Nowy numer 48/2020 Archiwum

Biskup od kóz

Bardzo dobrze czuł się wśród chorych, niepełnosprawnych. Był duszą towarzystwa. Brał gitarę, rozbrajał wszystkich swoją szczerością. Nie bał się obrazy majestatu.

Tak biskupa pomocniczego diecezji katowickiej Czesława Domina zapamiętał ks. Krzysztof Bąk, dyrektor katowickiej Caritas.

– Wstawał bardzo wcześnie, koło 4.00 rano. Ja o 5.00 byłem już w kaplicy kurialnej, żeby służyć do Mszy św. Najpierw odprawiał rozmyślanie, potem z siostrami miał jakieś ćwiczenia duchowne, potem Mszę św. Korzystał z możliwości odpoczynku w ciągu dnia, ale to był tytan pracy. Bardzo późno kładł się spać. Jak nieraz wyjeżdżaliśmy za granicę, do Niemiec czy do Austrii, żeby coś tam pozałatwiać, to właściwie nigdy nie spał. Raz, pamiętam, do Katowic przyjechaliśmy ok. 2.30, a on już o 5.00 był w kaplicy – wspomina ks. Bąk.

Znał go od dzieciństwa. – Świetnie się z nim rozumiałem. On był w kurii, a ja od najmłodszych lat byłem ministrantem w katedrze. To moja rodzinna parafia. Wszystkie ofiary z wizytacji dawał na budowę ośrodka w Borowej Wsi. Sam żył bardzo ubogo. Nie potrzebował wiele do jedzenia. Do końca życia miał jedne insygnia biskupie. Nie wymieniał ani pierścienia, ani pektorału, ani krzyża, ani pastorału, ani sutanny…

Mamusia wie?

Decyzję o pójściu do seminarium późniejszy biskup oznajmił rodzicom po trzydniowym pobycie na rekolekcjach w Częstochowie. – Przychodzi do domu i mówi: „Mamuś, już wybrałem zawód”. „Jaki?” „Teologia” – mówiła w rozmowie z Radiem Koszalin 92-letnia wtedy Rozalia Domin, matka biskupa. O nominacji biskupiej powiedział jej w jeszcze zabawniejszy sposób. – Przychodzi do domu, siedzimy sobie przy kawie, tak mnie objął i powiedział: „Czy mamusia wie, kto obok mamusi siedzi?” „Mój synuś”. „Biskup”.

Zmarły 20 lat temu biskup Domin pochodził z Michałkowic, obecnej dzielnicy Siemianowic Śląskich. Stamtąd wyniósł nabożeństwo do św. Michała Archanioła. Już jako biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej codziennie rano i o 15.00 odmawiał Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Często modlił się nią z gośćmi, którzy go odwiedzali. Grał na wielu instrumentach, komponował pieśni i pisał do nich teksty. Pod koniec swojego życia, w chorobie nowotworowej, napisał pieśń wychwalającą Boże miłosierdzie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama