Nowy numer 37/2021 Archiwum

Hasło: kurier

Ponad 200 tys. złotych – tyle udało się wyłudzić oszustom od jednej osoby na Śląsku. Ich łupem padają też znacznie mniejsze kwoty – po kilkaset złotych.

Wszystko musi być nagrane

Brak oszczędności w banku wcale nie musi oznaczać naszego bezpieczeństwa. Czasem przestępcom wystarczy po prostu zdolność kredytowa. Zadzwoniła do mnie osoba podająca się za Krzysztofa Dziewulskiego. (…) Ten mężczyzna powiedział, że rozpracowują szajkę wyłudzającą kredyty. Spytał, czy mam jakiś kredyt. Odpowiedziałam, że spłacam raty za robota kuchennego. (…) Kazał mi przygotować dowód osobisty, decyzję emerytalną i paski z emerytury. (…) Powiedział, żebym poszła do banku, w którym spłacam raty. Byłam cały czas na linii z tym mężczyzną. W trakcie drogi on poinstruował mnie, żebym wzięła kredyt w wysokości 30 tys. zł. Wszystko miało być na dzisiaj. Podczas drogi pytał mnie, jak mam daleko do banku i gdzie w danej chwili jestem. (…) Dosyć długo załatwiałam całą procedurę kredytową. Kiedy wyszłam z banku, Krzysztof Dziewulski kazał mi iść wzdłuż ul. X i powiedział, że podejdzie do mnie mężczyzna, któremu na hasło: kurier mam przekazać pieniądze. Kluczowym elementem wszystkich historii jest telefon komórkowy. Każdy naciągacz pozostaje w stałym kontakcie ze swoją ofiarą. Nie pozwala jej się rozłączyć i każe schować telefon tak, żeby móc wszystko słyszeć. – Oszuści zabezpieczają się w ten sposób przed wpadką. Wiedzą, czy np. kasjerka w banku za bardzo nie wypytuje, na co taka gotówka. Kontrolują też trasę ofiary i to, z kim się kontaktuje. Dają gotowe odpowiedzi, które mają chronić przed wpadką, np. że gotówka jest potrzebna dla robotników, którzy czekają w domu. Cały czas oszust podkreśla, żeby z nikim za bardzo nie dyskutować. Przypomina, że personel banku jest w zmowie z szajką złodziei. Czasem prosi, żeby zwracać się do niego jak do koleżanki. Oczywiście starsza osoba jest przekonana, że to wszystko dla celów operacyjnych. Bierze w końcu udział w „akcji policji” i wszystko musi być rejestrowane. Najmniejsze podejrzenia oszusta, że coś idzie niezgodnie z planem, powodują przerwanie akcji – mówi komisarz. Przerwać misterny plan może również… rozładowania bateria w komórce. Zadzwonił do mnie mężczyzna, który przedstawił się jako porucznik Andrzej Stępień. Powiedział mi, że w wypłaconych przeze mnie pieniądzach część to fałszywe banknoty. Poprosił, żebym wyciągnął jeden i podyktował mu numer seryjny. (…) Mówił, że muszą iść do kontroli, a potem zostaną mi zwrócone. (…) Tłumaczył mi, że jedynym sposobem na uratowanie reszty moich pieniędzy jest przelanie ich na wskazany przez niego numer bankowy. (…) Powiedział, że mam iść do samochodu i czekać na dalsze instrukcje. Czekałem do godz. 17 i rozładował mi się telefon. Pojechałem do domu, żeby go podładować. Postanowiłem zadzwonić na policję, żeby wyjaśnić całą tę sytuację.(…) Chcę zaznaczyć, że cała ta sytuacja wywołała u mnie ogromny stres.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama