Nowy numer 41/2019 Archiwum

Przekaż ten pocałunek

Kobieta z dzieckiem i pieskiem przechodziła ul. Gallusa w chwili, gdy ZOMO otaczało kopalnię. – Podleciało do nich kilku zomowców i zaczęli okładać pałą matkę, dziecko i nawet psa, który okropnie skamlał – wspomina Czesława. Ukazała się książka „Wujek ‘81. Relacje”.

Tę pasjonującą książkę wydało Śląskie Centrum Wolności i Solidarności. Świadkowie dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się 16 grudnia 1981 r. w Katowicach-Brynowie, opowiadają, co widzieli. Przypomnienie dla młodszych: tamtego dnia komunistyczni zbrodniarze otworzyli ogień do górników ostrą amunicją. A to dlatego, że załoga kopalni „Wujek”, gdy został wprowadzony stan wojenny, opowiedziała się za wolnością.

Krupek myśli o mamie

Niesamowita jest opowieść Czesławy Makarewicz z Brynowa, portierki w Domu Górnika przy ul. Załęskiej. Wraz z synem nosiła strajkującym herbatę z sokiem z róży i czarnego bzu, którą gotowała w wielkich garnkach. „Jej” chłopcy z Domu Górnika mówili do niej „Mamuśka”. Tuż przed atakiem ZOMO Czesławę przywołał do płotu 24-letni Józef Krzysztof Giza.

– Podeszłam, a on mi dziękuję, więc pytam go: „Za co, Krupku, mi dziękujesz?”, „Krupku” – bo tak mówili do niego koledzy. A on, że za te trzy dni, kiedy przynosiłam im herbatę, jedzenie, lekarstwa... Był wielki huk i mało słyszałam. Na migi pokazał mi, żebym przybliżyła twarz do jego twarzy. Pocałował mnie w policzek i powiedział: „Jakby mnie zabili, to ten pocałunek odda pani mojej mamie”. W moją stronę puściło się trzech zomowców i Giza krzyknął: „Niech pani ucieka!”. Zaczęłam biec, a tłum znów krzyczał „Gestapo!” – wspomina. „Krupek” chyba czuł, co go za chwilę czeka. Dostał dwie kule: w rękę i w szyję. Został pochowany w rodzinnym Tarnogrodzie na Roztoczu. Górnik Marian Giermuziński opowiada w tej książce, jak w czasie pacyfikacji zorientował się, że są ostrzeliwani ostrą amunicją. Z tego powodu zaczęli się wycofywać. – Przechodziliśmy już za wagę. Był z nami też Józek Czekalski. Pierwsze, to zauważyłem, jak on upadł – mówi. Marian doskoczył do leżącego. – Jak go dźwigałem, to poczułem... Coś mi się ciepło zrobiło. Byłem ciepło ubrany, w kufajce bez rękawów, i nie zauważyłem, że jestem postrzelony. Wzięliśmy go z kolegą. Z ust pociekła mu krew. Żeby się nie udusił tą krwią, to go nie przewracaliśmy, tylko nieśliśmy twarzą do ziemi, jeden wziął pod pachy, drugi za nogi – relacjonuje. Józka nie udało się uratować. W punkcie opatrunkowym jednak Marian zorientował się, że sam też ma coraz więcej krwi pod kufajką. Lekarze natychmiast go położyli. Okazało się, że ma poważny postrzał z lewej strony klatki piersiowej. Możliwe, że bandyta w milicyjnym mundurze celował w serce Mariana. Według jednego ze świadków po masakrze milicjanci z plutonu specjalnego chwalili się przy alkoholu, że mierzyli do górników jak do zwierząt: na łeb i na komorę. „Fik i ludzik znikał” – mieli mówić.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL