Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Jestem z gwałtu

Dowiedziała się o tym dopiero jako dorosła. Dzisiaj Jola ma 52 lata.

Niedawno, przy kawie, znajoma emerytka zadała jej kłopotliwe pytanie. – A co pani myśli o tym, że Kościół jest za zakazem aborcji, nawet z gwałtu? – zagaiła.

Jola wcześniej nad tym się nie zastanawiała. Odpowiedziała: – Tak się składa, że mnie to dotyczy, bo poczęłam się z gwałtu. A teraz proszę na mnie spojrzeć i zastanowić się, czy chciałaby pani, żebym żyła, czy lepiej, żeby mnie nie było? – powiedziała.

– Dawno nie widziałam kogoś tak zakłopotanego, przepraszała mnie wiele razy – wspomina dzisiaj. – Ludzie, którzy domagają się prawa do aborcji dzieci z gwałtu, nie myślą o tym, że tu chodzi o konkretną osobę – dodaje.

Jolanta jest sympatyczną blondynką o jasnym spojrzeniu. Mieszka na Górnym Śląsku. – Powiem szczerze: kocham życie – mówi.

Babcia rwie włosy z głowy

Jej mama została zgwałcona w wieku 15 lat. Gwałciciel pochodził z tej samej, rodzinnej wsi. Działo się to w północnej Polsce.

– Kiedy moja babcia dowiedziała się, że mama została zgwałcona, rwała sobie włosy z głowy – mówi Jola.

Właśnie babcia była zdania, że dziecko trzeba zabić – co określało się eleganckim określeniem „usunąć ciążę”. Naciskała na to. Po wielu latach, kiedy Jolanta dowiedziała się o tym, bardzo to przeżyła – bo właśnie z babcią miała najlepszy kontakt. Rozumiały się bez słów, jakby łączyła je autostrada między sercami.

15-letnia matka nie zgodziła się jednak na zabicie małej Joli. Działo się to przed ponad pół wiekiem, więc nawet nie widziała jej na ekranie ultrasonografu ani nie znała jej płci. – Ona była świadoma. Nie wiem skąd. Nie umiem pojąć, w jaki sposób 15-latka, która nie miała ojca, bo zmarł cztery lata wcześniej, okazała się tak dojrzała – ocenia Jolanta.

Dziewczynka przyszła więc na świat. Okazała się bardzo radosnym, małym człowiekiem.

Rodzina namawiała jednak matkę Joli na ślub z człowiekiem, który ją zgwałcił. Kiedy dziewczynka miała 4 latka, jej mama zgodziła się na to. – Wyszła za mojego biologicznego ojca, bo myślała, że robi to dla mojego dobra. Trochę też dlatego, że jako czteroletnie dziecko bardzo dobrze na niego reagowałam – mówi.

Szybko okazało się, że co innego dobra relacja z człowiekiem, którego widzi się raz na jakiś czas, a co innego życie z nim pod jednym dachem. Okazało się, że biologiczny ojciec Jolanty wciąż jest człowiekiem niedojrzałym. Dla jej matki małżeństwo z nim było pasmem udręk. Na szczęście przemoc w tym domu nie dotknęła dzieci. – Mama postawiła takie granice, których on nigdy nie przekroczył, nigdy nas nie dotknął. Chroniła nas miłość naszej mamy – mówi.

„Nas” – bo na świecie pojawiło się jeszcze troje dzieci – rodzeństwo Joli. Są do dzisiaj jej najwierniejszymi przyjaciółmi.

Przeprowadzili się na Górny Śląsk. Tutaj dzieci dorosły. Mama ciężko pracowała. – Można byłoby jej dać Nobla za obracanie pieniędzmi. Nie wiem, jak ona to robiła, ale chodziliśmy zadbani, a ona jeszcze miała odłożone fundusze na czarną godzinę. Czasem ojciec coś jej z tej puli wykradał – wspomina Jolanta. – Uważam, że mama ma godność królewską. Choć nie zdobyła wykształcenia, to pokłady miłości i rozumu są u niej ogromne – mówi z przekonaniem.

Kiedy Jola była już dorosła, jej ojciec zostawił żonę i odszedł do innej kobiety.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama