Nowy numer 42/2019 Archiwum

Ślązaczka o pięknej twarzy

Dwoje Żydów z Będzina rzuciło z okna zdjęcie 5-letniej córki Miry i list z błaganiem o jej ratowanie. Nieznajoma śląska kobieta przeczytała go i przez chwilę myślała, spacerując.

Po chwili przystanęła znów pod oknem i spokojnie powiedziała po śląsku: „Przyrychtujcie” – czyli przygotujcie dziecko.

Wciąż można spotkać Ślązaków, którzy ryzykowali życie, ratując w czasie wojny Żydów. Jedna z takich osób, rodem z Chorzowa, mieszka dzisiaj w Sosnowcu. Nazywa się Krystyna Zub.

W 1943 roku miała dziewięć lat. Decyzję o przyjęciu żydowskiego niemowlęcia podjęli jej rodzice, Klara i Teofil Zroscy. Gdyby jednak doszło do wpadki, zapłaciłaby za to cała rodzina – także Krysia.

– Moi rodzice myśleli, że bierzemy Lusię do siebie tylko na kilka dni. Wzięliśmy ją i pojechaliśmy z nią do Koszarawy, gdzie mieli ją odebrać jej rodzice. Ale oni tam nie dotarli... Więc wróciliśmy z małą do Chorzowa i tak już zostało – wyjaśnia skromnie Krystyna.

Dlaczego rodzice małej Lusi, czyli Rózia i Joachim Tausowie, wbrew umowie nie dotarli w Beskidy? Otóż okazało się, że w noc poprzedzającą ich zaplanowaną ucieczkę z getta w Będzinie, doszło tam do kolejnej, przerażającej akcji wysiedlania Żydów.

Tausowie na szczęście nie trafili wtedy prosto do Auschwitz, ale zostali umieszczeni w obozie w Będzinie-Małobądzu. Pracowali tam w zakładach krawieckich Rossnera, szyjąc mundury dla Wehrmachtu, ale byli pilnowani przez strażników.

Domem dla Żydówki Lusi Taus na kilka lat stała się więc kamienica przy ul. Wolności 40 w Chorzowie. Klara Zroska rozgłosiła wśród sąsiadów, że mała jest jej siostrzenicą. Ludziom wydawało się to prawdopodobne, bo Wiktoria, siostra Klary, miała kilkoro małych dzieci i mieszkała poza Chorzowem.

Ślązaczka o pięknej twarzy   Mieszkańcy Chorzowa Klara i Teofil Zroscy z przechowywaną przez siebie żydowską dziewczynką - Lusią Taus. Wystawa IPN "Życie przechowane"

Dziecko spod stajni

To jednak dopiero początek tej niezwykłej historii. Dalszą część opisała we wspomnieniach mieszkająca w Ameryce Żydówka Dora Reym z Będzina. Dora, jej mąż Moniek i córeczka Mira, która w 1943 roku miała 5 lat, mieszkali w Będzinie. Nosili wtedy nazwisko Rembiszewscy.

Wciąż w niezwykły sposób wymykali się śmierci. W czasie akcji likwidowania getta przez siedem dni i nocy siedzieli z dzieckiem w wykopanej kryjówce pod starą chatą. Wchodziło się do niej przez podłogę w szafie. Mała Mira była tak zestresowana, że nawet, gdy Niemców nie było w pobliżu, wciąż w przerażeniu kładła palec na usta.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • rewers
    23.05.2019 19:38
    Na tym zdjęciu widzę swoją rodzinę. Nie tę samą, ale taką samą. Mam takie same, choć zrobione prawie 20 lat później. Tak samo ubrani, tak samo szczęśliwi, tak samo trzymają się za ręce. Świat wtedy nie zmieniał się tak szybko, ludzie też. Więc wiem jak TO było. To trzymanie się za ręce to nie poza do zdjęcia. To ręce na których zawsze można się oprzeć, zawsze pewne, niezawodne, zawsze razem, na dobre i na złe. Rodzina jako nierozerwalna całość, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Gdzie nikt nie wyobrażał sobie że może być inaczej. Choćby nie wiem co się działo. Ani że można odmówić pomocy komuś kto jej potrzebuje. A już dziecku? Nie było takiej możliwości. Ta wyciągnięta, pewna i pomocna ręka była dla każdego. Tacy to byli ludzie. Z pięknym Sercem. To oni czynili świat pięknym, bezpiecznym, ludzkim. Dokładnie tak.
    doceń 3
  • wierny czytelnik
    24.05.2019 14:52
    Nie każdy wie, że Armia Krajowa na Śląsku i Zagłębiu działała tak samo intensywnie jak w Warszawie chociaż nie było tu Powstania to były akcje zbrojne, konspiracja, dywersja, sabotaż. Teren do działania był inny bo ludzie znali język niemiecki więc mogli więcej zdziałać. Brat mojego dziadka brał udział w akcji N czyli potajemnym drukowaniu Ulotek w tajnej drukarni na Bogucicach w Katowicach. Gazetki i ulotki pisane perfekcyjnym niemieckim podrzucali w całej Rzeszy nawet w Berlinie również w trakcie alianckich Bombardowań. Ulotki miały na celu podburzanie niemieckich żołnierzy i wzbudzanie wśród nich niechęci do Hitlera jako rzekomy oddolny sprzeciw. Jedną z wydrukowanych w Katowicach ulotek zabrał do Londynu Jan Nowak Jeziorański by pokazać Churchillowi, że na różne sposoby pomagamy wygrać wojnę.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL