Nowy numer 33/2019 Archiwum

Za rok step by step?

Na tej wyprawie nie mogło padać. Dlaczego? Bo ks. Dawid nie wziął ze sobą kurtki. I nie padało ani w Polsce, ani na Litwie, na Łotwie, w Estonii, w Finlandii i w Szwecji.

A kiedy po trzech tygodniach wrócili na Górny Śląsk, u nas dopiero co skończyły się ulewne deszcze i – jak w Skandynawii – rozpoczęły afrykańskie upały.

20 dni, 6 państw, 5 stolic i 2330 km – tak wygląda bilans tegorocznej wyprawy Włóczykół – rowerowej grupy ks. Dawida Sładka, wikarego z archikatedry Chrystusa Króla w Katowicach, a od września… misjonarza w diecezji Astana w Kazachstanie.

Chamstwa nie zniosę

Włóczykoła – podobnie jak Niniwa Team, grupa, którą prowadzi oblat o. Tomasz Maniura – jeżdżą bez zapewnionych noclegów i bez wozu technicznego. Zdani na dobrego Boga i dobrych ludzi. Towarzyszy im też jedna wspólna intencja. Tym razem prosili Boga o łaskę wiary dla młodych świata. Codziennie modlili się również w intencjach przesyłanych im przez internautów.

Na rowerach zwiedzili państwa, które łączy Morze Bałtyckie. Poza czasem spędzonym na rowerach zaliczyli także przeprawy promami. Jechali na północ, żeby uniknąć upałów. Nie udało się. Upały zaskoczyły wszystkich. – Nie padało, bo ksiądz nie miał ze sobą kurtki – śmieją się chłopaki z Włóczykół. – W dniu wyjazdu pakowałem się rano i nie potrafiłem jej znaleźć. Powiedziałem, pół żartem, pół serio, że w tym roku nie będzie padać, bo nie zabrałem kurtki. I faktycznie, nie padało – mówi ks. Dawid.

W wyprawie wzięło udział 16 osób – 13 młodych mężczyzn i 3 młode kobiety – rowerowe rodzynki. – Dobrze, jak są dziewczyny, to zmienia relacje, trzeba się pilnować, żeby między nami nie było chamstwa. To jest bardzo dobre dla ekipy – uśmiecha się Arek Synowiec z Siemianowic Śląskich.

Spotykamy się kilka dni po wyprawie. Opaleni, zadowoleni, w końcu wyspani na wygodnych łóżkach i najedzeni domowymi obiadami. Są i pierwsze owoce drogi. – Celem każdej wyprawy jest też poprawa relacji duchowej z Bogiem – tłumaczy Krzysiek Paliga z Katowic.

– Ja na przykład mam problemy z tym, żeby regularnie chodzić do spowiedzi. Ostatnio byłem przed Wielkanocą. Chciałem iść przed wyprawą, ale w katedrze – w związku z wakacjami – była zmiana godzin dyżurów w konfesjonale. Na wyprawie chciałem wyspowiadać się u księdza Dawida, ale jakoś też mi to nie wyszło. W końcu w poniedziałek, pierwszy dzień po wyprawie, z samego rana poszedłem do katedry. Klękam w konfesjonale i słyszę: „Krzysiek, czy ty na pewno chcesz się u mnie wyspowiadać?”. To był mój znajomy ojciec dominikanin. Pomyślałem ze trzy sekundy i powiedziałem: „Tak”. W końcu się udało… I to jest owoc wyprawy.

Jak wygląda dzień z życia Włóczykół? Pobudka o 5.00, wyjazd – jeśli uda się posłuchać planu – o 6.00. Potem – po przejechaniu pierwszych 50 km – zakupy. W południe – kiedy młodzi mają za sobą już 100 km jazdy – Eucharystia, przerwa obiadowa i mała drzemka. Potem dalsza droga, a gdy na zegarze wybija 18.30, 19.00 – nocleg. Obiady młodzi robili sobie sami. Ułatwiały im to kuchenki gazowe, które wozili ze sobą. Co jedli? – Makaron z sosem, ewentualnie ryż z sosem. Niczego więcej sobie nie przypominam – uśmiecha się Mateusz Głodny z Wyr.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL