Nowy numer 41/2019 Archiwum

Wstaniesz?

Usiedliśmy do rachunku sumienia, najpierw osobno, potem razem. Przepłakaliśmy całą noc. Boże, nie ma dla nas wybaczenia, każde przykazanie złamaliśmy. Pospisywaliśmy litanie grzechów…

Małżeństwo zaczęliśmy bez Boga. Poznaliśmy się na majówce, na zakrapianej imprezie, a w sylwestra tego roku wzięliśmy ślub. Grzeczni nie byliśmy, czystości nie dochowaliśmy. I bardzo tego żałujemy – wspomina Ula z Mysłowic, od 36 lat żona Marka.

Wojna światów

– Pochodzimy z dwóch różnych domów. Ja – z rozbitej rodziny, tata zostawił nas, jak miałam 12 lat. Mama mnie i moją siostrę nauczyła hardości. Zawsze mówiła: „Mężczyzna do niczego nie jest ci potrzebny. Poradzisz sobie sama. On potrzebny ci jest tylko do łóżka”. Do kościoła nas wysyłała, ale sama do niego nie chodziła – przyznaje Ula. – Moi rodzice byli osobami niewierzącymi, ślub wzięli dopiero przed śmiercią ojca – opisuje Marek. – Miałem w głowie wzór mężczyzny rządzącego w domu. Byłem świadkiem wielu awantur, postanowiłem więc, że jak ja założę rodzinę, to będzie całkiem inaczej. Niestety, to było tylko marzenie. Choć Marek był osobą niewierzącą, młodzi wzięli ślub kościelny. A to dlatego, że Ula chciała założyć białą suknię. Na początku małżeństwa przeżyli sielankę. Ale ta szybko się skończyła.

Urszula wspomina: – W małżeństwo weszliśmy z dwóch różnych światów. I zaczęła się… – Wojna światów – kończy jej mąż. – Dokładnie. Ja chciałam rządzić, a Marek chciał, żebym była od sprzątania, gotowania. Mama pastowała im nawet buty! Małżonkowie skupili się na pieniądzach. Interesy dobrze im szły. Potem na świat przyszedł ich syn, ale między nimi było coraz gorzej. – Nawet łóżko nie potrafiło nas pogodzić. Marek potrafił miesiąc, dwa nie odzywać się do mnie. Nie budowaliśmy na Panu Bogu, w ogóle nie chodziliśmy do kościoła. Kasa, hulanki, dyskoteki, imprezki. I do tego dziecko. Bez przerwy gdzieś go podrzucaliśmy, miał wszystko poza miłością i czasem mu poświęconym – wspomina Ula.

Idź i nie grzesz więcej

– Pierwszy kryzys przyszedł jakieś 5 lat po ślubie, drugi – 10. W końcu, po 12, 13 latach stwierdziliśmy, że nie ma sensu dłużej być ze sobą. Ani przyjaciele, ani rodzina nie zniechęcali nas do rozwodu. Mówili: „Tak, macie rację, rozwiedźcie się. Dajcie sobie spokój”. W sądzie mieliśmy już papiery. I wtedy zdarzył się cud. Małżonkowie przyjęli do domu kolędę. Marek był w pracy, a Ula stwierdziła, że wpuści księdza tylko po to, żeby nagadać mu na męża. – To był ks. Zbigniew, wtedy opiekun Domowego Kościoła. Wypłakałam mu się do rękawa – wspomina. Kapłanowi udało się porozmawiać także z Markiem, który nieco później wrócił do domu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL