Nowy numer 42/2019 Archiwum

Zawdzięczam mu życie

Umierając, wpatrywał się w Maryję. „W Twoje ręce oddaję mojego ducha” – wyszeptał.

Kiedy komuniści próbowali zniszczyć dzieło jego życia; kiedy zamknęli go w więzieniu; kiedy szykanowali najbliższe mu osoby, on śpiewał Magnificat. Szaleniec? – Jeśli Bóg do czegoś dopuścił, to z zamiarem uczynienia czegoś lepszego – przekonywał ks. Franciszek Blachnicki, dziś kandydat na ołtarze. Zmarł 27 lutego 1987 roku w Marianum – ośrodku Ruchu Światło–Życie w niemieckim Carlsbergu, gdzie mieszkał i pracował przez ostatnie lata życia. Tajemnica jego śmierci do dziś nie jest rozwiązana. Czy to było otrucie czy zator płucny? Śledztwo katowickiego pionu IPN, które trwało cztery lata, zostało umorzone... Pozostawił po sobie dzieło istniejące od ponad 60 lat i nadal przyciągające kolejne pokolenia ludzi w różnym wieku, różnego stanu, różnej profesji. Ci, którzy przeszli tę drogę, mówią: „Ruch Światło–Życie zmienił mnie na zawsze”.

To mnie ruszyło

– W ubiegłym roku świętowałem mój złoty jubileusz wejścia w Ruch – wspomina ks. Henryk Bolczyk, wieloletni moderator generalny, emerytowany proboszcz, kapelan górników z „Wujka” podczas krwawej pacyfikacji kopalni.

– W 1968 roku po raz pierwszy uczestniczyłem w oazie kapłańskiej, którą prowadził ks. Blachnicki. Dwie rzeczy głęboko zapadły mi w pamięć i stały się wskazówką na całe życie. Uświadomiłem sobie, że sensem mojego istnienia jako człowieka jest zdolność dawania siebie w darze Bogu i drugiemu człowiekowi. „Posiadać siebie w dawaniu siebie”. Tyle razy słyszałem te słowa od ks. Blachnickiego, że mnie to w końcu ruszyło – uśmiecha się. – Drugim prezentem, który otrzymałem, było odkrycie, że moim powołaniem, jako chrześcijanina, jako księdza, jest budowanie żywego Kościoła. To we mnie dojrzewało, tego się uczyłem przez kolejne miesiące i lata kapłańskiego życia. – Fenomen Ruchu polega na tym, że dotyka trzech ważnych sfer dla człowieka: spotkania z Bogiem, z drugim człowiekiem i odkrycia piękna Kościoła, jego aktualności i żywotności – przekonuje bp Adam Wodarczyk, wieloletni moderator generalny oazy, postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego. – Mnie osobiście oaza dała nowe spojrzenie na żywy Kościół. Tu odkryłem pojęcie ewangelizacji. W Ruchu dojrzewało moje powołanie do kapłaństwa. Spotkania z ludźmi w parafii czy na rekolekcjach zaowocowały przyjaźniami na całe życie. Ksiądz Franciszek Blachnicki miał świadomość, czym dla Kocioła jest Ruch Światło–Życie. Sam określał go ruchem Żywego Kościoła. „Patrząc na jego rozwój, owoce, na tę rzeczywistość w życiu Kościoła w Polsce, nie mogę w tym nie widzieć daru, charyzmatu” – napisał w testamencie niecały rok przed śmiercią. „To nie zostało przeze mnie wymyślone, stworzone, ale zostało mi dane i zadane (...). I jeżeli chciałbym coś przekazać w moim duchowym testamencie, to właśnie ten dar, charyzmat Światło–Życie. Zrozumienie, umiłowanie, wierność wobec tego charyzmatu. Wydaje mi się bowiem, że ciągle jeszcze mało jest ludzi, którzy już otrzymali łaskę zrozumienia znaczenia tego charyzmatu dla odnowy oblicza Kościoła”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL