Nowy numer 33/2018 Archiwum

Sroga pokuta

Rejs po Wełtawie zakończył się nieoczekiwanie dla dwóch górników. Ratowali tonącego mężczyznę. Nie czują się bohaterami i mówią wprost, że zszokował ich brak reakcji innych świadków.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono – pisała polska noblistka. Dwóch górników z kopalni „Rydułtowy” sprawdziło się w sytuacji ekstremalnej. I to nie w pracy, gdzie takiego testu mogliby się spodziewać, ale na wycieczce. To miał być spokojny wyjazd z pracy, kilka dni w Pradze. Zwiedzanie, wspólne spędzanie czasu. I tak było do momentu rejsu po Wełtawie. – Usłyszeliśmy krzyki. Widziałem jakiś tłum na moście Karola. Pomyślałem nawet, że to odgłosy jakiejś zabawy, i zignorowałem je – relacjonuje Jarosław Ruda, pracownik kopalni. – Po jakichś 10 minutach wyjrzałem przez burtę i zobaczyłem, że coś unosi się na wodzie. Prom, który płynął przed nami, minął tego człowieka.

Jarek, idziesz ze mną

W opowieści dwóch mężczyzn, którzy zdecydowali się działać, zdumiewa, że pomimo ogromnej liczby gapiów na moście i pasażerów na pływających po Wełtawie promach nikt nie zdecydował się na udzielenie pomocy. – Od razu zapytałem, czy mogę skoczyć. Jednak pani z obsługi powiedziała, że absolutnie nie – mówi Jarosław Ruda. – Powiedziała, że spotka nas za to kara. Sroga pokuta – tak to brzmiało po czesku, z tego, co pamiętam – włącza się w opowieść Jarosław Jasita.

– Podszedłem do bosmana i próbowałem go przekonać. Krzyczałem, że tam jest człowiek, trzeba go ratować, że ja chcę skakać do wody. A on spojrzał na mnie, wzruszył ramionami i zatrzymał statek. Dla mnie to było przyzwolenie do działania. Krzyknąłem tylko: „Jarek, idziesz ze mną” – wspomina J. Ruda. Dalej wypadki potoczyły się szybko. Obaj mężczyźni wskoczyli do wody i wciągnęli na pokład tonącego. – To nie był przyjemny widok. Był już siny i zimny, ale zaczęliśmy go reanimować. Na statku nie było apteczki. Krzyczałem do obsługi, żeby dali nam maseczkę, chustę, cokolwiek, żebyśmy mogli zrobić mu sztuczne oddychanie – mówi Jarosław Ruda. – Dali nam ręcznik. Ja robiłem sztuczne oddychanie, a kolega masaż serca. Co było dziwne, ten pan nie miał wody w płucach, jak to zwykle jest u osób tonących – dzieli się spostrzeżeniami Jarosław Jasita.

Żył i był przytomny

Górnicy przyznają, że zaskoczył ich brak odnalezienia się w sytuacji przez załogę promu. – Chcieli rzucić koło ratunkowe. Co to by pomogło temu mężczyźnie? – pytają retorycznie. – Prowadziliśmy reanimację aż do momentu, kiedy statek zawinął do przystani. Tam czekała już karetka i policja. Funkcjonariusze też nie bardzo nam pomogli, bardziej skupili się na odganianiu gapiów. Ale lekarka z karetki doceniła nasze wysiłki. Kiedy przejęła pacjenta, powiedziała, że zrobiliśmy dobrą robotę. Dodała, że mężczyzna żyje i będą go wprowadzać w stan śpiączki farmakologicznej – mówi Jarosław Ruda.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama