Nowy numer 48/2020 Archiwum

Śpiew to moja miłość

W tym roku chór „Spes” z Giszowca nie uświetnił majowych uroczystości związanych ze świętami Królowej Polski i Konstytucji 3 Maja w swojej parafii. Dlaczego? Bo wystąpił daleko od Katowic.

Zaproszenie przyszło dużo wcześniej, ale trzeba było odpowiednio przygotować się do wyjazdu. Chórem działającym od 1998 roku przy parafii św. Barbary w Katowicach-Giszowcu opiekuje się ks. Wojciech Iwanecki. Dla ks. Ryszarda Górskiego, proboszcza polskiej parafii Notre Dame de Lourdes w Strasburgu, przyjęcie prawie 30-osobowego chóru ze Śląska było ogromnym wyzwaniem. Ks. Górski nie ukrywa, że wszystko udało się przede wszystkim dzięki parafialnej wspólnocie, która odpowiedziała na jego apel o przyjęcie chórzystów.

Z Francuzami do drugiej w nocy

Zespół przygotował odpowiedni repertuar i ruszył w drogę. Polonia w Strasburgu jest dosyć liczna, a przyjęcie, jakie zgotowała chórowi, było entuzjastyczne. – To był wspaniały wyjazd. Jeszcze nie przyszłam do siebie po tym Strasburgu – wspomina Gerda Kura, która śpiewa w zespole od 18 lat.

Podobnego zdania są inni uczestnicy tego wyjazdu. Leon Kotulski wraz z kolegą mieszkał u polsko-francuskich rodzin. Wspomina, że prócz występu w kościele Notre-Dame de Lourdes i Polskim Stałym Przedstawicielstwie RP przy Radzie Europy miał miejsce taki mały prywatny występ u gospodarzy. – Francuzi, ale znali wszystkie nasze piosenki patriotyczne i wojskowe. Śpiewaliśmy do drugiej w nocy. Pytam, kto mieszka obok, czy nie przeszkadzamy sąsiadom – opowiada pan Leon. – Słyszę: „To my im przynajmniej raz poprzeszkadzamy”. Okazało się, że to sami muzułmanie, dwa piętra wyżej imam, a w sąsiednim bloku Czeczeni. A po wspólnym muzykowaniu ogarnęła Francuzów gorączka wyborcza. Byli za Le Pen, co mnie nie zdziwiło. Chóry parafialne traktuje się często protekcjonalnie. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, ile pracy, czasu i wysiłku wymaga przygotowanie repertuaru, by później wykonać go w czasie Mszy czy innych uroczystości. Wszystko to dzieje się przecież w czasie wolnym, a próby też zabierają sporo czasu. Nie brakuje również problemów, z którymi wiele chórów musi sobie jakoś radzić. – Chór, kiedy zaczęłam z nim pracę, miał już bogaty repertuar. Ale były problemy z głosami męskimi, co dotyczy również innych chórów. W tej chwili do naszego zespołu zgłosili się młodzi chłopcy i dzięki temu mamy chór czterogłosowy – wyjaśnia dyrygentka Anna Promińska, która od trzech lat prowadzi zespół. – To ważne, bo przecież repertuar zawiera najwięcej utworów czterogłosowych. A kiedy brakuje tenorów, ta harmonia jest uboga. Wyjściem jest rezygnacja z partii tenorów. Też tak wcześniej robiłam, ale po dyskusji z Jurkiem Paczyńskim, organistą i autorem „Cantabo”, czyli zbioru pieśni na trzy- i czterogłosowy chór mieszany a cappella, doszliśmy do wniosku, że należałoby zmodyfikować harmonię na trzy głosy. Jurek zaczął pisać i rozpisywać utwory na trzygłos. W Strasburgu z tego powodu wystąpiły chóry połączone. Nasz zespół uzupełnili członkowie chóru z Bogucic, bo przygotowaliśmy utwory czterogłosowe.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama