Nowy numer 50/2018 Archiwum

Pobłogosław mi... synku

Równolegle rozwijały się w nim dwa powołania. Ożenił się, wychował dzieci i... otrzymał święcenia.

Wszyscy myśleli, że będzie księdzem. Rodzice, księża w parafii, koledzy ministranci. – A ja wiedziałem, że Bóg chce, żebym zbudował szczęśliwą rodzinę; miał żonę, dzieci – opowiada Krystian Kukiełka z Bytomia. Jednocześnie czuł, jak równolegle do pragnienia małżeństwa rozwija się w nim powołanie do wyjątkowej służby Bogu. Tylko jak to pogodzić? Był początek lat 80. ubiegłego wieku. W socjalistycznym kraju mało kto słyszał o diakonach stałych. Co prawda instytucję stałego diakonatu Sobór Watykański II przywrócił w Kościele już w latach 70., ale w Polsce taka możliwość istnieje dopiero od 2001 roku. – A ja chyba już od dzieciństwa czułem, że to jest też moja droga – wyznaje Krystian. – Pamiętam, jak bardzo byłem poruszony, kiedy sobie uświadomiłem, że drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia wspominamy męczeństwo św. Szczepana – diakona. Tu choinka, światełka, maleńki Jezus w żłóbku, a z drugiej strony – brutalne zabójstwo człowieka, który oddał się na służbę Jezusowi i pierwszemu Kościołowi. Zrozumiałem, że to jest właśnie prawdziwe chrześcijaństwo. Swoją żonę poznał... przy ołtarzu.

– Byłem ministrantem w parafii św. Józefa w Bytomiu, Halina formowała się tam w Dzieciach Maryi. To ona pierwsza mnie zauważyła, bo mnie podobało się dużo dziewczyn – śmieje się. – A ja zobaczyłam kiedyś Krystiana w prezbiterium i pomyślałam: „Świetny chłopak! Chciałabym, żeby został moim mężem” – uśmiecha się żona. Szybko dorośli do decyzji o ślubie. Kochali się, wiedzieli czego chcą, nie było sensu odwlekać tego w nieskończoność. – Ale wyglądaliśmy bardzo młodo – przyznają. – Kiedy przyszliśmy na zapowiedzi, ksiądz spojrzał na nas oschle i rzucił: „A wy co? Prosto z podstawówki tu?!”. Wkrótce urodziły się dzieci. Najpierw dwóch synów, później córeczka. W tym czasie w Polsce następowały przemiany polityczne i gospodarcze. Krystian wraz z trójką przyjaciół założył wydawnictwo katolickie i księgarnie. Do nich należała między innymi kultowa w Bytomiu księgarnia „U czterech panów”. Podjął też studia teologiczne, choć wiele osób dziwiło się, po co świeckiemu facetowi teologia. Pan Bóg zawsze był w ich życiu obecny, chodzili do kościoła, angażowali się w życie parafialne. Ale w szczególny sposób doświadczyli żywej obecności Boga, kiedy weszli we wspólnotę i wzięli udział w rekolekcjach odnowy wiary. – To było małe trzęsienie ziemi – mówią. – Jakby Jezus na nowo dotknął naszych serc i rozpalił je. Odkryliśmy moc modlitwy uwielbienia, zaczęliśmy codziennie czytać i rozważać słowo Boże. A Pan Bóg ciągle prowadził małżonków głębiej w życiu duchowym. Niespodziewanie dla samych siebie zaczęli formację w Karmelitańskim Instytucie Życia Konsekrowanego „Elianum” u ojców karmelitów bosych w Czernej. To było jak dotlenienie drugiego płuca – obok żywiołowej modlitwy uwielbienia, głośnego wzywania Ducha Świętego teraz uczyli się milczenia, wsłuchiwania się w Boga w ciszy swojego serca. Krystian został nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej. To był kolejny krok w przygotowaniu do diakonatu stałego, o którym co jakiś czas nieśmiało wspominał żonie. Ona przyznaje, że była trochę przerażona, a trochę sceptyczna, kiedy on o tym mówił. – Co to w ogóle ma być? Niedoszły ksiądz z żoną?! I jak to pogodzić z tym, że pierwszym miejscem dla męża i ojca jest rodzina? Ale Pan Bóg wytrwale dążył do celu, nie tylko siejąc ziarno powołania w sercu Krystiana, ale i drążąc serce jego żony. – Pierwszy przełom w moim myśleniu nastąpił, kiedy na zaproszenie znajomego księdza pojechaliśmy do Czech – opowiada Halina. – Poznaliśmy tam niesamowitego nauczyciela języka czeskiego, u którego lekcje brali wszyscy księża przyjeżdżający z Polski, ojca kilkorga dzieci, a jednocześnie diakona stałego. Patrzyłam na niego i myślałam: „To jednak tak się da. Być normalnym człowiekiem, służyć jako diakon i nie zabierać niczego przez to swojej rodzinie”. Bóg odpowiedział na tęsknotę Krystiana za taką wyjątkową służbą. I jak to On, dał małżonkom o wiele więcej, niż prosili – rozbudził powołanie do kapłaństwa w sercu najstarszego syna. – Studiował na politechnice, ale zamiast specjalistycznych książek technicznych czytał teologiczne. Czekałem tylko, kiedy go strzeli i doczekałem się – uśmiecha się tata. – Po dwóch latach wstąpił do franciszkanów. A Krystian Kukiełka został czwartym diakonem stałym w archidiecezji katowickiej. – Tak sobie nieraz myślałem, jakie to będzie niesamowite, kiedy będę służył przy ołtarzu, przy którym Mszę odprawiać będzie mój syn. Przed czytaniem Ewangelii podejdę do niego i powiem: „Pobłogosław mi... ojcze”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy