Nowy numer 39/2020 Archiwum

Ślązaczka o pięknej twarzy

Dwoje Żydów z Będzina rzuciło z okna zdjęcie 5-letniej córki Miry i list z błaganiem o jej ratowanie. Nieznajoma śląska kobieta przeczytała go i przez chwilę myślała, spacerując.

Po chwili przystanęła znów pod oknem i spokojnie powiedziała po śląsku: „Przyrychtujcie” – czyli przygotujcie dziecko.

Wciąż można spotkać Ślązaków, którzy ryzykowali życie, ratując w czasie wojny Żydów. Jedna z takich osób, rodem z Chorzowa, mieszka dzisiaj w Sosnowcu. Nazywa się Krystyna Zub.

W 1943 roku miała dziewięć lat. Decyzję o przyjęciu żydowskiego niemowlęcia podjęli jej rodzice, Klara i Teofil Zroscy. Gdyby jednak doszło do wpadki, zapłaciłaby za to cała rodzina – także Krysia.

– Moi rodzice myśleli, że bierzemy Lusię do siebie tylko na kilka dni. Wzięliśmy ją i pojechaliśmy z nią do Koszarawy, gdzie mieli ją odebrać jej rodzice. Ale oni tam nie dotarli... Więc wróciliśmy z małą do Chorzowa i tak już zostało – wyjaśnia skromnie Krystyna.

Dlaczego rodzice małej Lusi, czyli Rózia i Joachim Tausowie, wbrew umowie nie dotarli w Beskidy? Otóż okazało się, że w noc poprzedzającą ich zaplanowaną ucieczkę z getta w Będzinie, doszło tam do kolejnej, przerażającej akcji wysiedlania Żydów.

Tausowie na szczęście nie trafili wtedy prosto do Auschwitz, ale zostali umieszczeni w obozie w Będzinie-Małobądzu. Pracowali tam w zakładach krawieckich Rossnera, szyjąc mundury dla Wehrmachtu, ale byli pilnowani przez strażników.

Domem dla Żydówki Lusi Taus na kilka lat stała się więc kamienica przy ul. Wolności 40 w Chorzowie. Klara Zroska rozgłosiła wśród sąsiadów, że mała jest jej siostrzenicą. Ludziom wydawało się to prawdopodobne, bo Wiktoria, siostra Klary, miała kilkoro małych dzieci i mieszkała poza Chorzowem.

Ślązaczka o pięknej twarzy   Mieszkańcy Chorzowa Klara i Teofil Zroscy z przechowywaną przez siebie żydowską dziewczynką - Lusią Taus. Wystawa IPN "Życie przechowane"

Dziecko spod stajni

To jednak dopiero początek tej niezwykłej historii. Dalszą część opisała we wspomnieniach mieszkająca w Ameryce Żydówka Dora Reym z Będzina. Dora, jej mąż Moniek i córeczka Mira, która w 1943 roku miała 5 lat, mieszkali w Będzinie. Nosili wtedy nazwisko Rembiszewscy.

Wciąż w niezwykły sposób wymykali się śmierci. W czasie akcji likwidowania getta przez siedem dni i nocy siedzieli z dzieckiem w wykopanej kryjówce pod starą chatą. Wchodziło się do niej przez podłogę w szafie. Mała Mira była tak zestresowana, że nawet, gdy Niemców nie było w pobliżu, wciąż w przerażeniu kładła palec na usta.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama