Nowy numer 42/2018 Archiwum

Dziewczyna z kraju papieża

Dla żony Domagoj opuścił słoneczny Dubrownik i zamieszkał w kraju chmurnym jak listopadowa mgła w Żelazowej Woli. - Jak południowiec pokocha, to na całego! - potwierdza Chorwat.

Domagoj Martić pochodzi z gorącej Dalmacji. Studiował w pięknym Dubrowniku, nie bez przyczyny nazywanym średniowieczną perłą Adriatyku. Kiedy jednak poznał Kasię, dziewczynę z Siemianowic Śląskich, był gotowy rzucić wszystko i zamieszkać nawet na końcu świata. Byle z nią.

Kasia w dzieciństwie podróżowała z rodzicami do byłej Jugosławii. Zafascynował ją ten kawałek świata.

- A ponieważ nauka języków obcych nigdy nie sprawiała mi problemów, postanowiłam studiować filologię chorwacką. I dobrze wybrałam - dodaje z uśmiechem.

Poznali się, kiedy dziewczyna po trzecim roku studiów przyjechała na stypendium do Chorwacji. Po raz pierwszy spotkali się w restauracji, gdzie Domagoj pracował jako kelner.

- Imałem się różnych prac - opowiada. - Pracowałem na budowie, w restauracji byłem kelnerem lub pomocnikiem kucharza, a w hotelu - masażystą. W Chorwacji student nie siedzi na garnuszku rodziców, sam musi na siebie zapracować.

To była prawdziwa eksplozja uczuć. I hektolitry wylanych łez, kiedy trzeba było się rozstać. W głowach młodych rodziło się pytanie: „Czy ta wakacyjna miłość ma szansę przetrwać?”.

Teściowa!

Przetrwała. Domagoj tak bardzo tęsknił za ukochaną, że już dwa miesiące później przyjechał do Polski, choć podróż z Chorwacji wcale nie była łatwa. Autobusem jechał do Wiednia, gdzie czekał dziewięć godzin na pociąg do Katowic. Wprost z rozgrzanej słońcem Dalmacji trafił na listopadowy Śląsk, gdzie właśnie spadł śnieg. - A on przyjechał w letnich butach - śmieje się Kasia.

Nagły atak zimy nie ostudził uczuć Chorwata do Polki. Najbardziej stresował się spotkaniem z rodzicami Kasi. Zwłaszcza z tatą, bo jak twierdzi, w Chorwacji najważniejsze jest zdobyć aprobatę ojca dziewczyny. - Jeśli się nie spodobasz, możesz od razu się pakować i wracać do domu.

Długo ćwiczył po polsku podstawowe zwroty grzecznościowe i słówka dotyczące rodziny. - Efekt był taki, że kiedy dotarłem na miejsce, z tego stresu wszystko mi się pomieszało i do matki dziewczyny, którą znałem od dwóch miesięcy, zawołałem: „Teściowa!”.

Dziś Chorwat świetnie mówi po polsku. Z pobytu w ojczyźnie przyszłej żony przywiózł sobie podręcznik do nauki języka. Był tak zdeterminowany, że w kilka tygodni całkiem nieźle opanował trudny język polski. - Uczyłem się codziennie po trzy, cztery godziny - przyznaje. - Chciałem zrobić Kasi niespodziankę... - I zrobił! - dodaje żona. - Kiedy Domagoj przyjechał następnym razem, na imprezę urodzinową mojego taty, wszystkim w rodzinie szczęki opadły z wrażenia. Tak świetnie mówił po polsku.

Zaręczyn w Dubrowniku mogłaby pozazdrościć Kasi każda Polka. Romantyczny Domagoj oświadczył się na słynnej ulicy Starego Miasta - Stradun.

Trzech kolegów trzymało wielki transparent, rozciągnięty od jednej do drugiej XII-wiecznej kamienicy.

„Kasia, hoćeš li se udati za mene?” („Kasiu, czy wyjdziesz za mnie?“) - głosił wielki napis na 7-metrowej płachcie czerwonego materiału.

Która dziewczyna mogłaby odmówić w takiej sytuacji? - Ten banner „produkowałem” po nocach - opowiada Chorwat. - Kupiłem trzy prześcieradła i wycinałem litera po literze, a potem naszywałem je na wielką płachtę.

Pobrali się już w Polsce. Liturgia ślubna, w kościele Świętego Ducha w Siemianowicach Śl., sprawowana była w trzech językach: polskim, chorwackim i po łacinie.

Z Chorwacji przyjechał zaprzyjaźniony ksiądz. Domagoj przez 12 lat służył jako ministrant przy ołtarzu. - Kiedy daliśmy na zapowiedzi w mojej parafii, ksiądz podczas ogłoszeń zaczął czytać głośno: „Domagoj Martić żeni się z Katarsiną... z Szemia... Ssjemjanowic... E, tam! Ona jest z kraju papieża... - to na pewno jest dobrą kobietą!” - wspomina ze śmiechem.

Odtąd Kasia dla chorwackich krewnych i przyjaciół została „djevojčicu iz papine zemlje“ - „dziewczyną z kraju papieża“. Chorwaci kochają Jana Pawła II. Mają ku temu szczególny powód. Gdy kraj ogłosił niepodległość, to właśnie Watykan, jako jedno z pierwszych państw, uznał proklamację Chorwacji.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • get65
    31.07.2018 07:24
    Artykuł świetny jedynie dodane zdjęcie jakby daje plamę na całości. Pochodzi z Słowenii z miejscowości Bled bardzo pięknej ale niestety nie w Chorwacji.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy