GN 32/2018 Archiwum

Co w duszach gra...

Obraz rodziny, samotności, relacji, potrzeb, tęsknot, marzeń – i tych dziecięcych, i tych już dojrzałych. Tak można streścić spektakl pt. „Babcia na jabłoni”. Rodzice i nauczyciele dobrze zrobią, zabierając na niego dzieci.

Rodzina… taka, jaka jest. Z jednej strony prowadzi dialog, spotyka się przy stole, rodzice dbają o potrzeby i wychowanie dzieci, które – jak to w życiu – nie zawsze są idealne. Z drugiej jednak wyczuwa się powierzchowność relacji i bagatelizowanie prawdziwych oczekiwań. Główny bohater z tym, co dla niego najważniejsze, pozostaje tak naprawdę sam. Autor sztuki chciał zapewne pokazać, że tacy są współcześni rodzice, którzy dostarczając „chleba i igrzysk” – również w tym najbardziej pozytywnym sensie – nie zawsze potrafią (chcą?) wsłuchać się w to, co dzieje się w duszach ich dzieci. Dobra gra aktorów, ciekawe rozwiązania scenograficzne – z jednej strony zastosowane z rozmachem, a z drugiej z pewną oszczędnością środków – oraz „nieprzegadanie” sztuki – to jej atuty.

Największą sympatię, i bardzo dobrze, budzą jej kluczowe postacie: główny bohater Jędrek i  jego dwie nie całkiem rzeczywiste babcie.

„Babcia na jabłoni” to sztuka o tęsknocie. O tęsknocie za czułością i wyłącznością. Główni bohaterowie pragną przyjaźni, wymiany myśli, zrozumienia. Chcą być dla kogoś naprawdę ważni. Brakuje im codzienności, w której dzieje się coś więcej niż tylko ustalone punkty dnia i sztampowe rozmowy prowadzące nieraz do konfliktów. Obraz dwóch niby-babć – to obraz ucieleśnionych marzeń dziecka. Ale czy tylko dziecka…? Siedząc na sali z gromadą siedmio- i ośmiolatków bardzo żywiołowo reagujących na to, co działo się na scenie, i ze swoją własną dziewięcioletnią wnuczką… sama się wzruszyłam. Czy to sprawa mojej wrażliwości? Myślę, że bardziej treści sztuki, a jeszcze bardziej aktorskich kreacji. Jędrek i jego babcie (w obydwie role: tytułowej „Babci na jabłoni” oraz nowej sąsiadki – Pani Fink wcieliła się Ewa Reymann, co stanowi ciekawy artystyczny zabieg) przemawiają ekspresją gry. Relacja Jędrka i wymyślonej, trochę szalonej „Babci na jabłoni” to mieszanka marzeń, wyobraźni i potrzeby wolności. Z nową sąsiadką chłopiec tworzy prawdziwą „rodzinną parę”. Nie ma tam wielkich słów i wyznań, ale ich relacja – mocno trzymająca się ziemi i szanująca odrębność drugiej osoby – gdzieś między wierszami potrafi poruszyć i wskazuje na dwie bardzo ważne rzeczy: że niezależnie od wieku człowiek potrzebuje człowieka i że więź może przekroczyć granice rodziny – bo nie zawsze krew jest tym pierwszym kryterium bliskości.

Śląski Teatr Lalki i Aktora „Ateneum”, Mira Lobe, „Babcia na jabłoni”, adaptacja i reżyseria: Arkadiusz Klucznik, scenografia: Dariusz Panas, muzyka: Rafał Rozmus, projekcje: Sebastian Łukaszuk. Prapemiera – 7.10.2017.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama