Nowy numer 42/2019 Archiwum

Nic nie posiadam

Trudno znaleźć radośniejszą imprezę niż... pogrzeb ks. Henryka Markwicy 20 lat temu.

Wcale nie dlatego była radosna, że ktoś cieszył się ze śmierci 57-letniego moderatora Ruchu Światło–Życie w archidiecezji katowickiej. Można było odnieść wrażenie, że ludzie, którzy nie mieścili się w kościele św. Jadwigi w Chorzowie, po prostu odprowadzali przyjaciela do nieba. Wśród uczestników było mnóstwo oazowiczów z różnych pokoleń. Wszyscy śpiewali pieśń napisaną specjalnie na ten pogrzeb i porywająco zagraną na gitarach. Od sklepień kościoła św. Jadwigi odbijały się jej słowa: „Niech Pan cię poprowadzi naszą pieśnią w kwiaty niebieskich łąk”. Kim był człowiek, którego Ślązacy w tak niezwykły sposób żegnali?

Mistrz

Ksiądz Henryk Markwica był mistrzem dla wielu ludzi. Miał wpływ na ukształtowanie wielu młodych, w tym wybitnych dzisiaj księży. Ciekawe, że przy tym w ogóle o uznanie dla siebie nie zabiegał. Pierwsze wrażenie robił czasem nie najlepsze – zwłaszcza gdy patrzył „spode łba”. – Miał dosyć surowe spojrzenie i nie dbał za bardzo o konwenanse. Nie zależało mu, żeby wszyscy mówili: „Jaki on jest miły i grzeczny” – wspomina bp Adam Wodarczyk. – Dopiero gdy się go bliżej poznało, okazywało się, że jest bardzo serdeczny i życzliwy dla ludzi. Kiedy trzeba było pomóc, był konkretny: nie stwarzał złudzeń, jeśli coś było nie do zrealizowania, ale jeśli się zaangażował w pomoc, to całym sercem – mówi. W stanie wojennym ks. Markwica działał m.in. w Biskupim Komitecie Pomocy Osobom Internowanym. Przez wiele lat prowadził w Krakowie oazowe rekolekcje III stopnia dla młodych Ślązaków. Uczył ich relacji z Panem Bogiem. Wprowadzał ich do wnętrz zabytkowych kościołów i poruszająco mówił o historii. Wyjaśniał, jaki wpływ na dzieje i kulturę Polski miały konkretne wydarzenia, które rozegrały się w tych murach.

Czas i pieniądze

– Mówił, że jak się coś kocha, to trzeba mieć na to czas i... pieniądze. Te dwie rzeczy były jego zdaniem konieczne w pracy duszpasterskiej z młodymi – śmieje się bp Wodarczyk. – Chodziło mu o potrzebę szukania pieniędzy, żeby na przykład komuś z młodych dopłacić do wyjazdu na oazę albo zorganizować wycieczkę czy imprezę. I chodziło mu też o to, że na to, co nas pasjonuje, co jest dla nas ważne, zawsze znajdujemy czas. Jeśli więc jakiś ksiądz przyjdzie na spotkanie z młodzieżą tylko na chwilę, to od razu wiadomo, że on nie ma serca dla tych młodych ludzi. On musi z nimi być, „marnować” dla nich czas! Dopiero wtedy rodzą się więzi i młody człowiek widzi, że księdzu na nim zależy.

Niemożliwe, żeby takie „marnowanie” czasu nie dało pozytywnych efektów! – tłumaczy biskup. Pieniądze ks. Markwica przeznaczał na młodzież lub na upiększanie kościoła. O sobie nie myślał. Jeździł rozklekotanym dużym fiatem, a później starym passatem. Zapraszał czasem na swoje probostwo u św. Jadwigi księży Wrzoła i Urbaczkę, staruszków, swoich dawnych farorzów. Częstował ich obiadem, a potem grał z nimi... w karty. W trakcie gry omawiał z nimi ważne sprawy. – My, wikarzy, widzieliśmy wtedy, że on, który był mistrzem dla wielu ludzi, sam też miał mistrzów, którzy uczyli go duszpasterstwa. Żeby stać się mistrzem dla innych, trzeba najpierw być uczniem. I umieć być uczniem – mówi bp Wodarczyk. Do końca życia był katechetą w prestiżowym liceum im. Słowackiego w Chorzowie. Młodzi potrafili tam zmusić księdza do wysiłku... Proboszczowie często wolą oddawać ten wysiłek wikarym.

– Ksiądz Henryk to sobie jednak cenił. Wiedział, że ta młodzież będzie w przyszłości tworzyć elity – wspomina bp Wodarczyk. – Organizował co roku w „Słowaku” wyjazd integracyjny dla pierwszych klas, np. szlakiem baroku śląskiego. Miał w tym środowisku wielki autorytet. Wprowadzał młodych w szeroko pojętą kulturę. Jednocześnie pokazywał, że to, co w tej kulturze jest najbardziej wartościowe i trwałe, jest inspirowane doświadczeniem chrześcijaństwa – wyjaśnia. 13 lutego 1999 r., w drodze na leczenie w Krynicy, ks. Markwica miał wypadek. Zmarł 22 lutego w szpitalu w Nowym Sączu. Zebrani na jego pogrzebie w Chorzowie usłyszeli jego krótki testament, podpisany 4 lata wcześniej. Było w nim zdanie: „Oświadczam, że nic nie posiadam, a to, co niby posiadam, jest własnością Kościoła katowickiego”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL