Nowy numer 46/2018 Archiwum

Na jednej linie z Kukuczką

Na deskach Teatru im. S. Wyspiańskiego Robert Talarczyk wystawił spektakl w konwencji „Wesela” patrona tej sceny. Biorą w nim udział himalaiści, a w pierwszej parze tańczy człowiek ze Śląska.

Taneczno-dramatyczna akcja „Himalajów” rozgrywa się na kilku planach czasowych i w różnych miejscach. Wszystkie ośmiotysięczniki, które Kukuczka zdobył jako drugi po Reinholdzie Messnerze, wznoszą się też w jego domu w Katowicach. Linami, którymi himalaiści ubezpieczają się wzajemnie w drodze na szczyt, asekurują się też na nizinach, kiedy wracają do codzienności. Spektakl ma wymiar metaforyczny – pokazuje, jak mechanizmy powiązań międzyludzkich, odpowiedzialności za drugich, wpływu na ich decyzje, tak wyostrzone w ekstremalnych sytuacjach wspinaczki, zostają przeniesione w normalne życie. Jak mówi reżyser – w ostatecznym rozrachunku ono też jest równie ekstremalne i wymaga nieustannej moralnej mobilizacji. W scenicznym przyjęciu biorą udział osoby, z którymi Kukuczka się wspinał – m.in. Wojciech Kurtyka, Krzysztof Wielicki, Artur Hajzer, Wanda Rutkiewicz, ale też te, z którymi żył na co dzień. Jest tam żona Celina, bardzo wyraziście, wręcz porywająco grana przez Agnieszkę Radzikowską, jest matka (Katarzyna Brzoska) i ojciec (Marcin Szafarz).

Sam Dariusz Chojnacki, wcielający się w Kukuczkę, bardzo do niego podobny fizycznie, dobrze oddaje spokój, a zarazem podskórne szaleństwo tej niezwykłej postaci. Dla Talarczyka najwyższe góry świata, które wręcz magnetycznie przyciągały jego bohatera, stają się symbolem naszych pasji, które w wielu przypadkach bywają zgubne. Pochłaniają czas, zabierają nas z życia na wyłączność ze szkodą dla bliskich i całej reszty świata, a najważniejsze – trzeba za nie słono płacić.

Lhotse (Grażyna Bułka), na której zginął himalaista, staje się guru – przemawia ludzkim głosem, wygłaszając złote myśli celnie sformowane w scenariuszu napisanym przez Dariusza Kortkę, Artura Pałygę i Marcina Pietraszewskiego. Góry – niebezpieczne, niepokojące, obojętne, bezgranicznie angażują zdobywających je. Przypominają narkotyk, bo na wysokościach niedotleniony organizm wspinających się ulega wizjom i omamom. Te halucynacje bohaterów sprawiają, że taniec życia bohaterów niekiedy przypomina makabreskę. Objuczeni sobą nawzajem, to wznoszący się, to znów zapadający pod scenę, czasem wręcz wiją się, poszukując jakiegoś wyjścia. Wszystko odbywa się w pobudzającej wyobraźnię scenografii Katarzyny Borkowskiej, która przypomina góry, ale też wnętrze kopalni, bo przecież akcja w dużej mierze rozgrywa się na Śląsku.

Obie krainy – ośnieżone szczyty i czarne głębiny kopalni – to miejsca, gdzie poznaje się prawdę o człowieku. Do spektaklu na siłę dołożono elementy rodem z kabaretu – spłaszczające głos artystów mikroporty, ale też stroje pań, zwłaszcza żony Kukuczki, nawiązujące do stylu artystek variétés. Spektakl niesie muzyka rapera Miuosha odmierzająca jego wewnętrzny czas wspinania się i spadania w przepaść, podkreślająca dynamikę tej skłaniającej do solidnego namysłu historii.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy