Nowy numer 38/2021 Archiwum

Pokochać od zaraz

– Na ten temat nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy. Na pewno nie przed ślubem. Dziś mamy czworo dzieci. Dwoje w niebie – bliźniaki. I dwoje na ziemi – też bliźniaki. Są adoptowane – opowiada Anna, żona Marcina.

Kocham cię

Pojawienie się w domu dzieci, mimo wcześniejszych kursów i przygotowań, dla rodziców jest wyzwaniem. I to nie małym. – Rzeczywiście, początki były trudne – mówi Anna. – Byłam pełna obaw. Dwoje dzieci. Malutkie, zaledwie 3-miesięczne. Mąż w pracy. To były trzy lata wycięte z życiorysu. Pamiętam, że jeszcze przed adopcją przepłakałam cały wieczór. Myślę sobie tak: „Panie Boże, czy ja sobie z tym wszystkim poradzę? Czy to jest dobra decyzja?”. Tego dnia byłam nawet z kimś umówiona. Dzwonek do drzwi. Ale ja nie byłam w stanie podejść i wpuścić zaproszonego gościa do środka. Musiałam to wszystko w sobie przepracować i pokonać te obawy. Bez modlitwy i Pana Boga byłoby to niemożliwe – podkreśla Anna.

Ważne, by o adopcji dzieci dowiedziały się od rodziców. – Trzeba mówić prawdę. Najlepiej stopniowo. Najgorzej jest wtedy, kiedy dzieci dowiadują się o wszystkim w niesprzyjających okolicznościach. Tak też się czasem niestety dzieje. Potem jest dużo bólu, żalu i niepotrzebnych emocji – tłumaczy Elżbieta Dziubaty. – Kiedyś córka, widząc przechodzącą obok kobietę, zareagowała: „Mamuś, popatrz, ta pani jest w ciąży. Ty też nas tak nosiłaś w brzuszku?” – wspomina Anna. – Mówię jej: „Nie, kochanie, mamusia was nie nosiła w brzuszku”. Od słowa do słowa wyjaśnialiśmy im coraz więcej. Dziś o wszystkim wiedzą, ale do tematu za często nie powracają. Chyba że mają jakieś pytania. Zawsze im chętnie odpowiadamy i tłumaczymy. Raz córka zagadnęła mnie: „Mamo, ja bym tak chciała mieć jeszcze siostrzyczkę”. Odpowiedziałam jej: „Córuś, wiesz, że mama ci siostrzyczki nie urodzi”. A ona: „No tak. Zapomniałam” – uśmiecha się Anna.

Dzieci Anny i Marcina chodzą dziś do siódmej klasy. – To niesamowite, że mając 13 lat, podchodzą do nas i mówią: „kocham cię”. Albo zrobią nam kolację. Albo jak coś nabroją, piszą listy z przeprosinami. To bardzo kochane nastolatki – mówi Anna. – Poza tym bardzo się do nas upodobniają. Syn do ojca. A córka do mamy. A jeszcze bardziej do cioci – dodaje.

Adopcja to rozwiązanie dla tych, którzy nie mogą być rodzicami biologicznymi. Obawy są. To prawda. – Ale mijają, gdy tulisz do serca małą, niewinną istotę i wiesz, że to twoje dziecko – mówi Monika. – Kiedy zobaczyliśmy tę małą kruszynkę, poczuliśmy ogromną radość. Po ośmiu latach starania się o dziecko mamy syna – dodaje jej mąż Tomek. – Trudno nam powiedzieć, co czują rodzice na sali porodowej. My tego nie doświadczyliśmy. Ale dla nas ten moment spotkania się z dzieckiem był mieszanką euforii i wzruszenia. I właśnie wtedy zrozumieliśmy, dlaczego Bóg przez te osiem długich lat uczył nas cierpliwości i wybrał dla nas tę drogę. Od tamtego momentu wszystko jest inne – puentują zgodnie małżonkowie.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama