Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Dobry człowiek, oddany kapłan

W jednym z ostatnich kazań mówił, że nie trzeba bać się śmierci. Wiernych prosił, by żyjąc, mieli przekonanie, że nie zmarnowali ani jednego dnia. Kilka dni później zmarł. Miał zaledwie 41 lat.

Kochał Boga i ludzi. Zawsze dyspozycyjny i oddany. Uśmiechnięty i pogodny. Właśnie tak zapamiętali go Polacy i Czesi; ci, którym za życia gorliwie posługiwał. – Ja myślę, że on naprawdę nie zmarnował żadnego dnia – mówi Petra Balíková, która, dowiedziawszy się o śmierci księdza Marcina, podobnie jak wielu innych parafian zapaliła znicz pod oknami jego mieszkania. – To był wyjątkowy człowiek – dodaje.

Wyjechał

– On był po prostu dobrym księdzem – mówi jeden z zaprzyjaźnionych ze śp. ks. Marcinem kapłanów. Zresztą sam pamiętam, z jaką pasją opowiadał, ile dobra można uczynić podczas odwiedzin duszpasterskich. Działo się to jeszcze w jego rodzinnej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach. Świeżo upieczony diakon cieszył się, że może pomóc biednym rodzinom. Niemal całe swoje kapłańskie życie spędził w Czechach.

Do wyjazdu zachęcił go starszy ksiądz, który już wtedy posługiwał w diecezji czeskobudziejowickiej. Opowiadał mu, że w Czechach brakuje księży i że ludzie się o nich modlą. Tyle tylko, że ksiądz Marcin o pracy za granicą raczej nie myślał. Do czasu. Coś w nim drgnęło. Usłyszane słowa nie dawały mu spokoju tak bardzo, że postanowił jednak spróbować. Wyjechał. Był wtedy księdzem od dwóch lat. Ówczesny metropolita katowicki abp Damian Zimoń kapłanów z takim stażem do pracy za granicą zwykle nie posyłał. Tym razem jednak pozwolił. Tym bardziej że z prośbą o księży ze Śląska zwrócił się do niego nieżyjący już dziś ordynariusz diecezji czeskobudziejowickiej.

Kościołów siedem, ksiądz jeden

Ludzie nie od razu go pokochali. Początkowo byli nieufni, bo to Polak. Jednak szybko przekonali się, że to bardzo dobry człowiek i oddany duszpasterz. W diecezji czeskobudziejowickiej pracował od roku 2005. W różnych parafiach. Najpierw był wikarym w katedrze św. Mikołaja. Później posługiwał w parafiach w Kostelcu i Hosinie. Ostatecznie został administratorem w Trhovych Svinach. Parafia liczy około 150 wiernych. Stamtąd z posługą duszpasterską dojeżdżał do trzech mniejszych: w Olesznicy, Żumberku i Beneszowie. Na terenie powierzonym jego pieczy znajdowało się aż 7 kościołów i kilkanaście kapliczek. W każdej z nich przynajmniej raz w tygodniu odprawiał Mszę. Posługę sakramentalną sprawował też w domu seniora na Chvalkovie. W co drugi wtorek sprawował tam Mszę Świętą. Ale dyspozycyjny był zawsze.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL