Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Lekarze mówią SOR(RY)

Kleszcz do usunięcia, zmiana opatrunku lub prośba o sprawdzenie, czy lekarz rodzinny prawidłowo przepisał syrop na kaszel – to tylko niektóre przypadki, z jakimi pacjenci zgłaszają się na Szpitalne Oddziały Ratunkowe.

O SOR-ach działających w śląskich szpitalach ostatnio było głośno w kontekście tragicznych wydarzeń. Rydułtowy, Sosnowiec, Częstochowa – tam po ok. 8–10 godzinach oczekiwania na pomoc pacjenci umierali. W Zawierciu młoda kobieta przeżyła, ale jest całkowicie sparaliżowana, ponieważ lekarze nie zorientowali się, że mają do czynienia z udarem.

Tych fatalnych w skutkach błędów można by było uniknąć, przyznają lekarze. I wskazują na największe z ich punktu widzenia problemy: natłok zgłaszających się po pomoc i wciąż zmniejszająca się liczba chętnych do pracy. – Do tego dochodzi jeszcze stale zwiększająca się ilość dokumentacji, za wypełnienie której odpowiada lekarz. Z naszych obserwacji wynika, że ok. 10–15 min poświęcamy na badanie pacjenta, natomiast wypełnianie druków zajmuje pół godziny – mówi dr Sebastian Kwiatek, specjalista chorób wewnętrznych, który pełni dyżury na oddziale ratunkowym. – SOR to wspaniała, ale bardzo wyczerpująca praca. Musimy podejmować szybkie decyzje, od których bardzo często zależy dalsze leczenie pacjenta, a nawet jego życie. Podczas jednego 24-godzinnego dyżuru trafia do nas 120–150 osób – wyjaśnia.

Uświadamiać

Przy takiej liczbie pacjentów łatwo o błąd – przyznają szczerze lekarze, pielęgniarki i ratownicy. Dlatego Śląska Izba Lekarska inicjuje kampanię społeczną „SOR(RY), tu ratuje się życie”. – Nie mamy szansy na to, by diametralnie zmienić system opieki zdrowotnej w Polsce. Nie wpłyniemy również na sposób jej finansowania, aby znalazły się środki na dodatkowe etaty. Stąd pomysł na edukowanie pacjentów, co – mamy nadzieję – pozwoli skrócić kolejki na SOR-ach – mówi dr Tadeusz Urban, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach.

Przede wszystkim chodzi o uświadomienie, czym różni się SOR od podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) oraz nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. – Idealnie byłoby, gdyby na oddziały ratunkowe trafiały tylko osoby przywiezione przez ratowników medycznych – zauważa dr Kwiatek. – Niestety SOR-y są wykorzystywane zamiast POZ-ów. Nie ma miejsca u lekarza rodzinnego, więc taki delikwent czeka do godz.18 i zamiast do punktu nocnej i świątecznej opieki zgłasza się właśnie na SOR. Podobnie wielu omija kolejki do specjalistów. Odległy termin do neurologa? Zgłoś się na SOR i powiedz, że uderzyłeś się w głowę, badanie będzie od ręki. Takie porady krążą wśród pacjentów – mówi dr Urban. – Wiemy również o forach, na których pojawiają się porady, żeby cały pobyt na SOR-ze nagrywać i głośno domagać się pomocy. Ma to wymusić szybszą obsługę. A z naszych obserwacji wynika, że tylko wprowadza niepotrzebną nerwowość – mówi dr Jarosław Madowicz, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL