Nowy numer 39/2020 Archiwum

Sąd jak zwierciadło

Tylko w 2016 r. do Sądu Metropolitalnego w Katowicach wpłynęło prawie 300 wniosków w sprawie stwierdzenia nieważności małżeństwa. To dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach.  

Reforma kanonów Kodeksu Prawa Kanonicznego dotycząca spraw o orzeczenie nieważności małżeństwa zawarta w Liście apostolskim motu proprio „Mitis Iudex Dominus Iesus” to duża zmiana. W Kościele katowickim zbiegła się ona z przeniesieniem siedziby Sądu Metropolitalnego do nowego gmachu przy ul. Wita Stwosza. – Jestem przekonany, że gdyby nie ta przeprowadzka, dzisiaj nie bylibyśmy w stanie funkcjonować i stawić czoła aktualnym wyzwaniom – mówi ks. Adam Pawlaszczyk, oficjał sądu.

Jak Amerykanie

W roku 2016 Sąd Metropolitalny wydał aż ok. 200 wyroków I instancji. To rekord! Stosunek wyroków pozytywnych do negatywnych wynosi 3:1.

Oznacza to, że w 75 proc. przypadków stwierdzono, że małżeństwo zostało zawarte w sposób nieprawidłowy i, w konsekwencji, jest nieważne. – Odsetek młodych chcących zawrzeć sakrament małżeństwa jest stosunkowo duży. Obawiam się jednak, że często mogą kierować nimi głównie racje obyczajowe. Nie wszyscy czują głębokie pragnienie życia sakramentalnego – zauważa ks. Pawlaszczyk. – Mam wrażenie, że sąd kościelny stał się zwierciadłem ludzkiej społeczności. Także tego, co dzieje się w małżeństwie. Od razu dodam, że wierni na Śląsku mają dokładnie takie same problemy jak mieszkańcy innych części Polski. Niepokoić może coś, co nazwałbym amerykańską mentalnością w podejściu do uroczystości ślubnych. Salę na wesele zamawia się nawet dwa lata wcześniej. I dosyć szybko następują kolejne przygotowania. To ryzykowne! Zaproszenia już rozesłane, pieniądze zainwestowane – i nagle młodzi czują, że to nie to! Co mają zrobić? Pojawia się lęk, czasem wstyd, które każą im mimo wszystko pójść do ołtarza. W takich właśnie przypadkach – na co zezwala papieska reforma – można przeprowadzić tzw. proces skrócony.  Jest to bardzo szczególny przypadek, gdy nieważność małżeństwa jest oczywista albo wypływa z oczywistych dowodów. Wymagana jest zgoda obu małżonków. To proces, który w przeciwieństwie do normalnego – dokumentalnego – powinien trwać do 45 dni. Sędzią jest tu sam biskup. To on podpisuje końcowe orzeczenie – tłumaczy kapłan.

Gdy nowe przepisy weszły w życie 8 grudnia 2015 roku, powstało wiele nieporozumień. – Mówimy tu o pewnym niezrozumieniu czy wręcz wypaczeniu nauczania Franciszka. W nagłówkach gazet wielokrotnie pojawiały się artykuły o szybkim i tanim – a nawet darmowym – „rozwodzie” kościelnym.  Niektórzy pisali też o „magicznych” 45 dniach procesu. – W konsekwencji do katowickiego sądu zaczęły przychodzić osoby po „rozwód kościelny”. Dotychczas to się nie zdarzało. Zazwyczaj ludzie wiedzieli, że w sądzie kościelnym można stwierdzić ewentualną nieważność zawartego małżeństwa i że wiąże się to z procesem. Teraz bywa tak, że  przychodzą dwie osoby i mówią: „My się zgadzamy i lubimy. Chcemy tylko »to« rozwiązać” – wyjaśnia ks. Pawlaszczyk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama