Nowy numer 50/2018 Archiwum

Prymas w obiektywie

Czasem nawet lepiej, gdy to nie historyk bierze się za historyczne opracowanie sylwetki znanej postaci.

Kiedy organizowałem wystawy, zastanawiało mnie, dlaczego historycy zawsze wybierają najbrzydsze zdjęcia – śmieje się Łukasz Kobiela, autor albumu o prymasie Auguście Hlondzie. Bogato ilustrowany album został wydany staraniem IPN i Stowarzyszenia Pokolenie. Zawiera ponad 700 fotografii z lat 1926–1948, w tym 400 dotąd nigdzie niepublikowanych. Łukasz Kobiela po mistrzowsku dokonał wyboru zdjęć. Z albumu wyłania się nie tylko barwna historia życia kard. Hlonda, ale także tło epoki, w jakiej przyszło mu żyć. Autor nie jest historykiem. I stąd pewnie spojrzenie zupełnie z innej strony na biografię Augusta Hlonda. W jego życie, działalność, a nawet poglądy i nauczanie czytelnik wchodzi jakby od strony towarzyszącego świadka; patrzy na wszystko jego oczami, chłonie atmosferę tamtych czasów.

Utrzymanie zdjęć w jednej konwencji bardzo to ułatwia. Ł. Kobiela poświęcił spory kawał życia na przeszukanie zasobów blisko stu placówek w Polsce i za granicą. Choć zdjęcia są czaro-białe, publikacja ukazuje niezwykle barwną sylwetkę prymasa Hlonda. Dziś powiedzielibyśmy, że był osobą „medialną”, nie uciekał od fotoreporterów, nie bał się obiektywu aparatu. Na pewno był też swego rodzaju postacią tragiczną, rzuconą w wycinek dramatycznej historii Kościoła i narodu. Nie uniknął negatywnych ocen biografów, pytań o kontrowersyjne wybory, zwłaszcza decyzję o opuszczeniu Polski w 1939 roku czy kwestię żydowską. „Bóg żądał od niego bardzo wiele i niemało mu zabierał” – napisał o Auguście Hlondzie metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, autor wstępu do albumu.

Ł. Kobiela nie próbuje odpowiadać na wszystkie szczegółowe pytania o życie prymasa. Pozostawia to odbiorcy. Zdjęciom towarzyszą jedynie krótkie opisy z życia Augusta Hlonda, życia, które niespodziewanie przerwała śmierć w 1948 roku. Gwałtowny zgon hierarchy wzbudził kontrowersje i nadal je budzi. Zdrowy wcześniej prymas skarży się na nagłe bóle brzucha. Lekarze, podejrzewając zapalenie wyrostka robaczkowego, decydują się na pierwszą operację, po niej drugą, już tylko w częściowym znieczuleniu, bo organizm słabnie. Potem nadchodzi śmierć. Koniec.

Ten ciąg wydarzeń, następujących po sobie w tak ekspresowym tempie, musiał wywołać pytania historyków, na które w zasadzie nie ma dziś jasnej odpowiedzi. Szkoda, bo może dotarcie do jakichś nieznanych faktów spowodowałoby przełom w trwającym od 1992 roku procesie beatyfikacyjnym sługi Bożego Augusta Hlonda.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy