Nowy numer 43/2020 Archiwum

Namieszali i się śmieją

Trzy lata przed emeryturą proboszcz z Mysłowic--Krasów opuszcza parafię i wstępuje do zakonu franciszkanów konwentualnych. Będzie misjonarzem w Peru.

Dlaczego 62-letni ks. Wiktor Zajusz zostawia dobrą parafię, o objęciu której wielu księży by marzyło? Czy nie chce odpocząć na zasłużonej emeryturze, na którą miał przejść już w 2020 roku?

Okazuje się, że praca na misjach ciągnie go znacznie, znacznie bardziej, z siłą wręcz magnetyczną. A cała ta historia zaczęła się – niespodziewanie dla samego ks. Wiktora, zwykłego, dobrego śląskiego farorza – przed niespełna dwoma laty.

Agenci papieża Polaka

W Chimbote w Peru odbywała się wtedy beatyfikacja dwóch polskich franciszkanów, których w 1991 r. zamordowali w Peru marksistowscy terroryści z organizacji Świetlisty Szlak. Ojciec Zbigniew Strzałkowski miał w chwili śmierci 33 lata, a o. Michał Tomaszek 31 lat. Kiedy terroryści przyszli ich zabić, ci młodzi Polacy odważnie powiedzieli: „My jesteśmy kapłanami, postulantów zostawcie!”. Dzięki temu trzech postulantów, którzy też mieszkali na misji w Pariacoto w Andach, ocalało.

Tymczasem ojcowie Michał i Zbigniew po parodii procesu zostali skazani na śmierć za to, że „poniżali lud, rozdzielając żywność pochodzącą od imperialistów, że religia jest opium dla ludu, że głosząc pokój i podejmując działania ewangelizacyjne oraz charytatywne, usypiają lud po to, aby masy nie podejmowały zrywu rewolucyjnego”. Za pośrednictwem prasy Świetlisty Szlak dodał też później zarzut, że ci franciszkanie byli „agentami CIA i papieża Polaka”.

Proboszcz z Krasów obejrzał zaledwie część transmisji z beatyfikacji młodszych od siebie kapłanów, bo wychodził na kolędę. A jednak mijały tygodnie, a nie umiał o tych męczennikach zapomnieć. Sam nie rozumiał, dlaczego.

Dżipem nad przepaścią

Obejrzał o nich film. Zamówił obrazki z ich relikwiami drugiego stopnia, z ubrań. Rozdawał je i zamawiał kolejne partie, coraz większe.

Zauważył, że na świeckich przykład Michała i Zbigniewa też robi szczególne wrażenie; dla wielu są rówieśnikami. – Byli normalnymi ludźmi, też mieli swoje za uszami. Bo niektórzy myślą, że święty ma tylko fruwać w niebie i mieć skrzydełka... Mieli wady i ułomności, byli tacy sami jak jo jest. A jednak dzięki Panu Bogu doszli do świętości. Mieli na pewno mnóstwo problemów, jak wszyscy, ale ich rozwiązania szukali u Pana Boga – opowiada z pasją.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama