Jest wikarym w piekarskiej bazylice. Właśnie tam kończy się jedna z tras EDK Tychy. – Idę do domu. Zaraz jak wrócę, o 10.45 jest nabożeństwo Drogi Krzyżowej, które prowadzę. Na EDK byłem już rok temu. Wtedy
Na trasę EDK wyruszyli też inni kapłani z archidiecezji katowickiej. Są też franciszkanie z ojcem Olgierdem na czele. Jest przełożonym w Panewnikach.
– Masz misję – usłyszeli uczestnicy wyprawy podczas homilii. – Podczas tej drogi trzeba przytulić się do ran Jezusa – mówił ks. Damian Bednarski.
– Idę po raz pierwszy. Przyprowadziła mnie tu opatrzność Boża – wyjaśnia Beata z Zabrza. Wyruszam z bardzo ważą intencją. Zamierzam wziąć dzieci w opiekę zastępczą. Czeka mnie już tylko ostatnie 25-godzinne szkolenie. Wiem, że ta EDK to będzie moja misja. Trasy się nie boję. Bardziej obawiam się zadań, które czekają mnie potem – mówi.
– Podczas tej drogi chcę ofiarować Bogu siebie i moją rodzinę. Ale przede wszystkim chciałbym się spotkać z Jezusem, tak naprawdę, szczerze i w ciszy – mówi Józef z Bierunia Nowego. Towarzyszy mu Waldemar, nadzwyczajny szafarz Najświętszego Sakramentu. – W grudniu powiększyła mi się rodzina. Idę się pomodlić za mojego wnuka. Za syna i za synową też – dodaje.
EDK ma charakter indywidualny. Podczas trasy każdy bierze odpowiedzialność za siebie. Do przejścia potrzebne są opis trasy oraz latarka. Uczestnicy od pierwszej stacji idą w milczeniu.
Hasłem tegorocznej EDK są słowa: "Droga przełomu". – Chodzi o podjęcie wyzwania, przełamanie siebie i ofiarowanie cierpienia dla Chrystusa – tłumaczy Michał Krzyżowski, jeden z organizatorów tyskiej EDK.
Rok temu sprzed tyskiego kościoła wyruszyło 180 osób. W tym roku jest niemal dwa razy więcej. Do Bierunia idzie 240 osób (trasa św. Walentego), do Bielska – 60 (trasa św. Jana Pawła II) i do Piekar – 25 (trasa Matki Boskiej Piekarskiej).









