Nowy numer 33/2019 Archiwum

Natura wyrzeźbiła

Kiedy pan Feliks zachorował, musiał rzucić palenie. Nie wiedział, co zrobić z rękami. Kupił więc na targu „od ruskich” małe dłutko i stworzył pierwsze dzieło.

Dom państwa Koniecznych położony jest w Łące nieopodal Pszczyny. W ogrodzie roi się od drewnianych, unikatowych rzeźb, które zrobione są z tego, co dała natura. Każda z nich jest inna, a powstały dlatego, że gospodarz postanowił wziąć do ręki fragment uschniętego drewna, starą gałąź czy hubę. Na stoliku stoi wyrzeźbiona w korzeniu Matka Boska, której towarzyszą święci Franciszek i Józef. Nad nimi zaś na desce do krojenia widnieje wizerunek świętego Huberta.

W środku ogrodu znajduje się kapliczka, która – jak mówią gospodarze – „powstała z kawałka pnioka”, a wokół niej kwitną lilie. Oprócz wizerunków świętych i aniołów w kolekcji Krystyny i Feliksa Koniecznych znajdują się także figurki zwierząt, postacie fantastyczne i wiele innych podobizn oraz przedmiotów, a w jednej z rzeźb... swoje gniazdo uwiły sikorki. – Z byle czego coś wyjdzie – mówi rzeźbiarz i dodaje, że czasem wystarczy schylić się po to, po czym depczą inni ludzie.

Madonna ze spawania

Państwo Konieczni to małżeństwo z 47-letnim stażem. Pełen eksponatów dom zbudował dziadek pana Feliksa w latach 40. ubiegłego wieku. Oprócz drewnianych figur na ścianach wiszą obrazy malowane igłą. To dzieła pani Krystyny, która przez wiele lat zajmowała się haftowaniem, szydełkowaniem i robieniem na drutach. – Jest tego tyle, że mamy problem z remontami. Musimy najpierw malować jedną ścianę i tylko z niej zdjąć przedmioty – opowiada pani Krysia i dodaje, że gdyby pościągała wszystko naraz, nie wiedziałaby, jak odwiesić je z powrotem na miejsce.

Na jednej ze ścian wisi serce na dłoni. To pierwsze dzieło artysty powstało ok. 15 lat temu ze zniszczonych, starych drzwiczek kapliczki. Z drugiej strony pokoju, na komodzie wśród licznych przedmiotów, znajduje się natomiast najcenniejszy dla rzeźbiarza eksponat. – To Czarna Madonna, wydobyłem ją podczas spawania – opowiada pan Feliks i wskazuje na Maryję z Dzieciątkiem, którą można dostrzec w niewielkiej figurce.

Korzeń w aucie

Materiały do swoich prac małżonkowie zbierają podczas wycieczek. – Kiedy mąż coś ciekawego widzi na drzewie, to momentalnie hamuje. Dlatego nie mogę jeździć za nim na rowerze – opowiada o wspólnych wyjazdach pani Krystyna i wspomina, że o ciekawych przedmiotach dowiadują się także od znajomych leśniczych. Surowce, z których korzysta pan Feliks, nie pochodzą jednak tylko z lasu. – Kiedyś z ogniska wyciągnąłem kawałek drewna – opowiada artysta, pokazując kolejną rzeźbę.

Często materiały wyrzuca też woda ze znajdujących się nieopodal zbiorników. – Siedziałem kiedyś nad Jeziorem Goczałkowickim, ryby nie brały, ale przy brzegu wyłonił się wielki korzeń. Miałem ze sobą dłuta, więc zrobiłem rzeźbę. Zobaczyli to Szwajcarzy, którzy znajdowali się akurat w tym samym miejscu. Zaprosiłem ich do naszego domu, a oni zostawili samochód, zabrali rowery i pojechali za mną – opowiada pan Feliks i wspomina, że podarowanego smoka przyczepili do auta i przejechali z nim pół Europy, a potem przysłali list z oryginalnym szwajcarskim scyzorykiem.

Koziołek Matołek i pary butów

Część z niezliczonych eksponatów, które państwo Konieczni mają w swojej kolekcji, pochodzi z wymiany. – Byliśmy kiedyś w Wiśle i mąż na rowerze miał zawieszoną taką drewnianą główkę. Kiedy zobaczył ją inny rzeźbiarz, uparł się, że to jego wizerunek, i nalegał, żeby wymienić się na cokolwiek innego – wspomina pani Krystyna i pokazuje wiszącą na ścianie Matkę Boską, która właśnie w taki sposób trafiła w ich ręce. Niektóre przedmioty to natomiast pamiątki z podróży.

– Tę figurkę zrobiłem śrubokrętem, kiedy byliśmy nad morzem. A to pierścionek z kamyczkiem znalezionym na plaży – opowiada pan Feliks i dodaje, że natura sama wyrzeźbiła te rzeczy. Sztukę ludową pana Koniecznego można oglądać nie tylko w jego domu. Jedna z jego rzeźb trafiła choćby do Nowego Jorku, inna, przedstawiająca Chrystusa na górze Rio, powędrowała do wojewody. Powstał także Koziołek Matołek, który widnieje w jednej z pobliskich szkół im. Kornela Makuszyńskiego. Pan Feliks tworzy także maleńkie pary bucików z kory.

– Każdy z nich jest inny – stwierdza artysta i pokazuje pęk 150 par uroczych butów, zawieszonych na kolorowych tasiemkach. Artysta rzeźbił je dłucikiem przez dwa tygodnie. Podobne niedawno zostały wysłane do jednej z polskich szkół w Anglii. Następne przygotowuje dla dzieci, które co roku czekają na nie podczas Rorat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL