Nowy numer 50/2018 Archiwum

Panie Boże, mamy problem

Po rekolekcjach zaczęły nam się mnożyć pieniądze. Kiedy Bogu oddaliśmy kwestię finansów i powiedzieliśmy: „Nie wiemy, co z tym zrobisz, ale Ty się tym zajmuj”, to rozdzwoniły się telefony... 

Agnieszka Warmons z Mikołowa, żona Jarka i mama 17-letniego Szymona oraz 10-letniej Gabrysi, wie, o czym mówi. Razem ze swoimi bliskimi na własnej skórze doświadczyła, co znaczy być bankrutem. Na szczęście dziś wie także, do Kogo należą wszystkie pieniądze świata.

Koszmarna sytuacja

– Odkrywanie tego, że Pan Bóg obecny jest w każdej sferze naszego życia, także w finansach, zajęło nam parę lat – przyznaje Jarek, głowa rodziny. – Doszliśmy do ściany, i to tak krytycznie, że zaczęliśmy wyprzedawać rzeczy z domu, żeby mieć co do garnka włożyć. Nie mieliśmy nic. Nie dość, że człowiek nie miał kasy na spłatę swoich zobowiązań i na życie, to jeszcze nie mógł sprzedać tego, co posiadał – dodaje. Kłopoty małżonków rozpoczęły się, kiedy zdecydowali się na budowę domu. – Do działki mieliśmy dojazd na zasadzie służebności. W 2006 r. otrzymaliśmy pozwolenie na budowę, wzięliśmy kredyt, zaczęliśmy budowę i... zaczęły się problemy z dojazdem – opowiada Jarek. Sprawy związanej z drogą do posesji nie rozwiązały nawet procesy sądowe. Na dodatek w 2009 r. Jarek stracił pracę.

Rodzina została bez środków do życia, z kredytami (na dom i firmę) oraz z domem, którego nie mogła sprzedać. Na początku Jarek ze wszystkim próbował poradzić sobie sam. O tarapatach finansowych nie wiedziała nawet jego żona. – O problemach zaczęłam się dowiadywać, kiedy do drzwi zaczął pukać listonosz przynoszący nam pewne niefajne listy – opowiada Agnieszka. – Najpierw korzystaliśmy ze wszystkich oszczędności, ale w końcu i ta kieszonka się wyczerpała – dodaje. – Zaczęły się problemy z windykatorami bankowymi. Musieliśmy sprzedać nasz samochód, który był w leasingu. Kupiliśmy stare auto, nasza sytuacja była koszmarna. Z powodu braku dojazdu do działki nie mogliśmy sprzedać domu. W tym czasie nasze małżeństwo praktycznie się rozleciało – wspomina Jarek. – Kiedy dowiedziałam się o długach, wszystko prysło. Przede wszystkim prysło moje zaufanie do Jarka. I pojawił się straszny lęk o to, co jeszcze się wydarzy... – dodaje jego żona.

Ty nas ratuj!

– W czasie największego kryzysu, największej rozpaczy wstąpiliśmy do Domowego Kościoła. I dzięki temu nie sypnęliśmy się do końca. Klęknęliśmy i powiedzieliśmy: „Panie Boże, Ty nas ratuj! My nic nie jesteśmy w stanie zrobić” – mówią wspólnie małżonkowie. Agnieszka o Domowym Kościele słyszała już bardzo dawno temu. Sama zresztą formowała się w oazie młodzieżowej. Tęskniła za wspólnotą i żywą relacją z Jezusem. Jednak Jarek nie chciał słyszeć o żadnych grupach religijnych.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Lepl
    03.12.2018 20:07
    Ale naprawdę to jest reklama. Jeśli by nie zaproszenie na płatne rekolekcji, to jeszcze Ok, a tak jak w anegdocie. „Na Konferencji „Jak zarobić 100,000 EUR za dzień” — Jest to łatwo, tylko trzeba sprzedać 1000 biletów każdy 100EUR. Teraz Państwo jesteście nauczeni, do widzenia.”
    doceń 3
  • Gosc
    04.12.2018 08:28
    "To jest protestancka "ewangelia" sukcesu, a nie katolicki realizm Ewangelii." Protestancka Ewangelia sukcesu? Tak się składa, że jestem w Kościele katolickim. Tu się nawróciłem, otrzymuję wiele łask poprzez sakramenty udzielane w Kościele katolickim. Odkąd oddałem w ręce Boga KAŻDĄ dziedzinę mojego życia (również seks i pieniądze) to jestem wolnym człowiekiem, pracuję, zarabiam, pomagam jak umiem również finansowo. Bóg uczy mnie roztropnego wydawania pieniędzy, uczy mnie postu, przeżywania problemów (bo też je mam- niezła szkoła kształtowania charakteru). Przekonałem się, że Bóg się o mnie troszczy. Pomimo różnych sytuacji w życiu jest przy mnie. Mogę się zwrócić do Niego ze wszystkimi problemami. Bóg mnie nie wyręcza, ale pomaga, a niekiedy podsuwa pomysły na rozwiązanie problemów. Czasem też dostaję pomoc bezinteresownie. Życie z Jezusem kończy się sukcesem- życiem wiecznym w Niebie. "Ewangelia jest jednak oparta na Krzyżu i łatwych rozwiązań nie obiecuje - przeciwnie! " Uzdrowienia Jezusa- c to nie były (i nie są) proste rozwiązania? Ciekawe. Ewangelia jest oparta również na Zmartwychwstaniu. Gdyby był tylko Krzyż, to cierpienie było by bezsensowne. Droga z Jezusem nie jest łatwa. Widać to na podstawie powyższego świadectwa. Świadczący o dobroci Boga mówią o swojej ciężkiej i mozolnej pracy (również nad sobą). Bóg pokazuje im kierunek jak naprawić. Temu służą też rekolekcje, również o finansach, a właściwie uczące jak oddawać Bogu każdy aspekt życiowy.
    doceń 6
  • katolik
    04.12.2018 09:39
    @Gość,

    Problem z tym szkoleniem/konferencją polega nie na tym, że głoszą oddanie życia Bogu - to jest rzecz na pewno dobra, jeśli oczywiście jest to rozumiane według nauczania Kościoła. Wyraźnie jednak nie jest, na co wskazuje choćby sam tytuł "Biblia o finansach" - czyli sola scriptura, jak u protestantów. Protestanci sami interpretują Biblię, sami ją zresztą okaleczyli przeinaczając w tłumaczeniach i odrzucając niewygodne dla nich Księgi. No i mamy ponad 30 000 odłamów protestantyzmu, w samych stanach kilkanaście tysięcy, każdy ze swoją własną interpretacją Pisma Świętego.

    W religii katolickiej jest inaczej - my mamy Pismo Święte oraz(!) Tradycję, czyli przekaz tego, co Powiedział Chrystus Pan apostołom, a co nie zostało zanotowane w PŚ. Kościół jest zaś powołany przez Chrystusa Pana do strzeżenia i interpretowania tego depozytu. Jeśli więc konferencja byłaby katolicka, to tytuł brzmiałby np. Nauczanie Kościoła o finansach, od ojców Kościoła, do ...

    Artykuł mówi o świadectwie, ale to protestanci potrzebują ciągle osobistych "świadectw", bo tak naprawdę ich wiara nie jest oparta na Tradycji, na świadectwie Apostołów i uczniów Pana naszego Jezusa Chrystusa i nauczaniu Kościoła, ale na subiektywnym przeświadczeniu, które sami sobie kształtują na podstawie własnej interpretacji PŚ i własnych "doświadczeń", uczuć i odczuć, które potem sprzedają jako świadectwa.
  • Zaciekawiona
    04.12.2018 16:19
    A mnie zastanawia jedno... Mieli problemy finansowe, nie mieli jak spłacać kredytów, a mimo to nie mieszkali w swoim domu, za który i tak musieli płacić, tylko... no właśnie gdzie? W wynajmowanym mieszkaniu? Swoim starym domu czy mieszkaniu? Bezsensowne generowanie kosztów i utrzymywanie dwóch miejsc. Zwalili się na głowę rodzicom? Pod mostem chyba nie?
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy