Nowy numer 38/2018 Archiwum

Co ja tutaj robię?

O duchowym przebudzeniu, służbie Bogu i ludziom opowiada biskup nominat Grzegorz Olszowski.

ks. Rafał Skitek: Zawsze było Księdzu Biskupowi blisko do Pana Boga?

Biskup nominat Grzegorz Olszowski: Pochodzę z tradycyjnej śląskiej, pobożnej rodziny. Pan Bóg zawsze był dla mnie ważny, choć muszę przyznać, że nie zawsze stawiałem Go na pierwszym miejscu. W pewnym momencie pomyślałem, że trzeba poważniej podejść do życia. Byłem wtedy nastolatkiem. Impulsem do tego były rekolekcje ewangelizacyjne, które w ramach Ruchu Światło–Życie odbywały się w mojej parafii rodzinnej, św. Wojciecha w Mikołowie. Pamiętam, że zaprosił mnie na nie kolega. Dziś też jest księdzem. Szczerze mówiąc, już wcześniej miałem okazję uczestniczyć w podobnych rekolekcjach, ale zawsze miałem jakąś wymówkę. Wydawało mi się, że poradzę sobie sam, bez Pana Boga. Ważniejsze było życie towarzyskie. Mieliśmy paczkę kolegów. Często spotykaliśmy się i razem spędzaliśmy czas. Uczęszczałem wtedy do Technikum Elektrycznego w Mikołowie.

Dobrze rozumiem? To duchowe przebudzenie zawdzięcza Ksiądz Biskup oazie?

Tak można powiedzieć. Zacząłem jeździć na rekolekcje. Zresztą byłem na wszystkich stopniach. Potem sam – już jako ksiądz – często prowadziłem oazy. Nawet w te wakacje w Krakowie prowadziłem oazę dorosłych.

A kiedy pojawiła się pierwsza myśl o kapłaństwie?

Taki czas wewnętrznych zmagań, wielu pytań, poszukiwań pojawił się przed maturą. To była duchowa walka. Zastanawiałem się wtedy, czy nie powinienem wybrać seminarium duchownego. Ale ta myśl o kapłaństwie nie była jeszcze dojrzała. Poza tym to ja chciałem o wszystkim zadecydować: najlepiej od razu i ostatecznie: albo seminarium, albo inna droga życiowa. Ale tak się nie da. To Pan powołuje. Bóg zaprasza. I nauczyłem się wtedy jednego – mówię to teraz z perspektywy czasu – że Pan Bóg, powierzając nam jakieś zadanie, zawsze mówi, czego od nas oczekuje. Tak samo jest z powołaniem. Kiedyś jeden spowiednik powiedział mi: „Człowieku, Pan Bóg sam da ci znak. Bądź cierpliwy. To może nie jest jeszcze twój czas”. Miał rację.

I właśnie dlatego po maturze Ksiądz Biskup wybrał Politechnikę Śląską? Bóg milczał?

Przez dwa lata studiowałem tam elektryfikację i automatyzację górnictwa. Dobrze minął mi pierwszy rok. Ale już na drugim coraz częściej myślałem o kapłaństwie. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Stopniowo rodziło się we mnie wewnętrzne przekonanie, że Pan mnie wzywa do wyłącznej służby w Kościele. Dlatego pod koniec drugiego roku zdecydowałem się zmienić studia i wstąpiłem do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach.

I wtedy te wszystkie wcześniejsze wątpliwości minęły?

Czasem było ciężko, ale większych wątpliwości raczej nie miałem. Jasne, że człowiek pyta sam siebie, czy wytrwa do końca i czy droga kapłańska go nie przerośnie. Zastanawiałem się, czy podołam tym wszystkim obowiązkom, czy sprostam nowym wyzwaniom. Ale jednocześnie czułem, że najgroźniejsze burze mam już za sobą. Że już to w sobie przepracowałem. Jeszcze przed seminarium. Stąd większych kryzysów nie miałem. Krótko mówiąc: seminarium minęło mi dość spokojnie. Jako czas umocnienia.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama