Nowy numer 30/2021 Archiwum

Idź na pustynię

O błogosławionej samotności, spotkaniu Jezusa w Istebnej i traceniu czasu mówi ks. Bartłomiej Kuźnik.

Joanna Juroszek: Od niedzieli do wtorku przed Środą Popielcową trwała 40-godzinna adoracja. To taka zachęta: „Wielki Post zacznij z Jezusem, z Nim pomyśl nad swoim postanowieniem”?

Ks. Bartłomiej Kuźnik: To nabożeństwo pokazuje piękną mądrość Kościoła. Adoracja Najświętszego Sakramentu jest jedną z form pustyni. Wyznacz sobie konkretny czas, tyle, ile wytrzymasz, i w zależności od tego, jakie masz możliwości. Nie bój się patrzeć na Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Już w seminarium zauważyłem, że z kaplicy wychodzę wolniej. Mam spokojnieszy krok. Do niej wbiegam, wychodzę - wolniej. Po adoracji, po wyciszeniu, po wygłodzeniu przy Nim zmysłów, On daje znaki.

To także Księdza doświadczenie?

Tak, od takiego spotkania zaczęło się moje powołanie. Biblijnie nazywam to „drzewo Natanaela”. Miejsce, gdzie widział mnie Jezus, choć wiem, że byłem sam. Ja takie drzewo miałem w kościele Dobrego Pasterza w Istebnej.

O, moja rodzinna parafia.

Byłem wtedy na rekolekcjach oazowych, na zerówce. O 15.00 była adoracja Najświętszego Sakramentu. Długo byłem ministrantem, potem przyszła oaza i na tych rekolekcjach po raz pierwszy zadałem Jezusowi pytanie: „Czy chcesz, żebym kiedyś został księdzem?”. I usłyszałem wyraźne: „Tak”. Wiedziałem, że to nie był mój wymysł. To było takie spokojne „tak” z dopiskiem: „Masz jeszcze czas, zobacz, przyglądaj się”. Potem to pytanie wracało do mnie w innych formach, także w rozmowie z drugim człowiekiem. Ale z tą adoracją w Istebnej związana była też inna sytuacja. Kiedy jechałem na rekolekcje w pociągu z Żor do Wisły zgubiły mi się wszystkie dokumenty. Cała saszetka z dokumentami i z kieszonkowym. Dla młodego człowieka w ósmej klasie to było wielkie przeżycie. W czasie adoracji zawierzałem Bogu też tę sprawę. Po adoracji, czy nawet w jej trakcie, ktoś do mnie podszedł i powiedział, że szuka mnie ksiądz proboszcz. Dziś już śp. ks. Jerzy Patalong powiedział mi wtedy, że dzwonili ze stacji w Żorach. Znaleźli saszetkę z moimi dokumentami… Dla mnie to było kolejne potwierdzenie, że Jezus jest i że się mną opiekuje. Ale nie zawsze ma się takie odczucie. Czasami jesteś przed Najświętszym Sakramentem i nie dzieje się nic. Myślę, że Jezus chce nas przez to nauczyć tracić dla Niego czas…

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama