Nowy numer 49/2020 Archiwum

Niezwykła, boska kobieta

- Wielka pokora, uśmiech na twarzy, młodzieńczy entuzjazm, chęć pomocy w najdrobniejszych sprawach - to wszystko promieniowało z Helenki z wielką mocą! - tak opisuje swoje spotkanie z Heleną Kmieć Dobrochna Martenka. Mija rok od śmierci wolontariuszki.

Tego samego dnia, w którym media przekazały informację o tragicznej śmierci wolontariuszki, w Krakowie odbyła się pierwsza konferencja prasowa abp. Marka Jędraszewskiego, nowego metropolity krakowskiego. Spotkanie rozpoczęła modlitwa za zamordowaną. – Kościół buduje swoją ciągłą młodość i wielkość na krwi męczenników – mówił wtedy abp Jędraszewski, podkreślając, że śmierć zastała Helenę „na służbie Kościoła, na służbie ewangelizacji”.

Ona taka była. Dobra

„Wszelkie słowa są w tym momencie niewystarczające. Pozostaje nam zawierzenie tego wszystkiego Panu Bogu” – napisali po śmierci Heleny członkowie Wolontariatu Misyjnego Salvator, prosząc o modlitwę także w intencji drugiej wolontariuszki, Anity. Kolejne świadectwa tych, którzy ją znali, potwierdzały wyjątkowość Heleny. – Na samym Facebooku miałyśmy 55 wspólnych znajomych. I od żadnej z tych 55 osób nie usłyszałam złego słowa na jej temat – że kogoś zdenerwowała, uraziła czy że ktoś jej nie lubi! To nie jest tak, że mówię to, bo jej nie ma. Ona taka była. Dobra – podkreśla Justyna Paciorek.

– Swoją postawą dawała nam wszystkim niezwykłe świadectwo głębokiej wiary i miłości do Boga. Zawstydzała niejednego z nas znajomością Pisma świętego i oddaniem w modlitwie – mówi Katarzyna Ślusarczyk, która wspólnie z Heleną chodziła do libiąskiego przedszkola nr 4, a później spotykała ją m.in. na pieszych pielgrzymkach.

Wśród licznych pasji Heleny była także muzyka – śpiewu uczyła się w szkole muzycznej w Gliwicach, a swój talent wykorzystywała między innymi na pielgrzymkach. Tam poznała ją Magdalena Kania. Kilka lat później spotkały się ponownie – w prowadzonym przez księży salwatorianów Wolontariacie Misyjnym Salvator.

– Uwielbiałam z nią śpiewać. Najbardziej w naszej kaplicy wolontariatu w Trzebini. Często dostawałam od niej sms: „Cześć Madzia! Co robisz? Może wpadniesz do Trzebini? Pośpiewamy...:)”. I przyjeżdżałam. To były piękne chwile. Tylko my dwie i On – wspomina dzisiaj M. Kania. Dodaje, że „z Helenką to nigdy nie był zwykły śpiew. To była prawdziwa modlitwa!”.

Święci żyją obok nas

Pogrzeb Heleny Kmieć odbył się 19 lutego w Libiążu, jej rodzinnym mieście. Przed Mszą św. Wojciech Kolarski z Kancelarii Prezydenta RP przekazał rodzinie Heleny Złoty Krzyż Zasługi, którym za poświęcenie w działalności charytatywnej i społecznej oraz za zaangażowanie w pomoc potrzebującym odznaczył tragicznie zmarłą Andrzej Duda. Kazanie wygłosił ks. Franciszek Ślusarczyk, rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, który znał Helenę od wielu lat.

Podkreślał on, że to spotkanie przy ołtarzu jest dziękczynieniem za to, że „święci ludzie żyją tak blisko nas”. – Często znamy ich z imienia, doświadczamy na co dzień ich dobroci, mądrości, Bożego entuzjazmu, bezinteresowności, czystości serca; razem z nimi podejmujemy twórcze inicjatywy, ale w pełni uświadamiamy sobie oraz dostrzegamy ich duchowe piękno wówczas, kiedy od nas odchodzą – mówił.

 

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama