Nowy numer 34/2019 Archiwum

Sen Damasceny

Dlaczego najwyższe na Górnym Śląsku wieże kościoła św. Antoniego w Rybniku w 1945 r. nie wyleciały w powietrze? Ponieważ kable z narażeniem życia przecięła pewna... zakonnica.

Siostra Damascena Hary rodem z Książenic pod Rybnikiem, boromeuszka, miała serce lwicy. Była energiczna, bezpośrednia i bardzo wesoła.

Udaremnienie przez nią niemieckich planów wysadzenia ogromnej budowli to jeszcze nie wszystko. Kiedy później Sowieci plądrowali mienie kościelne, Damascena z furią natarła na nich, uzbrojona w wielką kościelną świecę. Złamała ją na głowie jakiejś Rosjanki. Dalej biła i kopała mężczyzn, a nawet na nich pluła. Gdy sowiecki żołnierz wycelował w nią karabin, uderzyła go w wielką łapę.

Pijani sołdaci byli tym tak zdumieni i zaskoczeni, że nie tylko siostry nie zabili, ale... porzucili już spakowane do swoich tobołów kielichy i monstrancję. Możliwe, że ulegli pierwotnemu lękowi przed kimś, kto okazuje wielkie zdecydowanie. Może też odezwał się w nich szacunek wobec „świętych szaleńców”, zakorzeniony w rosyjskiej kulturze?

Mało kto cokolwiek dzisiaj wie o Damascenie, nawet w jej ukochanym Rybniku. Tymczasem właśnie dzięki niej rybniczanie mogą dzisiaj cieszyć się najpiękniejszym budynkiem w ich mieście: bazyliką św. Antoniego. – Gdyby w jej wieżach doszło do eksplozji, rozrzut kamienia byłby ogromny. Straty w mieście mogłyby powstać w promieniu kilkuset metrów – ocenia dr Bogdan Kloch, dyrektor Muzeum w Rybniku.

Pora przypomnieć tę niezwykłą postać.

Kukła w łóżku

Damascena Hary urodziła się w 1903 r. jako Jadwiga. Od dzieciństwa kochała kościół św. Antoniego. Miała gorący temperament. Kiedyś mama nie pozwoliła jej iść „na muzyka”, jak kiedyś nazywano potańcówki. Dziewczyna zrobiła wtedy kukłę, opatuliła jej „głowę” chustą i położyła do swojego łóżka. Sama wyskoczyła oknem i pobiegła tańczyć.

Wstąpiła do zgromadzenia sióstr misjonarek pod Zamościem. Przybrała imię Łucja. Rodzina poprosiła ją w liście o modlitwę, żeby uszkodzony kościół św. Antoniego nie został zamknięty. „Byłam przejęta do tego stopnia, że wyśniła mi się dokładnie cała mająca nastąpić tragedia wojenna tego sanktuarium św. Antoniego” – napisała po latach we wspomnieniu.

W tym śnie kościół św. Antoniego w Rybniku stał zrujnowany, a przed nim leżało wiele trupów. Słychać było jęki rannych. Od strony ulicy Żorskiej stały armaty, a wokół biegali żołnierze w... baranich czapach. A ona – słyszała głos: „Idź do tabernakulum! Tam dokonuje się wielka zbrodnia!”.

„Po czterech latach pobytu u sióstr misjonarek w Łabudach wydalono mnie. Powróciłam więc na Śląsk” – napisała we wspomnieniu. – „Aż tu po dniach smętnych spotkało mnie wielkie szczęście. Zostałam przyjęta do zgromadzenia sióstr boromeuszek w Rybniku” – dodała.

Swoje pierwsze śluby Damascena złożyła w rybnickim „Antoniczku”. „Modliłam się w tym dniu ogromnie za ten kościół, aby Bóg zachował go od zamknięcia i podniósł kościół św. Antoniego do wyższej rangi chwały Bożej” – zanotowała we wspomnieniach, spisanych w latach 50. XX wieku. Nie mogła wtedy wiedzieć, że w 1993 r. świątynia zostanie wyniesiona przez Jana Pawła II do rangi bazyliki mniejszej. Zmarła w roku 1971.

W czasie wojny zajmowała się pomocą charytatywną, pomagała robotnikom przymusowym z Rosji. Została też zakrystianką. Z powodu uszkodzeń przy głównym wejściu Niemcy zapowiadali wtedy zamknięcie świątyni.

Jak jednak zdobyć w czasie wojny materiały budowlane? Za ich przydział w Rybniku odpowiadali dwaj Niemcy, niechętni Kościołowi. Damascena zaczęła więc od przekonania ich... żon. Materiały uzyskała w ciągu dwóch dni.

Dzięki temu parafianin Czarnecki z innymi mężczyznami przystąpili nocą do naprawy. „Rusztowań nie można było stawiać – by się nie zdradzić, więc przy pomocy kosza żelaznego, umocowanego na linie, obwarowywali wszelkie dziury i pęknięcia” – czytamy w kronice rybnickiego domu generalnego boromeuszek (tekst otrzymaliśmy dzięki uprzejmości s. Natany z Mikołowa).

Wkrótce do rybnickiego „Antoniczka” dotarła niemiecka komisja, która miała zdecydować o zamknięciu budynku. Urzędnicy zdziwili się, że uszkodzenia są naprawione. „Kontrolując naprawę, chcieli wiedzieć, kto to zrobił” – czytamy w kronice boromeuszek. – „Przywołana siostra Damascena odesłała ich do księdza proboszcza. Księża tłumaczyli, że tylko Mszę św. odprawiają, a potem nie pokazują się w kościele”. Damascena w końcu powiedziała, że naprawa być może nastąpiła przy okazji trwającego równolegle remontu piwnicy na węgiel, „ale nie może stwierdzić, który z pracowników to zrobił”.

Po urzędnikach przyszli jednak gestapowcy. Okazało się, że Niemcy, którzy dali jej materiały budowlane, wysłali też donos... Gestapo zarzuciło Damascenie kierowanie naprawą kościoła, wspieranie Polaków i wysyłanie paczek do obozów.

Gdy gestapo wchodziło do kościoła, sprzątaczka zapaliła świecę przed figurą św. Antoniego, a sama pobiegła po właścicielkę rybnickiej restauracji. Gestapowcy często u niej imprezowali. Jak zapisano w kronice boromeuszek, ta kobieta „znała ich grzechy”, a poza tym „niestety – syn jej był w gestapo”. Restauratorka wywołała z chóru jednego z oficerów. „Jeżeli nie puścicie tej siostry, zawiadamiam władze w Berlinie i wy pójdziecie do Oświęcimia” – oświadczyła bezceremonialnie. Damascena pozostała na wolności.

Sen się spełnia

W styczniu 1945 r., w czasie sowieckiej ofensywy, księża konsekrowali dużą liczbę komunikantów, bo wierni chcieli być gotowi na śmierć. Następnego dnia gruchnęła wieść, że Sowieci podeszli pod Rybnik i oskrzydlili miasto „podkową”. W zamieszaniu ksiądz i wierni wybiegli z kościoła, a niemieccy żołnierze... już nie wpuścili ich z powrotem. W środku pozostała tylko Damascena. Ignorowała wrzaski oficerów, że ma się wynosić. Nikt nie odważył się podnieść na nią ręki.

„W tym samym czasie żołnierze biegali po kościele jak wściekli. Jedni ciągnęli czerwone druty, mówiono, że to przewody telefoniczne. Drudzy ciągnęli druty innego rodzaju, owijali je o filary i ciągnęli je aż do wieży” – czytamy w relacji Zygmunta Godźka, znajomego Damasceny. – „Siostra modliła się. Tą modlitwą wzmocniona zabrała się do działania. Duże świeczniki z głównego ołtarza przeniosła najpierw do zakrystii, a stąd do piwnicy. Potem ze wszystkich ołtarzy zebrała bieliznę, pozdejmowała różne relikwie i te również schowała”.

Z czasem zaprzyjaźniła się z oficerami Wehrmachtu. Pilnowała Najświętszego Sakramentu.

Pomagała też rosyjskim robotnikom przymusowym, którzy ukrywali się w tzw. kopułach nad sklepieniem, w przestrzeni pełnej zakamarków. Niestety, w kościół uderzały sowieckie pociski, a wnętrze zmieniało się w gruzowisko. Z placu kościelnego strzelała niemiecka artyleria. Damascena pomagała niemieckim rannym.

Pierwszego, zakrwawionego trupa, przysypanego gruzem, znalazła po ostrym ostrzale. Leżał na progu zakrystii. „Miał wysokie czoło. Siostra bardzo się przelękła, bo myślała, że to ksiądz Juraszek. Może biegł po Najświętszy Sakrament?” – napisał Z. Godziek.

Damascena odkopała zwłoki. Okazało się, że należały do żołnierza z Wiednia. Ślązaczka zaczęła grzebać Niemców w rowach, wykopanych pod kościelnym płotem. Składała ich ciała w całość, kropiła wodą święconą i modliła się za nich.

Nagle usłyszała łomot. Ktoś uderzał łomem w drzwiczki tabernakulum. Zareagowała. „Biegnie bez namysłu i wyskakuje na ołtarz. Rękami obejmuje tabernakulum i krzyczy jak tylko może: »To mój Jezus i Bóg! Nie wolno Go znieważać!« Siostra Damascena czeka, aż żołnierz uderzy ją łomem w plecy. Myśli, że stanie się męczenniczką obrony Świętej Hostii. Zdziwiona zauważa, że żołnierz porzuca łom na ziemię i ucieka. Na głowie miał baraninkę” – czytamy.

Okazało się, że był to czerwonoarmista. Sowietów wyparł jednak niemiecki kontratak. „Siostra wkłada klucz do zamka tabernakulum, ciągnie z całego tchu. Ale otworzyć się nie da, gdyż pod wpływem uderzenia łomem drzwi zostały uszkodzone. Temu przyglądał się z chóru żołnierz niemiecki. Przyszedł siostrze z pomocą. Włożył do szpary kawał żelaza, pociągnął za drzwi, a te się otworzyły. Oboje uklęknęli na kolana, bo było w nim pełno konsekrowanych Hostii”.

Ten Niemiec okazał się klerykiem. Pomógł siostrze wyjąć z tabernakulum Ciało Pańskie i włożyć w pakunku na plecy. Damascena pobiegła w huku artylerii, niosąc Pana Jezusa do pobliskiego klasztoru boromeuszek. „I tak spełnił się siostrze ów sen u sióstr misyjnych, w którym śniło jej się o kościele św. Antoniego” – skomentował w swej relacji Zygmunt Godziek.

Miny

Najwyższe na Śląsku, wysokie na 95 metrów, wieże „Antoniczka” zostały przez Niemców zaminowane. Zapewne nie chcieli zostawiać tak wspaniałego punktu obserwacyjnego sowieckim żołnierzom, którzy mogliby z góry kierować na nich ogień artylerii.

Według dr. Bogdana Klocha niemieckie dowództwo prawdopodobnie przewidywało, że gruz z wysadzonego kościoła zablokuje ulice, a sama eksplozja może też spowoduje jakieś straty wśród nacierających oddziałów sowieckich.

Damascena poszła do rzeźnika Bonka, który w ukryciu robił niemieckim żołnierzom kiełbasy z pozabijanych świń, które mu przynosili. Pan Bonk częstował też czasem alkoholem żołnierza o imieniu Józef, który z kolei miał kolegę, sapera Alfonsa.

Niemcy w 1945 r. chcieli już tylko dożyć do końca wojny. Niemieckich żołnierzy Józefa i Alfonsa udało się przekupić... trzema wieńcami suszonej kiełbasy. Józef oświadczył: „Miny zostały unieruchomione u źródła (w detonatorze). Siostra może spokojnie druty przecinać. Tylko trzymać gębę, bo Hitler dałby nas wszystkich powiesić”. Alfons pokazał Damascenie, które druty może przeciąć. Zrobiła to.

Do niedawna w Rybniku ta historia była znana tylko z jednej relacji. Dla historyka jedno źródło to niewiele. Teraz jednak, dzięki siostrom boromeuszkom z Mikołowa, „Gość Katowicki” dotarł do zapisów, które te wydarzenia potwierdzają. Dodają nawet nowe szczegóły. To kronika rybnickiego domu generalnego sióstr boromeuszek. O misji Damasceny wspomina też w autobiografii matka generalna Paula Rolnik.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

  • Tereska
    27.07.2019 10:37
    Chwała Panu za to świadectwo życia siostry Damascena. Czy mu z równą gorliwością klękamy na kolana przed Najświętszym Sakramentem i szanujemy świątynie?
    doceń 6
  • anioł 4
    27.07.2019 11:46
    Taką "siłę" daje Jezus, tylko temu, kto głęboko wierzy w Niego i bezgranicznie Mu zaufa. Piękna historia, którą powinni poznać, szczególnie młodzi ludzie, którzy uważają, że pokój jest dany na zawsze.
    doceń 7
  • siostra Misjonarka
    29.07.2019 12:22
    Jeśli siostra była u misjonarek pod Zamościem, to była w Łabuniach, a nie w Łabudach.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL