Nowy numer 33/2020 Archiwum

Wojownik Pana

Dla niego najważniejsza była Eucharystia. Także ta ostatnia, odprawiona w jego mieszkaniu, gdzie przykuty do łóżka z nieopisanym trudem ledwo poruszał wargami.

Kapłaństwo było dla niego wielkim darem. Przeżywał je świadomie i radośnie, ostrożnie i odpowiedzialnie. Miał świadomość, że Bóg złożył w jego ręce skarb niezwykły. Pieczołowicie i konsekwentnie rozwijał go przede wszystkim przez żywą relację z Bogiem. Często można go było spotkać w kościele: zamyślonego i zatopionego w modlitwie. Na dłuższą chwilę przyklękał przed spowiedzią i po niej.

Odchodzę do Ojca

– Kapłaństwo księdza Jana zawiera w sobie cechy brylantu: ma swoją strukturę, jest twarde, przeźroczyste, barwne i jest dobrym przewodnikiem ciepła – mówił o zmarłym jego wieloletni przyjaciel ks. Alfred Szkróbka, emerytowany proboszcz parafii św. Jana Nepomucena z Bytomia-Łagiewnik w homilii z okazji 60. rocznicy święceń prezbiteratu. Bał się oziębłości i braku gorliwości apostolskiej. Doskonale wiedział, że może ona zamienić parafię w duchową pustynię. – Gorliwy w sprawowaniu sakramentów sam z nich często korzystał – podkreśla ks. Szkróbka. Przykład? – Kiedyś, podczas wspólnego urlopu w Kalwarii Pacławskiej, gdzieś mi się zgubił. Po chwili odnalazłem go przy kratkach konfesjonału. Taki właśnie był Janek – dodaje. Nie szukał ułudy szczęścia w dobrach doczesnych. Dla niego najważniejsza była Eucharystia. Także ta ostatnia, gdy przykuty do łóżka ledwo poruszał wargami. Był świadom, że Bóg wzywa go do siebie. Nasilający się ból z każdą godziną przybliżał go do wieczności, co wielokrotnie wyrażał słowami: „Jezu, Maryjo, zabierzcie mnie już do siebie!” Ostatnie zdanie, które wypowiedział przed śmiercią, brzmiało: „Odchodzę do Ojca!”. Kościół kochał całym sercem. Bardzo dużo czytał. Także po niemiecku. Jego umysł był trzeźwy, otwarty, ale i krytyczny. Bardzo cenił rozmowy z drugim człowiekiem, także te z kapłanami przy farskim stole w Chropaczowie. Umiał słuchać i wyciągać wnioski. Odznaczał się bystrością i przenikliwością, kulturą słowa i szacunkiem dla rozmówcy.

Dobrowolny misjonarz

Znakomicie odnajdywał się w kulturze pogranicza. Bliski był mu świat kultury niemieckiej, ale głęboko zapuścił korzenie w kulturze słowiańskiej. Przez 8 lat, już na emeryturze, posługiwał duszpastersko w Niemczech i Austrii. Mówił, że jest dobrowolnym misjonarzem. Jednocześnie był wojownikiem. Buntował się przeciwko źle pojętej nowoczesności. W ostatnim artykule „Walka o zachowanie chrześcijańskich wartości”, opublikowanym w „Wiadomościach Parafialnych Parafii MB Różańcowej”, wskazywał na niebezpieczeństwo budowania nowego człowieka na podstawie współczesnych ideologii podważających instytucję małżeństwa i rodziny. – On do końca walczył. Nie był w stanie zaakceptować faktu, że jako Kościół zeszliśmy do defensywy. Że oddaliśmy pole tym, którzy wmówili nam, że jesteśmy agresorami, że odbieramy im przestrzeń do swobodnego decydowania o sobie – mówi o zmarłym ks. Szkróbka. Ta walka o miejsce Boga w życiu publicznym miała też inny wymiar. Sięgała początków jego posługi we wspólnocie chropaczowskiej, gdzie proboszczem był przez 30 lat. Biskup Herbert Bednorz jego pieczy powierzył parafię MB Różańcowej w Świętochłowicach-Chropaczowie.

Heroiczny bój

Tamtejsza świątynia wskutek eksploatacji górniczej uległa ogromnemu zniszczeniu. Kościół stał się kompletną ruiną. Piękna neoromańska świątynia na 22 lata została zamknięta, od roku 1964 do 1986. Ks. Jan podjął heroiczną walkę o jej rekonstrukcję. Musiał stawić czoła władzom wojewódzkim, które zalecały likwidację parafii. Planowano podzielenie jej na kilka części i wchłonięcie przez parafie sąsiednie, m.in. Lipiny i Łagiewniki. Ale wówczas proboszczowie z dekanatu, uzbrojeni w różańce, pojechali w sutannach do Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach i przez kilkadziesiąt godzin okupowali Urząd do spraw Wyznań. Domagali się wydania zgody na budowę tymczasowego kościoła na czas remontu zrujnowanej świątyni. Już wcześniej upomniał się o to na piekarskim wzgórzu bp Bednorz. Zgodę wywalczyli. Drewniana, zastępcza świątynia powstała błyskawicznie. Niebawem jednak spłonęła. Najprawdopodobniej ktoś ją podpalił. Ksiądz Jan podupadł na zdrowiu. Znalazł się w szpitalu. Dzięki mobilizacji parafian w kilkadziesiąt tygodni wybudowano nowy, murowany kościół. Parafianom służy do dziś, przede wszystkim jako kościół pogrzebowy. Ostatnim wielkim dziełem ks. kan. Jana Gacki było wydanie albumu z obrazami. Od młodzieńczych lat fascynował się malarstwem. W wydanej na krótko przed śmiercią publikacji dokumentującej jego twórczość napisał: „estem zwykłym hobbystą, który maluje dla odprężenia, dla zapobiegania różnym stresom życiowym; (…) maluję z wewnętrznej potrzeby wypowiadania się w ten sposób, utrwalenia przeżyć i uczuć, a przede wszystkim na chwałę Bożą”. Śp. ks. kan. Jan Gacka zmarł 15 maja br. Przeżył 88 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama