w internecie. W pracy pan Marian sam rozpakowuje sprzęt, a jeśli jest taka potrzeba – zawsze może liczyć na pomoc kolegów. Zadanie ułatwia mu też nowy, niemal o połowę lżejszy od poprzedniego wózek.

„Marian dużo spaceruje, jest samodzielny, prowadzi samochód, dlatego potrzebuje aktywnego wózka” – opisała sytuację organizatorka zbiórki i poprosiła internautów o wsparcie. – Na początku nie chciałem brać w tym udziału. Bałem się, że ktoś pomyśli, że jestem kolejnym naciągaczem, który chce wyłudzić pieniądze. Doszedłem jednak do wniosku, że zbieram na rzecz, która jest mi potrzebna, na moje drugie nogi – opowiada o akcji Marian, przyznając, że był zaskoczony tym, jak szybko udało się zebrać całą kwotę.

Wyjść do ludzi

Sprzedaż cukrowej waty to niejedyna aktywność pana Mariana. Mężczyzna od 5 lat uprawia nurkowanie dla niepełnosprawnych HSA.

– W wodzie czuję się wolny jak w kosmosie, nie odczuwam tego, że jestem na wózku – opowiada o swoich wrażeniach z wyjazdów do Chorwacji i Egiptu i przygotowaniach do tegorocznego nurkowania na Mazurach. Oprócz tego od niedawna próbuje swoich sił w jeździe na handbike’u, czyli specjalnym rowerze z ręcznym napędem. Czasem gra też w piłkę ręczną, koszykówkę czy w rugby. – Ludzie niepełnosprawni zaczęli częściej wychodzić z domu, poczuli, że nie są inni – uważa pan Rzesiowski i dodaje, że po wypadku przejmował się wszystkimi ograniczeniami, a teraz stara się pokonywać bariery. Pomaga mu w tym aktywne życie.

– Uważam, że trzeba wychodzić do innych, nie można się izolować. Kiedy jestem wśród ludzi, zapominam, że jeżdżę na wózku – stwierdza, dodając jednocześnie, że siedzenie w domu i zastanawianie się, dlaczego go to spotkało, do niczego dobrego nie prowadzi. – Czasem zdrowi, którzy chodzą, mają więcej problemów niż ja. Zamiast się dobijać tym, że mam ograniczenia, staram się je pokonywać – podsumowuje. To samo chce przekazać 17-letniej córce i 20-letniemu synowi. – Teraz wszyscy zżyci są ze swoimi telefonami, a ja uważam, że trzeba wychodzić do ludzi – podkreśla pan Marian.

Smak dzieciństwa

– Spotykam się z różnymi reakcjami. Jedni zwracają uwagę, że jestem na wózku, inni zupełnie nie – opowiada o swojej pracy i dodaje, że przychodzą ludzie otwarci i rozmowni, ale bywają i marudni. Są też tacy, którzy nie rozumieją, z jakimi problemami zmagają się niepełnosprawni. – Ilu ludzi, tyle charakterów, ale ja staram się być miły, taka jest moja rola – podkreśla z uśmiechem. Pan Marian ma też stałych klientów. – Dziadek z wnuczką przychodzą na watę w każdą niedzielę. Niektórzy zostawiają napiwki. Wiem, że nie robią tego z litości, ale z życzliwości – opowiada sprzedawca.

– Kiedyś wata była tylko biała, teraz jest w różnych kolorach. Dzieci najbardziej lubią niebieską albo różową – mówi, przygotowując kolejną porcję. Jak się okazuje, goszczą u niego nie tylko najmłodsi. – Starsi mówią, że to nie wypada, ale tak naprawdę chcą przypomnieć sobie smak dzieciństwa – śmieje się pan Marian i dodaje, że przecież każdemu należy się od życia coś słodkiego i czasem można mieć klejące się od cukru ręce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL