Nowy numer 29/2021 Archiwum

Zakonnica zaprasza na wesele

– Jak umierała, powiedziała siostrze przełożonej, żeby upiekła kołocz, dała kawę i poczęstowała wszystkich, którzy przyjdą, bo będzie wesele. Teraz robimy powtórkę, bo jest 80. rocznica jej śmierci – mówi siostra Paulina.

Młoda siostra rozmawiała też z Jezusem i Maryją. Często ofiarowała się Bogu za innych ludzi, zwłaszcza za księży. A wtedy sama zaczęła ciężko chorować. Otrzymała też wewnętrzne, niewidoczne stygmaty.

Zawsze, gdy ofiarowywała się w jakiejś intencji, jej stan gwałtownie się pogarszał – jakby Bóg dawał znak, że jej ofiarę przyjmuje. Początkowo jeden z lekarzy oskarżał ją, że histeryzuje i chce uniknąć pracy. Dopiero kolejne badania wykazały guza mózgu i wiele innych schorzeń.

W życiu Dulcissimy i reakcjach otoczenia na jej bliski kontakt z Bogiem można dostrzec wiele podobieństw z siostrą Faustyną Kowalską, którą też oskarżano o histerię. Faustyna żyła w tym samym czasie i nawet dostała na chrzcie to samo imię – Helena.

W 1932 r. Dulcissima na żądanie jednej z przełożonych, która jej nie rozumiała, spaliła zeszyt z zapisem swoich duchowych przeżyć. Znękana brakiem zrozumienia, modliła się w czasie jednego ze stanów mistycznych: „Jezu, przyślij mi jedną duszę, która mi uwierzy! Ty możesz wszystko. Wszystko zesłałeś na mnie, wszystko jest od Ciebie! Przyślij mi jedną duszę”.

Tak się złożyło, że słyszała to siostra Lazaria, Niemka, która została z czasem przełożoną klasztoru w Brzeziu. To ona stała się opiekunką, pielęgniarką i serdeczną przyjaciółką Dulcissimy. I to Lazaria zadbała o zachowanie jej spuścizny i przedmiotów osobistych z przeznaczeniem na relikwie – jak zapisała – „aż przyjdzie czas”.

Oko dla chłopczyka

Wciąż można w Brzeziu spotkać ludzi, którzy znali Dulcissimę osobiście. – W tej chwili jako lekarz mogę ocenić, że musiała bardzo cierpieć. Tymczasem ona zawsze była uśmiechnięta. I miała takie pogodne oczy – wspomina pani doktor Helena Burek. – Miałam wtedy 9 czy 10 lat. Pamiętam, że w ogrodzie klasztornym Dulcissimę prowadziła siostra Lazaria, a ja z innymi dziewczynkami biegałyśmy dookoła nich – dodaje.

Doskonale pamięta Dulcissimę także 89-letni Kazimierz Darowski. Miał osiem lat, kiedy wraz z o rok starszym bratem Jankiem zachorowali na szkarlatynę. Leżeli półprzytomni z bardzo wysoką gorączką. Obaj byli w ciężkim stanie, bo brakowało lekarstw. Bezradny doktor Lamża z Pszowa nastawiał już rodziców, żeby byli gotowi na śmierć obu chłopców.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama