Nowy numer 29/2021 Archiwum

Hasło: kurier

Ponad 200 tys. złotych – tyle udało się wyłudzić oszustom od jednej osoby na Śląsku. Ich łupem padają też znacznie mniejsze kwoty – po kilkaset złotych.

– Wielogodzinna rozmowa telefoniczna, poczucie zagrożenia i przeświadczenie o potrzebie ochrony oszczędności życia – to wszystko powoduje, że poszkodowani, którzy się do nas zgłaszają, nie zawsze są pewni, opisując okoliczności zdarzenia. Niełatwo przychodzi odtwarzanie szczegółów, na przykład związanych z rysopisem kurierów. Nie można się temu dziwić, to jednak sprawia, że bardzo trudno jest ustalić sprawców – mówi komisarz.

Nie bać się pytań

Przy metodzie wyłudzania „na wnuczka” legenda wydaje się nieco mniej skomplikowana. Usłyszałam w słuchawce głos podobny do głosu mojego wnuka. Ten mężczyzna roztrzęsionym głosem powiedział, że miał wypadek. Uczestniczyło w nim małżeństwo i kobieta chyba nie przeżyje. Twierdził, że jeśli mu nie pomogę, trafi do aresztu. Poprosił, żeby zebrać jak największą kwotę pieniędzy. Powiedziałam, że muszę zadzwonić do córki. Po tej informacji powiedział, że ona o wszystkim wie i słuchawkę przejęła inna osoba, która podawała się za funkcjonariusza policji. – Warto pamiętać, że w obu tych przypadkach oszuści mają szczątkowe informacje o nas. Tylko dzięki umiejętnie prowadzonej rozmowie „wyciągają” coraz więcej szczegółów. Dlatego nie bójmy się stawiać pytań. Kiedy ktoś łka w słuchawkę: „Babciu, pomóż”, warto się powstrzymać przed naturalnym pytaniem: „Krzysiu/Basiu, to ty?”. Oczywiście jest możliwość, że oszust będzie coś o nas wiedział, ale każde szczegółowe pytanie zbije go z tropu. Nie zadowalajmy się ogólnikowymi odpowiedziami. Jeśli zanalizujemy sprawę na chłodno, będzie przecież logiczne, że policjant, który chce nas poinformować o oszustwie w banku, powinien doskonale wiedzieć, gdzie mamy konto i do którego oddziału najczęściej chodzimy. A tym bardziej wnuczek czy wnuczka powinni znać i podać jakikolwiek szczegół związany z rodziną – mówi kom. Marcin Budzich. Bardzo często rozmówcy orientują się, że mają do czynienia z oszustami. Na taki wniosek nigdy nie jest za późno. Kobieta przedstawiła się jako komisarz Renata Żak. (…) Powiedziała, że w moim banku szajka współpracuje z kasjerką. (…) Kazała mi iść do banku, bo tam są funkcjonariusze. (…) Spytała mnie, czy chcę brać udział w akcji. Odpowiedziałam, że nie chcę, aby osoby zatrzymane wiedziały, że idą przeze mnie do więzienia. (…) Posłuchałam mojej rozmówczyni i poszłam do banku. (…) Pieniądze miały być znaczone przez policję. (…) Kobieta uprzedziła mnie, że mam nie słuchać kasjerki, bo to ta oszustka. (…) Po wyjściu z banku powiedziała mi, że jestem obserwowana przez mężczyznę ubranego w czarną kurtkę. Kazała mi iść za nim. Powiedziałam do telefonu, że nie dam tak tych pieniędzy bez osób trzecich. On wszedł do sklepu i stanął przy ladzie z ciastkami. Widziałam go tylko z profilu. (…) Znowu powiedziałam do telefonu, że nie przekażę tak tych pieniędzy, po czym kobieta nakazała mi wrócić do domu i czekać na dalsze instrukcje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama