Nowy numer 3/2021 Archiwum

Święta cisza

W każdą noc możesz podjechać na adorację do bazyliki w Katowicach- -Panewnikach. Trwa już od czterech lat.

Jezus czeka tutaj każdej nocy, wystawiony w Najświętszym Sakramencie w kaplicy fatimskiej. Nocami możesz się do Niego dostać przez boczne wejście do bazyliki. Pierwszą noc z Jezusem dyżurujący po dwóch ludzie spędzili w tym miejscu przed czterema laty, dokładnie 6 grudnia. – Z tego powodu modlące się osoby w naturalny sposób uznały za patrona tej adoracji świętego Mikołaja – mówi ojciec Alan Rusek, proboszcz bazyliki w Katowicach-Panewnikach. Ekipa „stałych dyżurnych” będzie rozmawiać o świętym Mikołaju w Panewnikach 2 grudnia, na spotkaniu z okazji 4. rocznicy nocnej adoracji. Świadkowie opowiedzą tam także o ostatnich... cudach. Jeśli ktoś twierdzi, że w XXI wieku Bóg już nie dokonuje cudów, musi w to naprawdę mocno wierzyć – bo fakty świadczą właśnie o Bożym działaniu. Także na Śląsku, w Panewnikach.

Nocny dyżur

Jedną z uzdrowionych jest Marianna Jakubowska, emerytowana nauczycielka z Katowic, która pracowała kiedyś w Zespole Szkół Budowlanych. Przed Najświętszym Sakramentem dyżuruje w soboty pomiędzy 21.00 a 22.00 i w poniedziałki rano, między 5.00 a 6.00. Zwykle też w niedziele towarzyszy mężowi w jego „nocnym dyżurze”. Marianna od trzech lat chorowała na neuralgię nerwu trójdzielnego. – To bardzo trudna choroba, ponieważ nie ma na nią lekarstwa. Boli język, boli pod nosem i boli nad okiem, we wszystkich tych miejscach jednocześnie. Ani się śmiać, ani jeść, ani komuś buziaka dać – mówi. Nawet podmuchy letniego wiatru, dotykające z boku jej twarzy, uruchamiały ten przeszywający ból. – Ból był przez cały czas. Często był, że tak powiem, równy. Wtedy funkcjonowałam normalnie. Czasem jednak przychodziły takie bóle, jakby mnie ktoś prądem raził co chwileczkę, co sekundę. Po nocach nie spałam. Objechałam lekarzy w różnych miastach Polski. Mój mąż modlił się za mnie codziennie – wspomina. Mimo choroby Jakubowscy zgłosili się do ekipy, która obstawia w Panewnikach nocne dyżury przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. W sytuacji zdrowotnej Marianny nic jednak na korzyść się nie zmieniało. – Po prawie trzech latach trochę się do tego przyzwyczaiłam. Powiedziałam: „Panie Boże, w życiu nigdy nie cierpiałam. Może to jest takie moje osobiste cierpienie?”.

Ból znika

W maju 2017 roku przed kaplicą nocnej adoracji Jakubowscy spotkali się z Barbarą Mrozek, podobnie jak Marianna nauczycielką. Barbara z zespołem koordynuje dyżury przed Najświętszym Sakramentem. Powiedziała, że jest propozycja, żeby ekipa dyżurujących przyjęła patronat świętego Mikołaja. Pokazała ikonę tego świętego, napisaną specjalnie dla ich wspólnoty i poświęconą przez ojca proboszcza. „Czy weźmie pani do domu świętego Mikołaja?” – zapytała. „Jasne!” – odpowiedziała natychmiast Marianna. – Jakoś tak bardzo się ucieszyłam. W domu zapanowała taka radość, jakbyśmy nie wiem kogo gościli. Jeszcze miałam kwiaty, które akurat tego dnia dostałam od męża, i w ogóle było tak pięknie. Najpierw modliłam się za małą chrześniaczkę Laurę, która urodziła się z bardzo ciężką wadą serca. Zaraz po urodzeniu była operowana, a teraz czekała na kolejną operację. Następnego dnia zadzwoniła też spod Kalisza moja koleżanka Krysia, zrozpaczona, bo dostała potwierdzoną diagnozę o nowotworze obydwu płuc – wspomina Marianna.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama