Nowy numer 44/2020 Archiwum

Szkaplerz zamiast nieśmiertelnika

Na swoje 90. urodziny Paweł Roczyński z Imielina dostał medal od królowej brytyjskiej.

Paweł Roczyński świętuje 90. urodziny. Od 18 kwietnia ktoś stale gości u niego z życzeniami i każdy chce obejrzeć medal, który dostał od królowej.

Urodził się w 1926 roku. W wieku 17 lat musiał opuścić dom rodzinny w Imielinie i wyruszyć na wojnę. Wspomina nieśmiertelnik i szkaplerzyk, dzięki któremu ten pierwszy na nic się nie przydał. Otrzymał go od mamy wraz z błogosławieństwem na drogę. Matka Boska Szkaplerzna, patronka imielińskiej parafii, miała go strzec od zła wojny. Gdy przychodziły najgorsze momenty, chwytał za szkaplerzyk i modlił się, żeby przeżyć i wrócić do mamy oraz Matki do Imielina.

Wrócił... w parafialny odpust ku czci Matki Bożej Szkaplerznej. Nieśmiertelnik ma do tej pory wśród rodzinnych pamiątek. Na tych identyfikatorach oprócz danych osobowych była też informacja, jakiego żołnierz jest wyznania (na wypadek śmierci i pochówku). Na szczęście, jak mówi rodzina, nie był potrzebny.

Pan Paweł mówi, że do czasów wojennych nie chce wracać, stara się je wymazać z pamięci. Bywało groźnie, kiedy odmawiał „zdrowaśki”, myśląc, że idzie na śmierć. Były też chwile, kiedy za pożywienie miał dwa ziemniaki na dzień. – Ale to wszystko nic, najważniejsze, że wróciłem i nadal żyję w otoczeniu najbliższych. I czuję się szczęśliwym człowiekiem – powtarza pan Paweł.

Lubi śpiewać żołnierskie i śląskie piosenki, a głos ma jeszcze dość dobry, czego dał dowód na swoich urodzinach, zachęcając gości do wspólnych śpiewów.

W czasie wojny Niemcy wcielili go do Wehrmachtu, skąd przeszedł do polskiej Armii Andersa. We włoskim mieście Ancona zaczął służbę w baonie łączności pod dowództwem majora Kozakiewicza. Później odpłynął statkiem do Wielkiej Brytanii, w której przebywał do 1946 roku.

Z tej wojennej tułaczki wrócił statkiem do Gdańska, a potem pociągiem do domu. Przestrzegano go, by nie jechał w wagonie sam, żeby dosiadał się tam, gdzie jest więcej ludzi, bo na trasie grasowały bandy, które okradały pasażerów, a nawet mordowały. Kiedy stanął u skraju Imielina, odetchnął głęboko, bo wiedział, ze dom już niedaleko.

Potem zajął się swoim życiem... Było pracowite, ale szczęśliwe. Założył rodzinę, wychował z żoną troje dzieci. Ciężko pracował na kopalni Wesoła, a przychodząc do domu po szychcie, jeszcze pomagał dzieciom, sąsiadom, krewnym.

Walka w Polskich siłach zbrojnych pod dowództwem brytyjskim zaowocowała dwoma medalami – Gwiazdą Włoch i Gwiazda za wojnę 1939–1945. Te odznaczenia należało odebrać w ambasadzie brytyjskiej. Jednak pan Paweł nie uczynił tego, szczęśliwy z powrotu do domu.

Był bardzo pracowity, a o medalach zapomniał. Ta historia się jednak nie skończyła... Teraz, gdy pan Paweł świętuje 90. urodziny, spotkała go niespodzianka. Jego wnuczka Katarzyna, słysząc opowieści dziadka o wojnie i medalach, których nie odebrał, postanowiła napisać do ambasady brytyjskiej z pytaniem o odznaczenia. Choć minęło tyle lat, okazało się, że nadal można je odebrać. Że każdy, kto ma taką udokumentowaną historię, może się o te medale upominać. Medale dla pana Pawła są już w drodze do Imielina.

Solenizant nie spodziewał się w tym wszystkim jeszcze jednego odznaczenia – od królowej brytyjskiej dla walczących pod dowództwem brytyjskim. Jest to Odznaczenie Weterana, które właśnie w tych dniach – jakby specjalnie na urodziny – trafiło do niego. Mało kto może się takim odznaczeniem pochwalić.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama