Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Jak cię słyszą, tak cię piszą

To było w prima aprilis. Dziś ten żart ma 15 lat i nazywa się Radio eM.

Czasem w studiu wyleje się woda, do programu nie przyjdzie zaproszony gość albo w najmniej oczekiwanym momencie zatnie się komputer…

Medal Steczkowskiej

Do historii przeszło chociażby przejęzyczenie Darka Żbikowskiego, człowieka Radia eM odpowiedzialnego za muzykę. Kiedyś relacjonował bieg Justyny Kowalczyk po złoty medal na igrzyskach olimpijskich. Był mały problem, bo Justyna Kowalczyk pomyliła mu się z Justyną Steczkowską. – Cały czas, relacjonując bieg, mówił: „Proszę państwa, Justyna Steczkowska jest na prowadzeniu…”. Słuchacze dzwonili, pisali, my przybiegaliśmy do niego i mówiliśmy: „Darek, co ty mówisz?! Mylisz Justyny!”. A on w emocjach nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Miał następne wejście, Justyna kończyła bieg, a on: „Tak, za chwilę będzie ten złoty medal dla Steczkowskiej” – wspomina ze śmiechem Marek Piechniczek, szef zespołu prezenterów i anteny. Marek z Radiem eM związany jest od samego początku. Na antenie pracował, jeszcze kiedy rozgłośnia nadawała pod nazwami Radio Arka oraz Radio Plus Katowice. Pierwszym prezesem tego katolickiego radia został ks. Joachim Oleś. Najpierw siedzibą „emki” były Łaziska Górne, potem – Katowice. Od dwóch lat rozgłośnię znaleźć można w budynku „Gościa Niedzielnego” przy ul. Wita Stwosza 11 w Katowicach. Niezmienne zostają fale: 107,6 FM oraz strona: radioem.pl. – Jako Radio eM wystartowaliśmy 1 kwietnia 2002 r. – wspomina Marek. – Niektórzy pewnie myśleli, że jest to jakiś żart primaaprilisowy. Akurat był to drugi dzień Świąt Wielkanocnych.

Chcieliśmy pokazać się jako coś nowego, świeżego: wiosna, 1 kwietnia, święta… Od początku chcieliśmy też, żeby to było radio na każdy dzień, od rana do wieczora. Chcieliśmy treści katolickie przekazywać w nowoczesny sposób. Marek swoją antenową przygodę rozpoczął już na studiach. – Słuchaczy zawsze interesuje, jak kto wygląda. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby jakaś pani mi powiedziała: „O, właśnie tak sobie pana wyobrażałam”. Zawsze jest: „Ojej, naprawdę, ten głos wydobywa się z takiej osoby? Zupełnie inaczej sobie pana wyobrażałam” – przyznaje. Lata pracy przyzwyczaiły go, że czasem słuchaczom powiedzieć trzeba o sprawach niezwykle trudnych. – Kiedy umierał papież, pracowaliśmy non stop, 24 godziny na dobę, śpiąc na stołach w radiu. Adrenalina była naprawdę duża, ale nikt z nas nie wyobrażał sobie momentu, kiedy na antenie będzie musiał ogłosić śmierć Jana Pawła II. Trafiło na mnie – mówi.

Kogo ja nagrywam?

Dominika Szczawińska jest szefem publicystyki. Można powiedzieć, że radio wyssała z mlekiem… ojca i dziadka (dziennikarzy Polskiego Radia Katowice). Swoją przygodę w Radiu eM rozpoczęła wiosną 2003 r. Dostały jej się wtedy dwie audycje: kościelna „Święci z nieba ściągnięci” i sportowa „Gdzie diabeł nie może”. Kiedyś w ramach tej drugiej Dominika obsługiwała skoki narciarskie w szwajcarskim Engelbergu. – Skakał wtedy Małysz, który urodził się tego samego dnia, miesiąca i roku co ja, więc mam do niego szczególny sentyment – przyznaje. Ale poza Małyszem skakali też inni, z którymi wypadało zrobić rozmowę. – Oczywiście tego, jak oni wyglądają bez kombinezonów, nie wiemy. To było tuż przed Bożym Narodzeniem, więc chciałam zrobić audycję o składaniu życzeń, o zwyczajach świątecznych, a nie tylko o sporcie. I trochę nie wiedziałam, kogo nagrywam. Zawsze najpierw dawałam koszulkę Radia eM, żeby się podpisali. Jak podpisali się niewyraźnie, to prosiłam, żeby się przedstawili, jak przedstawili się niewyraźnie, to ich nie puszczałam – śmieje się.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama