Nowy numer 25/2018 Archiwum

Krwawa fala 1997

- Słuchaliśmy ryku wody, która ocierała się o dom i do rana w czwórkę odmawialiśmy Różaniec - wspomina Gerard Kosorz z Raciborza. W 20. rocznicę gigantycznej powodzi w dorzeczu Odry przypominamy poświęcony jej, archiwalny tekst "Gościa" z 2007 roku. Na dalszych stronach - zdjęcia.

To, co działo się w lipcu 1997 r. nad Odrą, nie mieściło się w głowie nawet specjalistom od gospodarki wodnej. – Pamiętaliśmy wielką powódź z 1985 r. Ale wtedy woda płynęła równo z tamtą jezdnią – Józef Klepacz, dyrektor raciborskiego inspektoratu Regionalnego Zakładu Gospodarki Wodnej, pokazuje ulicę biegnącą wzdłuż Odry. – Tymczasem 7 lipca 1997 r. wody było tu jeszcze o 2,5 metra więcej! – mówi. Masy wody przykryły wodowskazy i płynęły ponad nimi.

Zaczęło się od wielkich opadów w dorzeczu Odry. W cztery dni spadło więcej deszczu, niż wynosi średnia roczna.

Jak bomby atomowe

Gerard Kosorz mieszka w Raciborzu pomiędzy Odrą a kanałem Ulgi. Trochę wody pojawiło się tam 7 lipca już około godziny 14.00. Do akcji ruszyli strażacy. – Chcieliśmy z sąsiadami zabezpieczać workami z piaskiem okienka piwniczne... – wspomina tamtą chwilę Gerard Kosorz. – Ale wtedy jeden starszy strażak odpowiedział: „Co??! Ludzie, wy wynoście meble z parteru na piętro!”. Nie uwierzyliśmy mu – wspomina.

Kosorze wypili spokojnie z córką i zięciem kawę. Wreszcie bez pośpiechu wynieśli na górę pierwszą meblościankę. Więcej nie zdążyli. – Próbowałem jeszcze odkręcić pralkę. Proszę córkę: „Przynieś z piwnicy klucz dziesiątkę”. Ale piwnica już była zalana – mówi pan Gerard. Drogą płynęła pierwsza fala brudnej wody. Niosła belki, śmieci, wielkie beczki, toczyła po dnie wyrwane z drogi kamienie.

Sąsiad Kosorzów właśnie wracał z pracy. Podchodził do domu, widział żonę w oknie. I wtedy fala go zniosła. Dotarł do budynku pobliskiego baru. Resztę dnia i noc przesiedział tam na barowej ladzie z kilkoma innymi rozbitkami.

To była najstraszniejsza noc w życiu dla tysięcy ludzi nad Odrą. – Z sąsiadami dawaliśmy sobie znaki świeczkami, że jesteśmy, że jeszcze żyjemy – mówi Gerard Kosorz. Zaczął się naprawdę bać, gdy z parapetów odpłynęły doniczki. Powyżej parapetów jego dom miał słabszą zaprawę, którą mogła wymyć woda, rycząca pod oknem.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł
TAGI:

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama