Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Jeden do jednego

Włoskie mamy dziękują polskim. Za rok polskie podziękują włoskim. ŚDM 2016 trwa. Przynajmniej w Tychach…

Tysiące młodych, wszystkie języki i kolory świata, uśmiechy, radość, polska gościnność i doświadczenie żywej wiary Kościoła młodych. Dokładnie tak było u nas roku temu, kiedy od 20 do 25 lipca w czasie Dni w Diecezji gościliśmy 12 tys. pielgrzymów świata. Potem był Festiwal Młodych w Mysłowicach i wydarzenia centralne w Krakowie oraz w Brzegach. Koniec – i zostały tylko wspomnienia?

Jak na ŚDM

Na pewno nie w Tychach. Tamtejsi młodzi z opiekunami – ks. Marcinem Wylężkiem, wikarym w parafii bł. Karoliny, oraz ks. Tomaszem Wojtalem (po wakacjach dyrektorem Ośrodka Spotkań i Formacji im. św. Jadwigi Śląskiej w Brennej) – niedawno wrócili z Włoch. Przez tydzień mieszkali u swoich przyjaciół z diecezji Alba w Piemoncie, których gościli rok temu w czasie Dni w Diecezji…

Pięćdziesięciu młodych zamieszkało wtedy w trzech tyskich parafiach: bł. Karoliny, św. św. Franciszka i Klary oraz Ducha Świętego. Tyle samo Ślązaków odwiedziło ich tego lata. Decyzję o rewizycie Włosi i Polacy podjęli już rok temu. – To nie była ani typowa pielgrzymka, ani typowy wyjazd krajoznawczy – wyjaśnia ks. Tomasz Wojtal, dodając, że celem wyprawy było wzajemne doświadczenie Kościoła, poznanie kultury oraz krajobrazu. Włosi chcieli także podziękować za zeszłoroczną gościnę. Z tego też względu śląscy pielgrzymi, jak na prawdziwych ŚDM, mieszkali u piemonckich rodzin. – Mnie akurat trafiła się rodzina dziewczyny, która była na ŚDM tu, w parafii bł. Karoliny. I jak potem się okazało, gdy przeglądaliśmy zdjęcia, mamy jedno wspólne – mówi Natalia Banach, studentka doradztwa filozoficznego i coachingu. Jak porozumiewała się ze swoimi włoskimi gospodarzami? Z córką po angielsku, z rodzicami – używając mowy ciała oraz pojedynczych angielskich i włoskich słówek. Ślązaków zaskoczyła włoska kuchnia. Przede wszystkim zaś śniadania serwowane na słodko i obfite kolacje. – Rano było espresso, nutella, rogaliki, grzanki z miodem, ewentualnie bagietka i pomidorki koktajlowe – wymienia Natalia. – Byliśmy w mieście, gdzie narodziła się nutella – dopowiada ks. Tomasz. Musiała być więc pod każdą postacią. – Ale większości to chyba nie przeszkadzało – stwierdza ks. Marcin Wylężek, który razem z ks. Tomaszem i najmłodszymi tyszanami zamieszkał u księdza, który gościł u „Karoliny” rok temu. – Po kilku dniach młodzi chętnie jedli też konfitury z moreli, które rosły pod probostwem – opowiada.

Cisza w kościele

– Gdziekolwiek byliśmy, miałam wrażenie, że oni chcieli ugościć nas wszystkim tym, co jest najlepsze. A chyba według nich najlepszy jest… makaron – wspomina ze śmiechem Marta Kost, pracująca w logistyce. – Zaskoczyło mnie jeszcze to, ile oni jedzą! Marta w ubiegłym roku także gościła pielgrzymów. I mimo że jej mama świetnie gotuje i całym sercem przyjmuje gości, to od swojej córki po powrocie z Italii usłyszała, że gotowała za mało...

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama