Nowy numer 42/2019 Archiwum

Powoli, powoli rosnąć

Był 23 grudnia 1985 r. Ksiądz oficjał jechał z Katowic do Bojszów Nowych, by pomóc w przedświątecznym spowiadaniu. Nagle kierowcę w samochodzie coś zaniepokoiło. – Co tu tak cicho? – spytał. – Zaraz będzie głośno... – padła odpowiedź.

Tak, nagle, atakiem serca, zakończyło się 56-letnie życie ks. Stanisława Bisty. Często powtarzał: „Przypadek to jest to, co przypada nam od Pana Boga”. Wychowawca seminaryjny, prawnik, oficjał sądu… Przede wszystkim ksiądz. Dla wielu po prostu Stanisław. Gdy zaczął chorować i tracić wzrok, nagrał dla przyjaciela „list mówiony”. Znalazły się w nim takie słowa: „Jest to (…) jakaś wielka radość, że jest obojętne, czy siedzi się za oficjalskim biurkiem, czy za katedrą wykładowcy w seminarium, czy siedzi się w konfesjonale w seminarium, czy gdzie indziej, czy wreszcie przebywa się w domu, odbywając tak zwaną kwarantannę przepisaną przez lekarza – to wszystko można przecież dać i ofiarować, przekazać”. Kilka miesięcy przed śmiercią, podczas Mariapoli – rekolekcji letnich Ruchu Focolari – mówił: „Moje powołanie urodziło się przez Maryję, Ona mi dała swego Syna, żebym Go uobecnił. Kiedy byłem już księdzem (…) poznałem Jej Dzieło, Dzieło Maryi [oficjalna nazwa Ruchu Focolari – przyp. D.S.]. Miałem wtedy już 16 lat kapłaństwa. I tam powiedziano mi, że jest coś takiego jak wybór Boga. Powiedzieć księdzu, żeby Boga wybrał! – dobra rzecz, co?

Ale to jest święta prawda, dlatego że decyzja na kapłaństwo nie zawsze idzie w parze z decyzją na Boga. I że jest coś takiego jak poświęcenie się Jezusowi Opuszczonemu”. W innej wypowiedzi ks. Stanisław wyznał: „Zacząłem sobie uświadamiać, że znam Ruch Focolari 8 lat, czyli jestem w nim jakby dzieckiem. Poprosiłem więc Pana Boga, żeby był taki łaskawy i pozwolił mi powoli, powoli rosnąć, żyjąc dalej jednością. A może potem jeszcze dożyję tego, że się stanę takim prawdziwym fokolarinem, przynajmniej przez 5 minut, i potem można spokojnie umrzeć, bo się swoje zrobiło”. O tym, że ks. Stanisław rzeczywiście uobecniał Tego, którego wybrał – i wybierał codziennie – wiedzą dobrze osoby, które miały szczęście się z nim spotkać. Oto fragmenty ich świadectw:

„Ks.Prof. Irena Socha:  Stanisław mimo swoich duszpasterskich i naukowych kompetencji nigdy nie stawiał się »ponad«, ale zawsze obok”.

Śp. Małgorzata Bieniasz: „Najbliższą swemu sercu pracę gotów był przerwać czy przekazać w inne ręce, gdy odczytał to jako wolę Bożą. Łatwiej o tym pisać, niż tak żyć”.

Abp Damian Zimoń: „U niego było zawsze »tak, tak – nie, nie«. Było to coś bardzo ewangelicznego. Wynikało z ducha jego głębokiej modlitwy”.

Bp Piotr Libera: „Stanisław coraz bardziej stawał się dla mnie starszym bratem, ukazującym piękno życia nastawionego na realizację testamentu Jezusa: »aby wszyscy stanowili jedno«”.

Ks. Stanisław Puchała: „(…) głosił odważne, wspaniałe, budzące nadzieję i odwagę homilie podczas Mszy św. za Ojczyznę. Był odważny i niezłomny. Jego wnętrze kryło duszę rozmodlonego eremity i aktywnego duszpasterza”.

Ks. Tadeusz Reroń: „Stanisław odznaczał się wielką przenikliwością, jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów (…). Zawsze starał się ukazywać trudne i zawiłe ludzkie sprawy w świetle woli Bożej”.

Ks. Paweł Buchta: „Pamiętam, że kiedy poważnie zachorował i tracił wzrok (…), powiedział: »Pan coś nowego dla mnie szykuje. Tracę wzrok. Nie będę mógł już pracować w seminarium, które tak bardzo ukochałem. Nie będę już mógł prowadzić wykładów. Nie będę już mógł pracować w sądzie, ale będę mógł jeszcze robić coś bardzo ważnego, będę spowiednikiem. Kto będzie chciał, będzie mógł przyjść do mnie do konfesjonału, bo do tej posługi wzrok nie jest potrzebny. Doprowadzą mnie do konfesjonału, a ja tam będę siedział i będę spowiadał«. Mówił to, myśląc o katedrze, bo jako oficjał przynajmniej raz w tygodniu siadał w konfesjonale w krypcie katedry i przez kilka godzin spowiadał. To, o czym myślał wtedy, o czym także marzył jako kapłan, dzisiaj stało się rzeczywistością. Tutaj, w tej katedrze, jest przecież całodzienna posługa w konfesjonale. Jemu bardzo na tym zależało, aby ludzie, nieraz poranieni, obciążeni różnymi problemami, a także słabościami, mogli spotkać się z Boskim Zbawicielem w sakramencie pokuty i pojednania i odzyskiwać pokój wewnętrzny i radość życia”.

Ks. prof. Jerzy Szymik: „Było zimno i wilgotno podczas jego kochłowickiego pogrzebu. Miałem wówczas 32 lata i zaczynałem rozumieć, że w katowickim Kościele, jak w każdym, trwa sztafeta pokoleń (…). I że jest otwarta – Łaską Boga – szansa, aby przeżyć życie jako ksiądz, umrzeć jako ksiądz. I śmiać się do swego powołania tak szczerze i zaraźliwie, jak robił to Bista”.

Oprac. na podst. Gen’s. Periodyk poświęcony duchowości komunii, Ksiądz Stanisław Bista, nr 1/2 2011.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL